Pielgrzymki


  

Pielgrzymka do Częstochowy 15 października 2016

PROGRAM

OGÓLNOPOLSKIEJ PIELGRZYMKI KOBIET

NA JASNĄ GÓRĘ

15 PAŹDZIERNIKA 2016 r.

ORGANIZOWANEJ PRZEZ

POLSKI ZWIĄZEK KOBIET KATOLICKICH

Nadzieja w Maryi w Roku Miłosierdzia

1100 Powitanie pielgrzymów

MSZA ŚWIĘTA w Bazylice, którą wraz z duszpasterzami kobiet odprawi i homilię wygłosi J.E. Ks. Bp dr WIESŁAW SZLACHETKA – biskup pomocniczy archidiecezji gdańskiej i Delegat Episkopatu Polski ds. Duszpasterstwa Kobiet

1200 ANIOŁ PAŃSKI

KONFERENCJA FORMACYJNA pt. Budować nadzieję na wzór Maryi - którą wygłosi dr MARIA JANKOWSKA – Prezes Polskiego Związku Kobiet Katolickich

1320 Modlitwy do Bożego Miłosierdzia i Matki Miłosierdzia przed Cudownym Obrazem Matki Boskiej Częstochowskiej

Modlitwa osobista

Akt Zawierzenia Maryi Polskiego Związku Kobiet Katolickich

1400 Przerwa obiadowa

1500 Modlitwa Koronką do Bożego Miłosierdzia i spotkanie członkiń PZKK i sympatyczek z ks. biskupem WIESŁAWEM SZLACHETKĄ,

ks. prałatem TOMASZEM KRÓLEM i DUSZPASTERZAMI przybyłymi z pielgrzymką kobiet

Pielgrzymka do Kalisza 2 kwietnia 2016

PROGRAM OGÓLNOPOLSKIEJ PIELGRZYMKI KOBIET

do Sanktuarium św. Józefa w Kaliszu

2 kwietnia 2016 /sobota/

ORGANIZOWANEJ PRZEZ POLSKI ZWIĄZEK KOBIET KATOLICKICH

PRZEBACZENIE I POJEDNANIE W ROKU MIŁOSIERDZIA

11.00 POWITANIE PRZYBYŁYCH PIELGRZYMÓW

ks. Prałat Adam Modliński- Duszpasterz Kobiet Diecezji Kaliskiej

ks. Prałat Jacek Plota – kustosz Sanktuarium

11.15 KONFERENCJA FORMACYJNA pt.

Przebaczenie i pojednanie w budowaniu relacji z najbliższymi

prof. UKSW Maria Ryś

12.00 UROCZYSTA MSZA ŚWIĘTA Z KAZANIEM koncelebrowana pod przewodnictwem J. E. Ks. Bp. Łukasza Buzuna - pomocniczego Diecezji Kaliskiej

Po Mszy św. – Akt Zawierzenia Kobiet św. Józefowi

13.15 PRZERWA NA POSIŁEK

14.15 ROZWAŻANIE: Nawracanie się warunkiem Miłosierdzia

ks. Prałat Tomasz Król

Krajowy duszpasterz Polskiego Związku Kobiet Katolickich

15.00 KORONKA DO MIŁOSIERDZIA BOŻEGO

Zakończenie pielgrzymki

15.15 Spotkanie wszystkich członkiń Polskiego Związku Kobiet Katolickich

Pielgrzymka do Częstochowy 17 października 2015

PROGRAM
OGÓLNOPOLSKIEJ PIELGRZYMKI KOBIET
NA JASNĄ GÓRĘ
17 PAŹDZIERNIKA 2015 r.

ORGANIZOWANEJ PRZEZ
POLSKI ZWIĄZEK KOBIET KATOLICKICH 

Nowe życie w Chrystusie 

1100        Powitanie pielgrzymów.

          MSZA ŚWIĘTA w Bazylice, którą wraz z duszpasterzami odprawi i homilię wygłosi J.E. Ks. Bp dr IRENEUSZ PĘKALSKI – Biskup pomocniczy archidiecezji łódzkiej i Delegat Konferencji Episkopatu Polski ds. Duszpasterstwa Kobiet 
1200       
ANIOŁ PAŃSKI
         
KONFERENCJA FORMACYJNA
pt. Jak odnaleźć się w chaosie współczesnego świata - którą wygłosi
          dr MARIA JANKOWSKA – Prezes Polskiego Związku Kobiet Katolickich
1320        Modlitwy słowami świętych kobiet polskich przed Cudownym Obrazem Matki Boskiej Częstochowskiej 

          Modlitwa osobista
         Akt Zawierzenia Maryi
Polskiego Związku Kobiet Katolickich 

1400   Przerwa obiadowa

1500   Modlitwa Koronką do Miłosierdzia Bożego i spotkanie członkiń PZKK i sympatyczek z ks. prałatem Tomaszem Królem – duszpasterzem PZKK

Tekst konferencji Marii Jankowskiej

Jak odnaleźć się w chaosie współczesnego świata?

Papież Franciszek powiedział: "Jednym z największych wyzwań stojących przed Kościołem w tym pokoleniu jest krzewienie we wszystkich wiernych poczucia osobistej odpowiedzialności za misję Kościoła i umożliwienie im wywiązywania się z niej".

Papież wyraził przekonanie, że w zmieniającym się bardzo szybko społeczeństwie konieczne jest zarówno teraz, jak i przyszłości większe zaangażowanie ze strony świeckich, a zwłaszcza kobiet. Kościół w "kreatywny sposób" musi dostosowywać się do zmieniającej się sytuacji, przekazując "dziedzictwo przeszłości nie tyle poprzez utrzymanie struktur i instytucji", ale przede wszystkim dzięki otwarciu na możliwości i przekazywanie radości Ewangelii .

Świat współczesny nie sprzyja jednak kobiecie. Rozwój cywilizacji postępuje tak szybko, że w ciągu kilkunastu godzin jesteśmy w stanie przebyć całą kulę ziemską, a jedno kliknięcie w klawiaturę komputera wystarczy, by przenieść nas w najdalszy zakątek Ziemi, gdzie możemy dowiedzieć się, co się tam dzieje. Postęp medycyny jest tak ogromny, iż lekarze przeprowadzają bardzo skomplikowane operacje i leczą choroby dotąd nieuleczalne. W sklepach możemy kupić niemal wszystko o czym można sobie zamarzyć. Kobiety w dzisiejszych czasach, jak się okazuje, są lepiej i bardziej wykształcone od mężczyzn i w wielu firmach i zakładach pracy pracują wydajniej, a przynajmniej tak samo dobrze jak mężczyźni. W większości domów są komputery, laptopy, telewizory, pralki, zmywarki, roboty kuchenne, które mają ułatwiać poradzenie sobie z codziennymi pracami zabezpieczającymi podstawowe potrzeby nas kobiet i naszych bliskich. Jednakże współczesna cywilizacja zafundowała człowiekowi oprócz zdobyczy, a zwłaszcza kobiecie, nie lada trudny problem. Z jednej strony mamy, jak wykazałam, wielką ilość sprzętów, które nam pomagają żyć, a z drugiej strony oczekiwania współczesnego świata wobec nas są bardzo wymagające, a jeszcze same kobiety, zwłaszcza feministki walcząc i propagując swoje idee wcale tak naprawdę nie pomagają kobietom. Mamy być w najwyższym stopniu kochającymi żonami, wspaniałymi matkami, gospodyniami, sprzątaczkami, kucharkami, świetnymi pracownicami, mamy pięknie wyglądać, dobrze orientować się w tym co dzieje się na świecie, w polityce, kulturze i propagować wszystko to co nam współczesny świat oferuje, łącznie ze swoim chaosem, niepewnością pracy, jutra, niepokojącymi zmianami w oświacie, szerzącą się cywilizacją śmierci w postaci przyzwolenia na dokonywanie aborcji, sztucznego zapładniania w postaci In vitro, które niesie za sobą zamrożenie życie wielu dzieci (określanych jako zarodków), które może kiedyś się przydadzą, albo nie, więc się je wyrzuci i zniszczy, przyzwolenia na dokonywanie eutanazji nieuleczalnie chorych i starszych ludzi oraz szerzenie ideologii gender, która zwraca uwagę na płeć kulturową negując znaczenie płci biologicznej. Należy jeszcze wspomnieć o współczesnych niepokojących trendach, w których małżeństwo kobiety i mężczyzny oraz rodzina są traktowane jako „przeżytek”, a propagowane są tzw. wolne związki partnerskie mające często charakter homoseksualny. Jeszcze trzeba dodać, że w dużych miastach, a tak jest w Warszawie już prawie co drugie małżeństwo się rozpada, więc widoczny jest kryzys w rodzinach, a nie wspomnę już o osobistych tragediach rozwodzących się małżonków i ich dzieci. Mamy więc totalny chaos w rodzinach, w oświacie, w kulturze, której poziom często jest bardzo niski, kryzys w pojęciu małżeństwa i poczuciu bezpieczeństwa fizycznego i psychicznego. Jak zatem w tym świecie, gdzie występuje obok siebie i ze sobą dobro i zło, a więc pomieszany jest przysłowiowy kąkol z pszenicą możemy się odnaleźć, co robić, żeby nie wyrwać pszenicy wyrywając kąkol, jak nie zagubić się i mieć świadomość odróżniania dobra od zła, jaką rolę mogą odegrać kobiety w naprawianiu świata wychodząc również naprzeciw wskazaniom papieża Franciszka, by bardziej się angażować i przekazywać radość Ewangelii?

Myślę, że tu droga jest jedna - powrót do źródeł, do początków – i według tego kierunku proponuję krótką refleksję nad tym co było na początku:

Czytamy w Księdze Rodzaju: A wreszcie rzekł Bóg: «Uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego Nam. Niech panuje nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym, nad bydłem, nad ziemią i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi!»

Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył: stworzył mężczyznę i niewiastę.

Po czym Bóg im błogosławił, mówiąc do nich: «Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną; abyście panowali nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi». ..

Z tego krótkiego fragmentu wynika, że człowiek jest:

  • Osobą duchową – stworzoną na obraz i podobieństwo Boże;

  • Osobą posiadającą ciało;

  • Osobą płciową: kobietą i mężczyzną;

  • Osobą, która ma panować nad światem nad zwierzętami i nad ziemią;


  • Osobą, która ma zaludniać ziemię.

Następnie Katechizm Kościoła Katolickiego formułując powołanie człowieka podaje, że Bóg stworzył świat uporządkowany i dobry według swej mądrości. Wszystko co Bóg stworzył ma „właściwą sobie mądrość i doskonałość, ale nie wyszło całkowicie wykończone z rąk Stwórcy. Jest ono stworzone w „drodze” (...) do ostatecznej doskonałości, którą ma dopiero osiągnąć i do której Bóg je przeznaczył.

Zatem człowiek został obdarowany zdolnością i możliwością dokończenia dzieła Bożego, jakim jest budowanie świata. Każdy mężczyzna i każda kobieta, bez względu na to gdzie mieszkają i w jakich czasach żyli otrzymali takie zadanie, ale każdy człowiek ma inne zadanie do spełnienia i to zadanie powinien w swoim życiu odczytać i je realizować.

JAK ROZPOZNAWAĆ SWOJE POWOŁANIE I JAKIE SĄ ZADANIA KOBIETY ORAZ JAK RADZIĆ SOBIE W CHAOSIE WSPÓŁCZESNEGO ŚWIATA?

Zadanie 1
Mieć świadomość bycia wartościową osobą, mającą jednakową godność jak mężczyzna, stworzoną przez Boga na swój obraz i podobieństwo.

Słyszymy hasła współczesnych feministek, że kobiety mają mieć te same prawa co mężczyźni, że kobiety mają dorównać mężczyznom, bo są dyskryminowane, że trzeba wprowadzić wszędzie parytety. Niektóre hasła feministek brzmią nawet zachęcająco, tylko, że co to znaczy, że kobiety mają dorównać mężczyznom? W czym, w sile fizycznej, w wyglądzie? Zgoda, że prawa kobiet są łamane w wielu zakątkach naszego Globu i temu należy się przeciwstawiać; zgoda, że kobiety zarabiają średnio o 15-20% mniej na tych samych stanowiskach co mężczyźni i temu również należy się przeciwstawiać. Godność kobiety jest naprawdę szargana w reklamach, w programach telewizyjnych, w spektaklach teatralnych, filmach, i temu również zdecydowanie należy się przeciwstawić. Parytety są natomiast wymysłem bez jakiegokolwiek sensu: czy to znaczy że np. na politechnice powinno studiować tylu samo mężczyzn co kobiet, a w klasach powinno być tyle samo dziewczynek co chłopców, a w szkołach zatrudniać tylu samo mężczyzn co kobiet, a w ławach poselskich nie może zasiąść kto został wybrany, lecz po równo tyle samo kobiet co mężczyzn? Nie chodzi zatem o zachowanie parytetów. Trzeba raczej sprzeciwiać się wszelkim sytuacjom odbierającym godność kobiecie i podejmować działania na rzecz przywracania godności kobiecie. Należy walczyć o właściwy wizerunek kobiety wszędzie tam, gdzie widzimy, że godność kobiety jest nadszarpnięta. Trzeba koniecznie przywracać i mądrze rozumieć i propagować wartość kobiety, jej pracy w domu i w pracy zawodowej. Każda z nas to może zrobić w konkretnym działaniu a także poprzez dawanie osobistego przykładu jak być kobietą pełną godności i szacunku do siebie samej i innych.

A jeśli same potrzebujemy na co dzień podniesienia poczucia własnej wartości i świadomości tego, że jesteśmy kochane i potrzebne Panu Bogu, to podaję urywki z Pisma Św., które o tym świadczą:

  • Jesteś cudownie stworzony (Psalm 139.14);

  • Znałem Cię zanim zostałeś poczęty (Jeremiasz 1.4-5);

  • Wybrałem Ciebie gdy planowałem stworzenie (Efezjan 1.11-12);

  • Nie byłeś pomyłką (Psalm 139.15);

  • Wszystkie Twoje dni są zapisane w mojej księdze (Psalm 139.16);

  • Określiłem dokładny czas Twojego urodzenia i miejsce zamieszkania (Dzieje Apostolskie 17.26);

  • Ukształtowałem Cię w łonie Twojej matki (Psalm 139.13);

  • I byłem pomocny w dniu twoich narodzin (Psalm 71.6).

Zadanie 2

Poznać i zaakceptować własną płeć, kobiecość i swoją niepowtarzalność, piękno.

Należy mieć świadomość, że Pan Bóg stworzył ludzi z określoną płcią „mężczyzną i niewiastą stworzył ich.”

Różnice między kobietami i mężczyznami w sferze fizycznej, emocjonalnej, psychicznej i duchowej służą wyłącznie temu, by człowiek jako kobieta i mężczyzna bez zakłóceń mógł w sposób pełny realizować siebie, odkrywać i wypełniać swe powołanie, a więc wykonywać role macierzyńskie, ojcowskie, społeczne, zawodowe w sposób komplementarny, pomagając sobie nawzajem i starając się lepiej rozumieć własną i przeciwną płeć.


Najważniejsze różnice między kobietami i mężczyznami

Kobieta

  • Świat relacji


  • Chce być kimś dla kogoś

  • Światem kobiety są sprawy jej serca

  • Szybka regeneracja sił

  • Możliwość wykonywania kilka czynności naraz

  • Problemy w organizacji czynności (wszystko jest ważne)

  • Mężczyzna

  • Świat rzeczy, zjawisk

  • Chce być w życiu kimś

  • Sercem mężczyzny są sprawy świata

  • Powolna regeneracja sił

  • Możliwość na ogół wykonywania 1 czynności

  • Umiejętność gradacji, zgodnie z przyjęta hierarchią wartości i ważności


Poczucie wartości i inne potrzeby psychiczne

Kobieta

  • Poczucie tożsamości – relacje (rodzenie, rozwijanie, uczenie, pomaganie, kształtowanie)

  • Przeżywa swoją wartość w kategoriach estetycznych: dobra i piękna (fizyczne, psychiczne, duchowe)

  • Potrzeba bycia piękną i zauważoną przez męża i otoczenie, staranie się o estetykę i piękno otoczenia,

Mężczyzna

  • Poczucie tożsamości – świat zjawisk, tworzyć coś - praca zawodowa

  • Dominującymi wartościami są: siła i sprawność – zarówno fizyczna jak i umysłowa oraz przedsiębiorczość i odwaga.

  • Potrzebuje być chwalony i bycia dowartościowanym, potrzebnym, chwalonym


Funkcjonowanie społeczno-zawodowe

Kobieta

  • Włącza się w więzi międzyludzkie na zasadzie współzależności i przynależności

  • Rozmawia o swych więziach i uczuciach, problemach

  • Wybiera zawody związane z opieką i kontaktem z ludźmi

  • Bardziej praktyczna, konkretna i skoncentrowana na szczegółach, drobiazgach

Mężczyzna

  • Włącza się w więzi międzyludzkie na zasadzie niezależności i samodzielności,

  • Rozmawia o świecie rzeczy i zjawisk

  • Wybiera zawody, by coś tworzyć, budować oraz zawody techniczne

  • Ogólny schemat działania – nie zwraca uwagi na drobiazgi

Zadanie 3

Poznawać siebie – swoje emocje, uczucia, temperament, intelekt, zainteresowania, zalety, wady, potencjalne możliwości i specjalne talenty, dzięki którym może „być” dla siebie i innych.

Poznajemy siebie w codziennym życiu, zwłaszcza wtedy, gdy rozwiązujemy problemy, podejmujemy ważne decyzje życiowe, ale także w relacjach z innymi, a zwłaszcza z najbliższymi osobami, którzy mogą nam pomóc w odkrywaniu samych siebie. Poznajemy siebie także na modlitwie i należy robić to często i prosić Boga, byśmy potrafili widzieć siebie coraz lepiej w prawdzie i widzieć siebie takimi, jak widzi nas Bóg.

Zadanie 4

Odkrywać w sobie powołanie, które Bóg dał każdemu człowiekowi i czynić dobrze.

Ważne jest, by człowiek potrafił właściwie odczytać swoje podstawowe powołanie, ponieważ tylko wtedy urzeczywistni samego siebie, a także spełni Boży plan i zamierzenia, które Pan Bóg miał wobec niego. Natomiast po odkryciu powołania w każdym etapie swojego życia należy tak planować swoje zadania, by były zgodne z ogólnym celem życia i mamy czynić dobrze. Jesteśmy bowiem Jego dziełem, stworzeni w Chrystusie Jezusie dla dobrych czynów, które Bóg z góry przygotował, abyśmy je pełnili (Ef 2,9-10).

Zadanie 5

Realizować swoje osobiste powołanie i wciąż je odczytywać w odniesieniu do Ewangelii, sytuacji rodzinnej i społecznej.

Ażeby można było wypełnić to zadanie, należy na wszystkich etapach życia mieć świadomość ciągłej pracy nad sobą i dokonywać rozważnych codziennych wyborów i odnosić je do Pisma Świętego zawierające wspaniałe wskazówki jak żyć , które wypowiadał w tamtych czasach do nas sam Jezus Chrystus, albo za pomocą apostołów, którzy pisali listy mające wartość nieprzemijającą

    1. Ustalić priorytety na każdy okres życia

  • Studenckiego/przygotowywania do dorosłego życia

  • Małżeńskiego

  • Rodzinnego

  • Zawodowego

  • Społecznego
    W oparciu o przyjęte priorytety i wybór życia małżeńskiego, rodzinnego, samotnego czy zakonnego łączyć swoje podstawowe zadania i obowiązki z pracą zawodową i społeczną bez szkody dla podjętych podstawowych zadań;
    2.
    W oparciu o przyjęte priorytety i wybór życia małżeńskiego, rodzinnego, samotnego czy zakonnego łączyć swoje podstawowe zadania i obowiązki z pracą zawodową i społeczną bez szkody dla podjętych podstawowych zadań;
    3. Uczyć relacji z innymi, zwłaszcza rozwijać więzi z najbliższymi, współmałżonkiem, dziećmi, rodziną, przyjaciółmi, wspólnotą;
    4. Wychowywać w duchu wartości i do wartości;
    5. Rozwijać w sobie wiarę i przekazywać wiarę;
    6. Mieć świadomość sensu swojej pracy dla rozwoju siebie, dobra społecznego i ogólnonarodowego;
    7. Troszczyć się o potrzebujących, biednych, samotnych, opuszczonych;

    8. Troszczyć się o sprawy Ojczyzny.

  • Zadanie 6
    Rozwijać relację miłości do Boga, drugiego człowieka i siebie samej.

Człowiek ze swej natury i powołania jest istotą religijną. Wychodząc od Boga i zdążając do Boga, człowiek tylko wtedy żyje życiem w pełni ludzkim, gdy w sposób wolny przeżywa swoją więź z Bogiem.

Przyjmując miłość od Boga człowiek realizuje przykazanie miłości i uczy się kochać bliźniego i siebie samego w sposób coraz bardziej świadomy i odpowiedzialny.

Miłość rozumiana jako angażowanie się dla dobra innego człowieka, łączy się zawsze z ponoszeniem osobistych kosztów. Tam, gdzie nie ma gotowości do złożenia osobistej ofiary, nie należy mówić o miłości, ale o sentymentach, z których w praktyce zwykle niewiele wynika. Każdy człowiek świadomie lub nieświadomie tęskni do prawdziwej miłości, będącej źródłem szczęścia. Tylko nie każdy rozumie, że o tym czy i jak dane mu będzie przeżyć, on sam osobiście decyduje i ponosi odpowiedzialność.

Miłość jako dar zakłada uznanie i pragnienie dobra osoby ukochanej, jej i jego dobra najbardziej rzeczywistego i konkretnego, a nie jakiegoś dobra ogólnego, niewyraźnego i usytuowanego w świecie iluzji i romantycznych mrzonek oraz tego co pokazują w telewizji w serialach czy w niektórych filmach. Miłość małżeńska jako akt oddania oznacza, że ktoś oddaje siebie samego innej osobie z pełną bezinteresownością, dla wspólnego dobra zachowując godność osoby. Kochać prawdziwą miłością, to chcieć ze wszystkich sił dobra drugiej osoby, nawet w pominięciu siebie, czynić wszystko tak, by ona wzrastała i rozwijała się, stając się z każdym dniem coraz bardziej człowiekiem takim, który kocha siebie, innych i Boga, a przez to takim, który realizuje i urzeczywistnia samego siebie. Miłość jest największym dobrem i prawdziwym bogactwem ludzkości. Bogatym zaś jest ten, kto daje. Ten, kto obawia się, by nie zubożeć nigdy nie jest dość bogaty, by dać. Ale żeby móc coś dać drugiemu człowiekowi i innym ludziom, trzeba pamiętać o tym, by być dla siebie osobą, która rozwija swoje talenty otrzymane od Boga, doskonali w różnych sferach działania, a przede wszystkim wzrasta duchowo w mądrości i łasce Bożej. Nie damy innym tego, czego sami nie mamy, czego sami nie posiadamy.

Zadanie 7

Rozwijać swoje talenty, zdolności, by stawać się coraz bardziej OSOBĄ podobną do Boga.

Skoro zostaliśmy stworzeni przez Boga na Jego obraz i podobieństwo , to istotnym działaniem człowieka jest tak żyć, by stawać się podobnym do swego Stwórcy.

Zadanie 8

Mieć świadomość swego wyjątkowego daru macierzyństwa fizycznego i duchowego oraz wychowywać dzieci zgodnie z wartościami chrześcijańskimi i chronić je przed złymi przykładami, zgubnymi ideologiami.

Postawa matki

  1. Bronienie i ochranianie życia na każdym etapie rozwoju człowieka;

  2. Przekazywanie życia - rodzenie własnych dzieci (macierzyństwo fizyczne) oraz dawanie innym siły, odwagi, nadziei w ich życiu (macierzyństwo duchowe);

  3. Otaczanie dzieci i innych ludzi miłością, bezpieczeństwem i ciepłem;

  4. Wychowywanie i uczenie zasad życia i funkcjonowania w społeczeństwie;

  5. Szerzenie cywilizacji miłości i sprzeciwianie się cywilizacji śmierci.

Kobieta może być zawsze matką, nawet wtedy gdy nie może rodzić własnych dzieci, ponieważ jej kobieca psychika to umożliwia. Należy mieć tego świadomość, że to Bóg jest Panem życia, a człowiek tylko współpracuje z Bogiem w powstawaniu, rodzeniu i wychowaniu nowego człowieka. W dzisiejszych czasach niestety około 20% małżeństw nie może mieć dzieci. Należy jednak wszystko zrobić co z punktu widzenia człowieka jest możliwe, by mieć potomstwo. Współcześnie istnieją metoda naprotechnologii, która skutecznie leczy niepłodność. Jeśli mimo wszystko się nie uda, to należy szukać spełnienia w macierzyństwie i ojcostwie duchowym. Nie należy także zapominać, że w Piśmie Świętym mamy opisy kobiet, które w swojej starości poczęły dzieci – dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego – należy wierzyć, ufać i modlić się.

Zadanie 9

Angażować się czynnie w miarę swych możliwości w działania na rzecz promowania godności i właściwego wizerunku kobiety, małżeństwa jako związku kobiety i mężczyzny, wartości macierzyństwa i rodziny, odpowiedniego wychowania i kształtowania dzieci i młodzieży.

Zadanie 10

Dążyć do świętości

Być świętym to znaczy odkrywać i wypełniać swoje życiowe powołanie. Rozwijać swoje talenty, zdolności tak, by stawać się coraz bardziej OSOBĄ podobną do Boga.

Czytamy w Piśmie Św.: Świętymi bądźcie jak ja jestem świętym

Kobieta odkrywając w sobie kobiecość i dar macierzyństwa fizycznego czy też duchowego może dokończyć Dzieło stwarzania świata przez Boga, stając się coraz bardziej osobą podobną do swego Stwórcy, a przez to czynić świat lepszym, piękniejszym, szczęśliwszym oraz bogatszym o nowych ludzi i lepszych ludzi.

Pielgrzymka do Częstochowy 18 października 2014

PROGRAM
OGÓLNOPOLSKIEJ PIELGRZYMKI KOBIET
NA JASNĄ GÓRĘ
18 PAŹDZIERNIKA 2014 r.

ORGANIZOWANEJ PRZEZ
POLSKI ZWIĄZEK KOBIET KATOLICKICH 

Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię 

1100        Powitanie pielgrzymów.

          MSZA ŚWIĘTA w Bazylice, którą wraz z duszpasterzami odprawi i homilię wygłosi J.E. Ks. Bp dr IRENEUSZ PĘKALSKI – Biskup pomocniczy archidiecezji łódzkiej i Delegat Konferencji Episkopatu Polski ds. Duszpasterstwa Kobiet 
1200       
ANIOŁ PAŃSKI
         
KONFERENCJA FORMACYJNA
pt. Osobiste nawracanie się procesem przemiany duchowej i pogłębiania wiary - którą wygłosi
          dr MARIA JANKOWSKA – Prezes Polskiego Związku Kobiet Katolickich
1320        Modlitwy słowami Ks. Kard Stefana Wyszyńskiego przed Cudownym Obrazem Matki Boskiej Częstochowskiej 

          Modlitwa osobista
         Akt Zawierzenia Maryi
Polskiego Związku Kobiet Katolickich 

1400   Przerwa obiadowa

1500   Modlitwa Koronką do Miłosierdzia Bożego i spotkanie członkiń PZKK i sympatyczek z ks. prałatem Tomaszem Królem – duszpasterzem PZKK

Pielgrzymka do Kalisza 5 kwietnia 2014

PROGRAM OGÓLNOPOLSKIEJ PIELGRZYMKI KOBIET

 do Sanktuarium św. Józefa w Kaliszu

5 KWIETNIA 2014 r. /sobota/

ORGANIZOWANEJ PRZEZ POLSKI ZWIĄZEK KOBIET KATOLICKICH

i

 DUSZPASTERSTWO KOBIET DIECEZJI KALISKIEJ

 "Wierzę w Syna Bożego"

 

11.00 POWITANIE PRZYBYŁYCH PIELGRZYMÓW 

             ks. Prałat Adam Modliński- Duszpasterz Kobiet Diecezji Kaliskiej.

11.10 PROGRAM SŁOWNO-MUZYCZNY – przygotowany przez młodzież

11.30 KONFERENCJA FORMACYJNA pt. Co Jezus i Kościół mówi do kobiet?

 Maria Jankowska – prezes PZKK

12.00 UROCZYSTA MSZA ŚWIĘTA Z KAZANIEM koncelebrowana pod przewodnictwem  J. E. Ks. Biskupa Edwarda Janiaka ordynariusza Diecezji Kaliskiej

             Po Mszy św. – Akt Zawierzenia Kobiet św. Józefowi – Maria Jankowska

13.15 Przerwa na posiłek

14.15 ROZWAŻANIA: Świętymi bądźcie - ks. Prałat Tomasz Król

                            Krajowy duszpasterz Polskiego Związku Kobiet Katolickich

15.00 KORONKA DO MIŁOSIERDZIA BOŻEGO

 Zakończenie pielgrzymki

15.15 Spotkanie wszystkich członkiń Polskiego Związku Kobiet Katolickich

Pielgrzymka do Częstochowy 19 października 2013

PROGRAM OGÓLNOPOLSKIEJ PIELGRZYMKI KOBIET

NA JASNĄ GÓRĘ

19 PAŹDZIERNIKA 2013 r. (sobota)

ORGANIZOWANEJ PRZEZ DUSZPASTERSTWO KOBIET

I POLSKI ZWIĄZEK KOBIET KATOLICKICH

w 25-lecie Listu apostolskiego papieża Jana Pawła II

„Mulieris dignitatem. O godności i powołaniu kobiety”

 

1045    Powitanie zebranych w bazylice przez ojca przeora Jasnej Góry

1100    Msza święta w bazylice, którą wraz z duszpasterzami odprawi
i homilię wygłosi J.E. ks. bp Ireneusz Pękalski – delegat Konferencji Episkopatu Polski ds. Duszpasterstwa Kobiet

1200    Anioł Pański i konferencja formacyjna nt. Wpatrzone w Maryję, odkrywajmy istotę godności i powołania kobiety, którą wygłosi prof. KUL-u Dorota Kornas-Biela

1315    Odsłonięcie Cudownego Obrazu Matki Bożej

         Modlitwa spontaniczna

         Wiersze poświecone Matce Bożej

Modlitwa cicha

Akt zawierzenia kobiet Matce Bożej

1400 - 1500 Przerwa obiadowa

1500    Spotkanie członkiń i sympatyczek PZKK z ks. prałatem, Tomaszem Królem – duszpasterzem PZKK

 Zakończenie pielgrzymki


RELACJA:

Pielgrzymka PZKK do Częstochowy

19 października 2013 roku odbyła się doroczna pielgrzymka PZKK do Częstochowy pod przewodnictwem krajowego duszpasterza ks. prałata Tomasza Króla.

Pielgrzymowaliśmy do Matki Bożej w Roku Wiary. W czasie drogi odśpiewaliśmy godzinki ku czci Najświętszej Marii Panny, a później odmawialiśmy Różaniec. Towarzyszyli nam pielgrzymi z parafii św. Tomasza w Warszawie

W Bazylice Jasnogórskiej powitał nas Ojciec przeor Jasnej Góry

O godzinie 11.00- zgodnie z programem- rozpoczęła się msza św. pod przewodnictwem J.E. księdza biskupa Ireneusza Pękalskiego- delegata konferencji Episkopatu Polski ds. Duszpasterstwa Kobiet z udziałem duszpasterzy Oddziałów PZKK.

Po modlitwie Anioł Pański- pod kierunkiem ks. bpa Ireneusza Pękalskiego - konferencję formacyjną na temat „Wpatrzone w Maryję, odkrywamy istotę godności i powałania kobiety” wygłosiła Pani prof. KUL Dorota Kornas-Biela. W swoim wystąpieniu Pani profesor przedstawiła i zaproponowała nam nowe spojrzenie na kolejne etapy i wydarzenia z życia Maryji w kontekście życia i powołania współczesnej kobiety. Była to bardzo ciekawa, oryginalna interpretacja drogi, jaką przeszła Matka Boga i nasza Matka. Przedstawione myśli pobudziły do refleksji nad drogą życia każdej z nas.

Około godziny 13.00 zebrałyśmy się wraz z duszpasterzami w Kaplicy Cudownego Obrazu Matki Bożej. Był czas na indywidualną modlitwę, odmówienie tajemnicy Różańca św., na poezję maryjną. Adorację zakończyłyśmy Aktem Zawierzenia Kobiet Matce Bożej, odczytanym przez Jolantę Łubkowską.

Ważnym punktem programu było spotkanie członkiń PZKK z księdzem prałatem Tomaszem Królem i księdzem Janem Kluską, duszpasterzem Oddziału Siedleckiego.

W spotkaniu wzięły udział przedstawicielki:

 Oddziału PZKK z Jaworzna

 Oddziału PZKK z Łodzi

 Oddziału PZKK z Siedlec

 Oddziału PZKK ze Skarżyska- Kamiennej

 Oddziału PZKK z Warszawy

 Opracowała Teresa Dziurzyńska

Pielgrzymka do Skarżyska - Kamiennej 31.08-01.09 2013

W tym roku od 30 sierpnia do 1 września uczestniczyliśmy w corocznych naszych rekolekcjach w Sakrżysku-Kamiennej. Były panie z oddziałów z Jaworzna, Kielc, Lublina, Skarżyska-Kamiennej i Warszawy.

Był to dla nas szczególny czas wyciszenia i refleksji nad życiem i postawą Maryi jako ikony wiary.  Nasz krajowy duszpasterz Ksiądz  prałat Tomasz Król w sposób wspaniały i bardzo mądry, a równocześnie bardzo prosty pokazał nam wiarę Maryi i Jej Przymioty, które pragniemy naśladować. 

Dziękujemy księdzu za wspaniałe rozważania i opiekę nad nami.

Miałyśmy dla swojej dyspozycji kaplicę, całe piętro wygodnych i komfortowych pokoi oraz salę konferencyjną. Panie ze Skarżyska jak zwykle wszystko "dopięły na ostatni guzik" i starały się, byśmy wszystko miały co potrzebujemy łącznie z pysznym ciastem i kawą.

Dziękujemy Paniom serdecznie.

Świętowaliśmy także Jubileusz Małżeński Teresy i Tadeusza Dziurzyńskich.

Niech Bóg dalej Ich prowadzi w miłości i szczęściu!!!!


Maryja -  ikona wiary

Konferencje podczas spotkań formacyjnych – sierpień 2013 r.

Konferencja I :Maryja pyta

Czy katolik może mieć wątpliwości?

Wielu ma niekiedy wyrzuty sumienia,

każdą wątpliwość uważa za grzech.

Są różne wątpliwości.

Wątpliwości dla wątpliwości,

wątpliwości podchwytliwe

i wreszcie wątpliwości mobilizujące

do szukania odpowiedzi.

Takimi wątpliwościami podchwytliwymi

posługiwali się faryzeusze w stosunku do Chrystusa.

Nauczycielu dobry.

Wiemy, że jesteś prawdomówny

i drogi Bożej w prawdzie nauczasz.

Powiedz nam…

Jakie jest najważniejsze przykazanie…

Czy wolno płacić podatek cezarowi?

Oni nie szukali konkretnej odpowiedzi.

Natomiast wątpliwości rodzące się u wierzącego

są wołaniem o odpowiedź.

Tak więc należy stwierdzić,

że wierząc nie sposób powstrzymać się od pytań.

Przyjrzyjmy się uczniom Pańskim.

Nieustannie zasypywali Jezusa pytaniami.

Niekiedy banalnymi.

Jezus nie bagatelizował pytań.

Owszem, czasami prowokował

do bardziej samodzielnego myślenia.

Po skończonej przypowieści o siewcy,

skąd inąd zdawać by się mogło bardzo czytelnej,

uczniowie pytają:

co oznacza ta przypowieść?

Jezus odpowiada:

Wam dano poznać tajemnice Królestwa Bożego,

innym zaś w przypowieściach…(Łk 8,9).

Cierpliwie jednak wyjaśnia znaczenie przypowieści.

 

Doświadczenie wiary Maryi.

Maryja mieszkanka Nazaret.

Dziewica poślubiona Józefowi.

Prosta, cicha i pokorna.

Żyła jak przeciętna niewiasta.

Wiernie strzegła przepisów Prawa Bożego.

Rozczytywała się w księgach świętych.

Nigdy nie pretendowała do zaszczytów.

To co się wydarzyło w Jej życiu

było wyraźnym zaskoczeniem.

Bądź pozdrowiona

– to samo pozdrowienie wprawiło Ją w zdumienie.

Kim jest, że sam Boży posłaniec staje przed Nią?

Łaski pełna – Boże, Ty jesteś dawcą łaski.

Ale cóż to znaczy pełna łaski?

Tego nie rozumiała.

Rozważała co miało znaczyć to pozdrowienie.

Jeszcze bardziej zastanowiły Ją słowa:

Błogosławiona jesteś między niewiastami.

Musiała czuć się bardzo zmieszana i zalękniona.

Anioł uspokaja Maryję:

Nie bój się, Maryjo,

znalazłaś bowiem łaskę u Boga.

To szczególny dowód Bożego wybraństwa

i Jego miłości.

To szczególne uprzywilejowanie,

które Ją wyróżnia wśród niewiast.

Jeszcze nie wie na czym to ma polegać.

Zwróćmy uwagę na taktykę Anioła,

który powoli wprowadza Ją

w tajemnicę Bożego powołania.

Oto poczniesz i porodzisz Syna,

któremu nadasz imię Jezus.

Czyż nie czujemy się rozgoryczeni,

kiedy nasze dotychczasowe plany

legną w gruzach?

Ona też nie mogła zrozumieć dlaczego Bóg

nie chce jej dziewictwa.

Jej się tak się wtedy wydawało.

Bóg jednak nie tylko uszanował Jej wybór

ale i dziewictwo zachował.

Maryja przed narodzeniem Jezusa,

w czasie narodzenia

i po narodzeniu pozostała dziewicą.

Co mogły oznaczać dla Maryi słowa anioła:

Będzie On wielki i zostanie nazwany Synem Najwyższego.

Wychowana w tradycji religii Mojżeszowej wierzyła,

że Jahwe jest Bogiem jedynym.

Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną.

Kolejne wyjaśnienia jeszcze bardziej budziły niepokój.

Maryja zdobywa się jednak

na bardzo odważne pytanie:

Jakże się to stanie, skoro nie znam męża?

Nie znam męża to tyle samo

co nie korzystam z praw małżeńskich,

nie współżyję z mężem.

Pytanie odważne ale świadczące też

o Jej wielkiej dojrzałości.

Z perspektywy czasu może nam się wydawać,

że to wszystko było takie wzniosłe,

sielskie i anielskie.

Wyjaśnienia anioła wprowadzały Maryję

w coraz większe tajemnicę.

Duch Święty zstąpi na Ciebie

i moc Najwyższego okryje Cię cieniem.

Duch Święty i moc Najwyższego są synonimami

oznaczającymi stwórczą moc Boga( wszechmoc Bożą).

Cień – obłok , aluzja do obłoku

unoszącego się nad Arką Przymierza.

W świetle tej aluzji Maryja

okazuje się Arką Nowego Przymierza.

Bóg przebywa w Niej już nie w znaku i symbolu,

ale w rzeczywistości przez Wcielenie.

Nie łatwo przekonać kogoś

o słuszności sprawy,

która nie jest tak oczywista.

Szukamy wówczas mocnych argumentów.

Takim argumentem posłużył się Gabriel:

A oto również krewna twoja, Elżbieta,

poczęła w swojej starości syna

i jest już w szóstym miesiącu

Tę wiadomość łatwo było sprawdzić.

Maryja zapewne znała opowieść o Sarze,

która w starości poczęła i urodziła Izaaka.

Być może wiadomość o stanie błogosławionym Elżbiety

dotarła już wcześniej do domu w Nazarecie.

Narodziny dziecka po długim oczekiwaniu

zawsze wiązały się z radością.

Z radością, którą należało się dzielić z bliskimi.

Brak dziecka i niepłodność kryły się cieniem na małżeństwo;

w szczególności zaś na kobietę.

Znamy dramat Anny , z Księgi Samuela,

która pielgrzymowała do świątyni

i ze łzami w oczach błagała o potomstwo.

Poczciwy kapłan Heli posądził ją nawet o pijaństwo:

Dokąd będziesz pijana?

Wytrzeźwiej od wina.

Uniżenie i posłuszeństwo nakazywało Maryi

wyrazić swoje fiat:

Oto Ja służebnica Pańska,

niech mi się stanie według Twego słowa.

Warto w tym miejscu wyjaśnić,

że w tekście greckim użyte jest słowo:

N i e w o l n i c a.

A więc osoba, która w rękach swojego właściciela

jest rzeczą nie posiadającą żadnych praw ani wolności,

dla której wola Pana jest Jego wolą

i która tę wolę pragnie zawsze pełnić.

Czyż ta postawa Maryi nie jest zdumiewająca?

Przecież ta tajemnica, w części wyjaśniona,

pozostała nadal tajemnicą.

Ona nieustannie rozważała w sercu swoim,

co znaczy to pozdrowienie.

W wierze koniecznymi warunkami

są pokora i posłuszeństwo.

Jasność rozeznania nie jest równoznaczna z akceptacją.

W każdym poznaniu kładzie się cień wątpliwości.

Nawet w doświadczeniach empirycznych

pojawiają się znaki zapytania.

W słowach: Oto Ja służebnica Pańska

wyraża swoje posłuszeństwo wobec Bożego objawienia.

Nie wyraziłaby swego posłuszeństwa,

gdyby zabrakło Jej pokory.

Niech mi się stanie według słowa Twego.

Pokorna , a więc w prawdzie stająca przed Bogiem.

Ja proch mizerny przed Twą możnością

– śpiewamy w pieśni eucharystycznej.

Maryja wyniesiona do godności Matki Boga

nadal pozostała tylko człowiekiem,

nadal jest tylko stworzeniem.

Nie pretenduje do rangi bogini.

Ona zna swoje miejsce.

Błogosławionaś, któraś uwierzyła.

Z uznaniem wypowiada się Elżbieta

o pokornej postawie Maryi.

Bóg zawsze docenia prostą a zarazem wielką wiarę.

Ileż to razy Jezus wygłasza pochwałę wiary.

Niewiasto, jak wielka jest twoja wiara,

Idź wiara twoja cię uzdrowiła,

Tak wielkiej wiary nie widziałem w Izraelu.

Szukajmy odpowiedzi na nasze pytania,

abyśmy dzięki niej mogli wyznać z pokorą:

Wierzę w Ciebie, Boże Żywy,

Wierzę we wszystko coś objawił.

Ufam Twemu słowu. Amen

Konferencja II : Błogosławionaś, któraś uwierzyła

Wiarę określamy jako akt rozumu i woli.

A więc poznajemy, zgłębiamy objawione prawdy Boże.

Trzeba sobie jasno powiedzieć,

że to poznanie jest ograniczone.

Wewnętrzne życie Boże jest tajemnicą.

Bóg objawił nam tylko to co zechciał.

Jezus mówi o końcu świata.

Uczniowie pytają: kiedy to nastąpi?

Jezus odpowiada: Nikt tego nie wie.

Daje do zrozumienia, że jest to wiadome tylko Ojcu.

Wróćmy do Maryi.

Wyjaśnienia anioła Gabriela nie dały

wyczerpującej odpowiedzi.

Jak już wcześniej wspomnieliśmy,

Maryja wykazała się wielką pokorą

i bezwzględnym posłuszeństwem Bogu.

Swoja wolę podporządkowała woli Bożej;

Niech mi się stanie według Twego słowa.

I w tym jest Jej wielkość.

Tę wielkość podkreśliła Elżbieta

podczas spotkania z Maryją:

Błogosławionaś, któraś uwierzyła.

Akt wiary nie jest tylko czczą deklaracją.

Ma on swoje konsekwencje w życiu.

Wiara wymaga konkretnej postawy.

Przyjęte zasady muszą znaleźć swoje miejsce w życiu.

Przyjrzyjmy się Maryi.

Kiedy dowiedziała się w dniu Zwiastowania,

że jej krewna dostąpiła również daru macierzyństwa,

pospiesznie udała się w góry.

Ciekawość  Ją tam wiedzie?

Nie. Ale gotowość służby.

I pozostała przez trzy miesiące.

Św. Ambroży tak komentuje to wydarzenie:

Maryja pozostała u niej około trzech miesięcy:

w tym tak długim czasie chciała

nie tyle utwierdzić się w wierze,

ale ćwiczyć w miłosierdziu.

Dzielić radość macierzyństwa.

Umieć dzielić radość z innymi

– to wspaniała cnota.

Czyż nie jest to okazanie miłosierdzia?

Niestety w naszym życiu, spotykamy się

z postawami smutku, zazdrości.

Rażą nas cudze osiągnięcia,

cudze talenty, cudza uroda.

Nie zawsze potrafimy się cieszyć sobą.

Nie dostrzegamy w sobie tych darów,

których inni nie posiadają.

Uczynił Mi wielkie rzeczy.

Maryja cieszy się tym co otrzymała od Boga.

Wielbi Go za to:

Wielbi dusza moja, Pana.

Uwielbienie i dziękczynienie Bogu

ma swoje uzasadnienie w wierze.

Kto wierzy ten wielbi i dziękuje Bogu

za wszelkie otrzymane dobro.

Dziękuję, że jestem,

dziękuję za to, żeś mnie stworzył.

Radość ze spotkania Maryja pragnie

wyrazić w radości służenia.

Servire regnare est.

Służyć to znaczy królować.

Maryja pozostała do dyspozycji Elżbiety

przez trzy miesiące.

Czego uczy Kana Galilejska?

Spostrzegawczość Maryi

a co za tym idzie gotowość pomocy.

Synu wina nie mają.

W jednym i drugim przypadku jest to

Jej inicjatywa osobista.

Inicjatywa ta wyrasta z zaistniałej okoliczności.

Św. Bernard mówi:

Zapewne, wczuwając się

w niezręczną sytuację gospodarzy,

nie może jej znieść i zwraca Synowi

uwagę, że zabrakło wina.

Miłość bliźniego stanowi tu imperatyw pomocy.

Świadczy to o wielkiej wrażliwości Maryi.

Można jej postawę przyrównać do postawy samarytanina.

Nikt go nie prosił.

O ile dwóch poprzednich: kapłan i lewita

pozostali obojętni na nieszczęście,

samarytanin wzruszył się widokiem rannego.

Zszedł ze swego zwierzęcia i udzielił pomocy.

Jest to przykład człowieka,

który dostrzega konkretne potrzeby bliźniego.

Odpowiedzialność.

Trudno wyobrazić wiarę bez odpowiedzialności.

Nie podobna przyjąć prawdy objawione

bez zobowiązania.

Żeby zastosować je w swoją codzienność

potrzeba decyzji dojrzałej i odpowiedzialnej.

Przyglądamy się naszemu chrześcijaństwu.

Brak dojrzałości, brak odpowiedzialności.

Niewielki procent stanowią ludzie

świadomi swego dojrzałego wyboru.

Borykamy się z autentycznością naszej wiary,

ponieważ nasze zachowania są często powierzchowne.

Idziemy często podwójna drogą.

Droga pobożności w granicach kościoła

i praktykach religijnych

oraz droga naszej codzienności.

Ta droga nas bardzo absorbuje.

Jest ona zupełnie oderwana od wiary.

W życiu świętych życie było przepojone wiarą.

Wszystko co czynili odnosili do Boga.

Cokolwiek czynicie na chwałę Bożą czyńcie.

Czy rzeczywiście wszystko oddajemy Bogu?

Czy nasza modlitwa poranna czy wieczorna

ogarnia nasze życie i prace?

Modlitwa poranna w pośpiechu,

ma często charakter formalny.

Nasze rozmowy domowe bardzo

oszczędne w tematy religijne.

Nie chodzi o swoistą propagandę.

Siadając do posiłku czy mamy świadomość,

że nim chwalimy Pana?

Czy dziękujemy za te dary?

Odpowiedzialność za swoich bliskich.

Przede wszystkim troska o ich zbawienie.

Maryi został powierzony wielki skarb

– Jezus, Boży Syn.

Narodził się w trudnych warunkach,

powiedzmy szczerze,

uwłaczających ludzkiej godności.

Po ludzku zapewne bolała na tym stanem.

Nie było tam buntu.

Duszę twą przeniknie miecz boleści.

Nie wpadła w rozpacz.

Po trzech dniach poszukiwania

czyni wyrzut swemu Synowi:

Synu, cóżeś nam uczynił?

To wynikało z matczynej troski

i odpowiedzialności

za powierzone sobie Dziecko.

Powrócił z Nimi do Nazaretu

i był im posłuszny.

Więcej, wzrastał w latach i w łasce u Boga i ludzi.

Środowisko rodzinne było przepojone

miłością do Boga i ojczystych tradycji.

Boże, dla czego mnie to spotkało?

Za jakie grzechy muszę tak cierpieć?

Słyszymy często taką skargę z ust wierzących.

Cierpienie nie należy do przyjemności,

jest ono przeciwne ludzkiej naturze.

Sam Jezus wołał: oddal ode mnie ten kielich goryczy.

Jednak się nie buntował.

Nie moja, ale Twoja wola niech się stanie.

Maryja mogła pytać za jakie grzechy cierpi,

bo ich nie miała.

Pełna łaski.

W cierpieniu swoim łączyła się z cierpieniem Syna.

W ten sposób nie ponosząc śmierci męczeńskiej

wysłużyła sobie palmę męczeństwa.

Ta postawa uczy nas włączenia naszych cierpień,

naszych doświadczeń w zbawcze dzieło Jezusa.

W całym życiu Maryi daje się zauważyć,

że wypełniała w doskonały sposób wolę Bożą.

Św. Augustyn w swoich Kazaniach mówi o Niej:

Najświętsza Maryja w doskonały sposób

wypełniała wolę Ojca.

Dlatego ważniejszą sprawą było dla Maryi,

że stała się uczennicą Chrystusa,

niż to, że była Matką Chrystusa.

W odniesieniu do tych słów, stawia pytanie:

W jaki sposób możecie stać się Matką Chrystusa?

I odpowiada słowami samego Chrystusa:

Kto słucha i pełni wolę Ojca mego,

który jest w niebie,

ten Mi jest bratem, siostrą i matką.

„Ikona”, jaką mamy przed oczyma, jest ciągle ta sama.

To obraz Matki wiary, Tej,

która „słucha i przestrzega Słowa Bożego

– pisze kard Gianfranco Ravasi.

Pięknie o Niej mówi św. Bernard:

Maryja była skromna i znajdujemy to w Ewangelii.

Czy kiedykolwiek widzimy Ją

gadatliwą bądź zarozumiałą?

Rozważajmy i naśladujmy Jej wiarę. Amen.

Konferencja III :Duchowość Maryi

Panna na ten czas Psałterz czytała,

gdy pozdrowienie to usłyszała.

Słowa pięknej adwentowej pieśni z XI wieku:

Po upadku człowieka grzesznego.

Psałterz to zbiór 150 psalmów,

stanowiących rodzaj modlitewnika.

Każdy Izraelita znał psalmy,

psalmami się modlił.

Psalmy stanowiły uroczystą formę modlitwy

podczas domowych uroczystości.

Pobożność maryjna widzi Maryję

podczas zwiastowania na klęczkach,

z księgą w ręku bądź na klęczniku.

Trudno stwierdzić czy taka scena miała miejsce.

Nie to jest najistotniejsze.

Prawdą jest, że Maryja była niewiastą rozmodloną.

Stan Jej duszy znalazł niejako swoje odbicie

w tym wspaniałym hymnie:

Wielbi dusza moja, Pana.

Jest to wybuch radości duszy,

która ogłasza jak wiele Bóg Jej podarował.

Ten tekst ma swoje odniesienie  do psalmu 35:

A moja dusza rozraduje się w Panu,

będzie się weselić z Jego ratunku( Ps. 35,9).

W tych słowach wyrażona jest radość wiary,

wyczuwa się też pokój z otrzymanego daru.

Dar wobec Tej, która jest „uniżona”.

Wejrzał na uniżenie swojej służebnicy.

Bóg zawsze jest po stronie ubogich,

biednych i poniżonych.

Maryja jest niewiastą kontemplującą

nieskończoną dobroć Boga.

Św. Beda Czcigodny mówi:

Tymi oto słowy Maryja dziękuje Bogu

za dary, jakie sama otrzymała,…

Niczego nie przypisuje własnym zasługom

Ta, która całą swą wielkość odnosi do Jego daru.

On, który z natury swej potężny i wielki,

czyni zawsze wiernych z małych,

a słabych mocnymi i wielkimi.

Maryja ukazuje nam piękno tekstów Pisma św.

Tekstów objawionych przez samego Boga.

To On uczy nas sposobu modlitwy.

Posługując się nimi nabywamy zdolności

uwielbienia i miłowania, modlitwy i walki,

wiary i działania, błogosławienia i służenia,

sławienia Boga i żywienia nadziei( Gianfranco Ravasi).

Wchodząc w głębie tego hymnu

rozumiemy na czym polega modlitwa.

Nie jest to tylko formalność.

Nie ogranicza się ona do próśb.

Na pierwsze miejsce wysuwa się wielbienie Boga.

Stworzenie oddaje cześć Stwórcy.

Na modlitwie uznaję, że wszystko

co otrzymuję jest łaską i dobrocią Bożą,

a nie moją cnotą i zasługą( Luter).

Maryja rozważała.

Rozważała nad darami Bożymi,

rozważała nad wydarzeniami w Jej życiu.

Dzięki rozważaniom modlitwa przestaje być jałowa.

Mówiąc po ludzku, zaczyna nas wciągać.

Budzi potrzebę stałego kontaktu z Bogiem.

Widząc dokoła „wielkie rzeczy”,

dziękujmy za nie Bogu.

Czyż tej wdzięczności nie uczy sam Zbawiciel?

Ojcze dziękuje Ci, że Mnie wysłuchałeś.

Ja wiedziałem, że Mnie zawsze wysłuchujesz( J.11,41 – 42).

Bóg oczekuje od nas wdzięczności.

Czyż nie dziesięciu było uzdrowionych?

Tylko jeden wrócił, by podziękować.

Człowiek pobożny to nie tylko rozmodlony.

Ale to człowiek żyjący po Bożemu,

czyli według Bożych zasad.

Przyglądając się Maryi widzimy w Niej,

Tę która wypełnia prawo Boże.

Gdy potem wypełniły się dni ich oczyszczenia

według Prawa Mojżeszowego,

przynieśli Je do Jerozolimy,

aby przedstawić Panu(Łk 2,22).

Maryja przestrzega norm prawnych i rytuału.

Ona, czysta Matka Boga, poddała się przepisom Prawa.

Prawo Mojżeszowe zabraniało matce

przez czterdzieści dni od porodu

wstępu do świątyni ze względu na jej nieczystość.

Według zwyczaju staje przed Bramą Nikanora

i tu zostaje oczyszczona.

Prawo nakazywało złożenie ofiary z barana.

Maryja i Józef, jako ludzie ubodzy,

składają dwie synogarlice.

Księga Wyjścia mówi wyraźnie:

Poświęćcie Mi wszystko pierworodne.

U synów Izraela do Mnie należeć będą

pierwociny łona matczynego

– zarówno człowiek, jak i zwierzę(Wj 13,2).

Złożona ofiara miała być swoistym wykupem.

Maryja jest świadoma, że  Ten

którego trzyma w ramionach jest Synem Ojca.

Do Niego należy.

Wypełniła Prawo, bo jest wierna Prawu.

Wierna jak Jej Syn, który przyszedł je wypełnić.

Nie przyszedłem znieść, ale wypełnić.

Widzimy Ja też towarzyszącą

dwunastolatkowi w drodze do świątyni.

Wypełnia Prawo, które nakazywało

pielgrzymować do Jerozolimy na święta Paschy.

To co się tam wydarzyło było nie zrozumiałe dla Maryi.

Synu, cóżeś nam uczynił?

A jednak  Ewangelista Łukasz zaznaczy:

Chowała wiernie wszystkie te sprawy w swym sercu(Łk 2,51)

Tylko przez medytację i dar objawionej mądrości

jesteśmy w stanie przeniknąć misterium Chrystusa,

które przewyższa wszelką wiedzę.

Maryja taki dar przenikliwości otrzymała.

Medytując – rozważając , pozwoliła się prowadzić Duchowi Świętemu.

Maryja zachowując Prawo Boże odkrywała jego sens

w życiu każdego człowieka.

Niepodobna czcić Maryję bez Jej naśladowania.

Taka pobożność była by płytka

i ograniczona do zwykłego sentymentalizmu.

Kochamy pielgrzymki na Jasna Górę,

lubimy maryjne nabożeństwa,

ekscytujemy się maryjnymi objawieniami.

Zapominamy o konkretach.

Prymas Tysiąclecia w Ślubach Narodu

zwrócił uwagę na wierność Prawu Pana.

Był przekonany, że nie ma

autentycznej pobożności maryjnej

bez wierności Prawu Bożemu na wzór Maryi.

Przyrzekamy iść w ślady Twoich cnót

A Jan Paweł II w przemówieniu

do uczestników Kongresu Mariologów powiedział:

Odnowiona pobożność maryjna winna

wyrażać się w wysiłku naśladowania Jej

na drodze osobistej doskonałości.

Nie da się kochać Maryi przy

jednoczesnym łamaniu Prawa Bożego.

A to Prawo jest nieustannie łamane w naszym kraju.

Łamane przez nas, łamane w naszych rodzinach,

łamane w naszym społeczeństwie.

Niech te rozważania i czas przeżyty u stóp Matki

pomoże nam w Jej naśladowaniu. Amen.

 

 ks. prałat Tomasz Król

                                  

Pielgrzymka do Kodnia 31.05-02.06 2013

Dni skupienia w Kodniu dla PZKK 31.05 – 02.06.2013

Program

Piątek 31.05

16.00 – 17.45 – Zakwaterowanie w hotelu

18.00 – Msza św. w Bazylice

19.00 – Kolacja

20.00 – Droga krzyżowa zakończona apelem

Sobota 01.06

7.45 – Jutrznia z katechezą

8.30 – Śniadanie

10.00 – Zwiedzanie i historia Sanktuarium Kodeńskiego

11.00 – Adoracja Najświętszego Sakramentu (kaplica)

13.00 – Obiad

14.00 – Wyjazd do Sanktuarium Męczenników Podlaskich w Pratulinie

15.30 – Msza św. przy relikwiach męczenników

16.30 – Zwiedzanie i historia Sanktuarium

18.00 – Agapa (ognisko)

21.00 – Apel i wyjazd do Kodnia

Niedziela 02.06

7.45 – Jutrznia z katechezą

8.30 – Śniadanie

9.30 – Wyjazd do Sanktuarium Unitów Podlaskich w Kostomłotach

10.00 – Zwiedzanie i historia Sanktuarium

11.00 – Msza św. w obrządku starosłowiańskim

13.00 – Powrót do Kodnia

13.30 – Obiad

14.00 – Rozesłanie z błogosławieństwem

Dla chętnych jest możliwość nawiedzenia w drodze powrotnej Sanktuarium Maryjnego w Leśnej Podlaskiej



Do Matki Bożej Kodeńskiej po światło i umocnienie…

 

      „Była Maryja we wszystkich rzeczach uczciwa, mało bardzo i tylko potrzebne rzeczy mówiąca – skłonna i bardzo przyjemna, cześć i poszanowanie wzbudzająca. (…) Koloru była pszenicy jasnej podobnego, włosu złotawego, oczu bystrych i przyżółtawych i jakby oliwkowego koloru źrenice w nich mająca. Brwi Jej były powiesiste i czarniawe. Nos cienki, przydługi. Wargi kwitnące i słów słodkości pełne. Twarz nie okrągła, ani kończasta, ani pociągła. Ręce drobne i palce długie. Była na ostatek pychy żadnej nie znająca, szczera, twarzy nie zmyślająca, na szatach, które nosiła, przyrodzonego koloru, przestawiająca (…) we wszystkich Jej rzeczach była od Boga dana wdzięczność”.*

      Tak Matkę Najświętszą opisuje św. Epifaniusz, uczeń, który znał Bogurodzicę i oglądał Ją własnymi oczami. I taką właśnie przedstawia Cudowny Obraz Matki Bożej Kodeńskiej, najprawdopodobniej najwierniejszy wizerunek Matki Jezusa z Nazaretu. Podanie głosi, że był on skopiowany z figury wyrzeźbionej własnoręcznie przez samego św. Łukasza Ewangelistę, która znajduje się w hiszpańskiej miejscowości Guadaluppe. Obraz nazwany początkowo „Madonną Gregoriańską” albo „Madonną z Guadaluppe”, to właśnie słynący licznymi cudami obraz „Matki Bożej Kodeńskiej”. Zachwycającą postać Maryi doceniła sama natura, utrwalając Jej przepiękną, kolorową, bogatą aureolę w tzw. „widmie Brockenu” –  zjawiska fizycznego obserwowanego wysoko w górach jako postaci olbrzymiego wyrazistego cienia na chmurze, przypominającego do złudzenia sylwetkę i tęczową aureolę wokół głowy o tych samych barwach jak na cudownym obrazie Matki Bożej Kodeńskiej.    

      Najświętsza Maryja Panna jest dla Pań z Polskiego Związku Kobiet Katolickich ideałem kobiety, matki, żony, do którego dążą w swoim życiu. Odwiedzają często Jej Sanktuaria w kraju i na świecie, by budować się duchowo. Rokrocznie pielgrzymują do Matki Bożej Częstochowskiej na Jasną Górę, ostatnio nawiedzają nowo wybudowane Sanktuarium Matki Boskiej Ostrobramskiej w Skarżysku Kamiennej. Tym razem zawędrowały do Kodnia nad Bugiem, aby w Bazylice św. Anny przytulić się do serca Matki Bożej Kodeńskiej i prosić Ją o światło i potrzebne łaski.

      Pielgrzymka odbyła się na przełomie maja i czerwca w oktawie Bożego Ciała. W piątkowy wieczór powitaliśmy Matkę Najświętszą w Sanktuarium pw. św. Anny podczas uroczystej koncelebrowanej Mszy św. z udziałem krajowego duszpasterza PZKK ks. prł. Tomasza Króla i opiekuna Oddziału Siedleckiego PZKK, ks. Jana Kluski. Pomysłodawcą i organizatorem tego formacyjnego spotkania był właśnie Oddział Siedlecki, a uczestniczyły także Panie z Oddziału Warszawskiego i z Lublina.

      Wieczorem blisko 30 osobowa grupa udała się do starego parku nad Bugiem, aby w majowym deszczu przejść za Panem Jezusem Jego Drogę Krzyżową. Drogę tę wytyczają  stare drewniane, naturalnej wielkości figury dłuta artysty ludowego Tadeusza Niewiadomskiego, które obecnie ukryte są w ceglanych kapliczkach.

      W pierwszą sobotę czerwca, po porannej jutrzni w kaplicy adoracji, wysłuchaliśmy niezwykłej historii Cudownego Obrazu Matki Boskiej Kodeńskiej i Sanktuarium Kodeńskiego. Opowiedział ją jeden z Braci ze Zgromadzenia Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej, które od 1927 r. sprawuje opiekę nad tą siedemnastowieczną renesansową Bazyliką.  

      Historię Cudownego Obrazu Matki Bożej Kodeńskiej można bez większej przesady określić jako sensacyjną. Opisała ją znakomita pisarka Zofia Kossak – jako zupełnie autentyczną, opartą na licznych współczesnych dokumentach – w pasjonującej książce „Błogosławiona wina”.* Jak pisze autorka, „…jest to powieść o porwaniu z Rzymu cudownego wizerunku Matki Boskiej przez Księcia Mikołaja Sapiehę, Pana na Kodniu, Senatora Rzeczypospolitej Polskiej, fundatora wielu kościołów, o przydomku Pius, który w następstwie swego uczynku zostaje wyklęty przez papieża Urbana VIII. Ta z pozoru niewiarygodna i zasługująca na surową karę wina, wydawałaby się zupełnie nie do wybaczenia, gdyby nie rzeczywiste okoliczności tego, pożałowania godnego czynu…”

      Mikołaj Sapieha, Chorąży Wielki Litewski, będąc poważnie chory i utraciwszy w skutek tego prawie całkowicie siły fizyczne i duchowe, postanowił odbyć pielgrzymkę do Rzymu w intencji uproszenia łaski uzdrowienia. Już na miejscu dowiedział się od Kardynała Francesco Barberiniego i Kardynała de Torres o istnieniu w kaplicy papieskiej obrazu Madonny Gregoriańskiej – patronki papieży, przed którym to obrazem tylko Ojciec Święty mszę odprawia. „Prawdziwy to konterfekt - … - ów jedyny rytrakt na świecie przedstawia Matkę Bożą taką, jaka była w istocie, jest do niej z lic podobny …” mówił Kardynał Barberini.

      Podczas Mszy św. w kaplicy papieskiej Mikołaj Sapieha został za przyczyną Matki Bożej cudownie uzdrowiony. Po tym fakcie zapragnął z całego serca zdobyć Jej obraz na własność i zawieźć go do Kodnia. Kiedy Papież Urban VIII nie wyraził zgody, Książe Mikołaj pod osłoną nocy wywiózł z Rzymu wycięty z ram obraz na Podlasie. Za ten niezwykle zuchwały i karygodny czyn, papież Urban VIII rzucił klątwę na Księcia. Gdy jednak okazało się, że kult Matki Bożej Kodeńskiej wspaniale rozwija się na Podlasiu, papież cofnął klątwę pod warunkiem, że Książe Sapieha odbędzie ponownie pielgrzymkę, ale tym razem pieszo.

      Dalszy ciąg naszej pielgrzymki przyniósł nowe przeżycia i pozwolił poznać kolejne perły Podlasia, ukryte niemal w dosłownym tego słowa znaczeniu w nadbużańskiej krainie.

      W pierwszą sobotę czerwca, po jutrzni i adoracji Najświętszego Sakramentu, wyruszyliśmy do wyjątkowego miejsca – malowniczej wsi Pratulin, położonej na pofalowanym terenie w zakolu Bugu, tuż przy granicy z Białorusią. Tu znajduje się Sanktuarium Męczenników Podlaskich. Po Mszy św. w Kościele św. Piotra i Pawła, odprawionej przy ich relikwiach, poznaliśmy historię sanktuarium i tragiczne losy Unitów Podlaskich, w szczególności 13 Męczenników Unickich, którzy w 1874 roku zostali zamordowani przez Kozaków, ginąc w obronie wiary. W 1998 roku papież Jan Paweł II wyniósł ich na ołtarze.

      Idąc przez łąki otaczające Sanktuarium, szlakiem wytyczonym drewnianymi kapliczkami upamiętniającymi Podlaskich Męczenników, odmówiliśmy radosne tajemnice Różańca św., składając hołd Matce Najświętszej, królującej w tej urokliwej krainie. Pobyt w Pratulinie zakończyliśmy agapą przy ognisku, a na Apel Jasnogórski wróciliśmy do Kodnia.

      W Niedzielę po jutrzni wyruszyliśmy do kolejnej perły Podlasia – jedynej na świecie parafii katolickiej obrządku bizantyjsko-słowiańskiego (neounickiej) w Kostomłotach nad Bugiem. Tutaj, chyba wszyscy po raz pierwszy, uczestniczyliśmy w uroczystej koncelebrowanej Mszy św. w obrządku starosłowiańskim.

    Parafia w Kostomłotach powstała w 1627 roku, już jako grecko-katolicka, a cerkiew w 1631 roku.  Właśnie  z  tego  roku  datowany jest jej główny obraz - ikona  św.  Nikity.  Święty męczennik Nicetas (z gr. zwycięzca) był rzymskim legionistą, który oddał życie za Chrystusa w 370 roku, na terenie dzisiejszych Węgier. Historię parafii i wstrząsające losy jej patrona przekazał w bardzo sugestywny sposób jej obecny proboszcz unita ks. Zbigniew Nikoniuk. Ta niezwykle barwna postać, stanowi przejmujący przykład unickiej spolegliwości i ufności wobec Boga.

      Przepełnieni pięknymi doznaniami – religijnymi i kulturowymi, zachwyceni wspaniałą przyrodą Podlasia, wróciliśmy do Kodnia, aby po wspólnym obiedzie i indywidualnej modlitwie przed cudownym obrazem Matki Bożej Kodeńskiej, wyruszyć w drogę powrotną.

      Jako przedstawicielka Oddziału Warszawskiego PZKK pragnę w imieniu swoim i Pań z naszego Oddziału jeszcze raz podziękować inicjatorkom naszej wspólnej pielgrzymki za te wszystkie wspaniałe przeżycia duchowe, których tam doświadczyłyśmy, za możliwość modlitwy do Matki Bożej Kodeńskiej w Jej cudownym wizerunku i do Męczenników Podlaskich przy ich św. Relikwiach, wreszcie za doskonałą organizację spotkania, serdeczność i wspaniałą atmosferę, jaką stworzyły,  a także za opiekę naszych duszpasterzy ks. Tomasza Króla i ks. Jana Kluski.   

 

Tekst i zdjęcia z pielgrzymki Jolanta Łubkowska

Pielgrzymka do Kalisza 06 kwietnia 2013

TEGOROCZNA PIELGRZYMKA DO KALISZA ODBYŁA SIĘ W SOBOTĘ 06.04

PROGRAM PIELGRZYMKI "Wiara odpowiedzią na miłość Boga":

 
11.00
POWITANIE PRZYBYŁYCH PIELGRZYMÓW 
ks. Prałat Adam Modliński- Duszpasterz Kobiet Diecezji Kaliskiej.

11.10 Trwajcie mocni w wierze - Program w wykonaniu młodzieży

11.20 KONFERENCJA FORMACYJNA pt.

Współczesna kobieta strażniczką wiary i miłości

dr Maria Jankowska – prezes PZKK

     

12.00 MSZA ŚWIĘTA koncelebrowana w Bazylice pod przewodnictwem

 J. E. Ks. Biskupa Edwarda Janiaka ordynariusza Diecezji Kaliskiej

 Po mszy świętej  Akt Zawierzenia Kobiet św. Józefowi – dr Maria Jankowska

 
13.15
Przerwa na posiłek

 
14.15 ROZWAŻANIA O MIŁOSIERDZIU BOŻYM: Bóg bogaty w Miłosierdzie  

ks. Prałat Tomasz Król Krajowy duszpasterz Polskiego Związku Kobiet Katolickich

KORONKA DO MIŁOSIERDZIA BOŻEGO

 Zakończenie pielgrzymki

 15.00 Spotkanie wszystkich członkiń Polskiego Związku Kobiet Katolickich

Wystąpienia:

Dr Maria Jankowska - Prezes PZKK

Współczesna kobieta strażniczką wiary i miłości

Kalisz 6.04.2013

 

Miłość jest podstawową potrzebą człowieka, jest największym motorem ludzkich działań, ludzie jej pragną, poszukują, są szczęśliwi, gdy ją „znajdują”. Występują trzy rodzaje miłości: miłość do samego siebie, miłość do drugiego człowieka i miłość do Boga. Miłość obejmuje w sposób całościowy człowieka, jego emocje, uczucia, procesy poznawcze, rozumowanie, intelekt, wolę, działanie, a także sferę duchową. Dzięki miłości i przez miłość człowiek podejmuje różnorodne działania na rzecz dobra innych ludzi, społeczeństwa. To miłość sprawia, że ludzie decydują się na wspólne życie w małżeństwie z drugą osobą, to miłość sprawia, że ludzie wybierają drogę życia zakonnego lub kapłańskiego, by spełniając swe powołanie nieść ludziom Boga, to miłość sprawia, że ludzie poświęcają swój czas, swoje zdolności umiejętności w pracy zawodowej dla dobra innych ludzi tworząc ogólnonarodowe dobro, to miłość sprawia, że ludzie tworzą poezję, piszą książki, malują obrazy, budują, komponują muzykę, to miłość sprawia, że ludzie poświęcają się dla innych lecząc ich, ucząc ich, wychowując, opiekując się nimi, to miłość sprawia, że ludzie są w stanie sobie przebaczyć, uśmiechnąć się do siebie, pomóc sobie w potrzebie, powiedzieć dobre słowo. Tak więc miłość jest tym, dzięki czemu człowiek może wyrazić siebie w sposób najpełniejszy, sensownie i twórczo przeżyć życie z poczuciem samorealizacji i szczęścia. Ale niestety człowiek z miłością ma najwięcej problemów, bo nie potrafi kochać samego siebie.

Zapytałam kiedyś jedną z matek – jakie są jej marzenia. Myślała dosyć długo, a potem odpowiedziała: aby dzieci były zdrowe i wyrosły na porządnych ludzi, aby córka/syn dostali się do dobrych szkół, a potem znaleźli dobrą pracę, żeby się dobrze pożenili... No tak, ale te marzenia, które dotyczą jej, jej samej? Długo myślała i w końcu odpowiedziała: tak na prawdę to ja nie wiem...

A ja dalej pytam: gdyby miała godzinkę tylko dla siebie i mogła ją wykorzystać dla samej siebie, co by wtedy robiła?  Znów zamyśliła się głęboko ... bo ja wiem, pewnie umyłabym okna, bo dawno nie były myte, albo  zrobiłabym prasowanie, bo brakło ostatnio na to czasu ...

Ta rozmowa, której towarzyszył zakłopotany uśmiech, zwraca uwagę na  zupełny brak miłości do siebie samej. Tak więc częstym problemem zapracowanych osób, najczęściej matek, żon, usiłujących godzić domowe i zawodowe obowiązki, jest brak miłości siebie, czyli brak znajomości, a nawet brak świadomości swoich własnych potrzeb. A nieznajomość potrzeb prowadzi do ich niezaspokojenia; brak zaspokojenia – do niskiej samoakceptacji lub braku akceptacji, a stąd prosta droga do załamania, depresji, rozgoryczenia a więc wszystkiego, co sprzeciwia najważniejszemu przykazaniu miłości: miłuj bliźniego swego jak siebie samego.

Aby siebie zaakceptować i pokochać trzeba najpierw poznać siebie i swoje potrzeby.

Jedną z najgłębszych potrzeb człowieka (a kobiety szczególnie silnie to odczuwają) jest pragnienie bycia kochanym. Zaspokojenie tej potrzeby jest konieczne do tego, aby człowiek czuł się szczęśliwym, radosnym, miał zapał do życia. By kochał swojego bliźniego. Tymczasem naturalna potrzeba bycia kochanym jest utożsamiana z „byciem potrzebnym”. Jest to zjawisko na tyle częste, że człowiek, który czuje, że jest „niepotrzebny” nie czuje się kochany. I tak rozpoczyna się błędne koło zaspokajania potrzeby „bycia potrzebnym”, aby czuć choć namiastkę „bycia kochanym”.

Najczęściej więc kobiety chcąc być kochane zaczynają „być potrzebne”, czyli „poświęcać się”, biorąc na siebie o wiele więcej obowiązków niż mogą udźwignąć, pracując ponad siły, aby ci najbliżsi doświadczyli, jak bardzo matka, żona jest im potrzebna, a wręcz konieczna. Najbliżsi szybko przyzwyczajają się do tego, że żona, czy mama ugotuje, wyprasuje, posprząta, zrobi zakupy ... i chętnie zwalniają się z jakiejkolwiek pomocy.

A ona - zapracowana, przemęczona, zdenerwowana, wyczerpana – czuje się potrzebna – i to bardzo – ale… jak sama stwierdza, wcale nie czuje się kochana. Narasta w niej rozgoryczenie, często padają wymówki – ja wam jestem potrzebna tylko jako sprzątaczka, służąca, kucharka. A czasem nawet groźby – zobaczycie, jak mnie zabraknie, to sobie nie poradzicie.

Bardzo trudno wyjść z tego kołowrotu, choć tak by się chciało, aby coś się zmieniło.

Jak nauczyć się prawdziwej miłości, która wymaga od nas takiej samej miłości do siebie samego jak i miłości do bliźniego. Nie możesz bowiem w pełni kochać drugiego człowieka, jeśli nie kochasz w pełni siebie. Jak to więc praktycznie zrobić?

Należy dobrze sobie uzmysłowić treść przykazania, najlepiej jest zwłaszcza w chwilach wątpliwości i zmęczenia codziennymi obowiązkami oraz w przypadku poczucia niezrozumienia i osamotnienia, wypowiedzieć sobie na głos: Kochaj bliźniego swego jak siebie samego

Aby zrozumieć, co znaczy kochać samego siebie, należy najpierw odpowiedzieć sobie na pytanie, co znaczy kochać drugą osobę. Ujmując rzecz skrótowo -  uczucie miłości  polega co najmniej na trzech sprawach:

     1. Miłość szanuje unikalną wartość drugiej osoby i pragnie dla niej dobra.

     2. Miłość uznaje i próbuje wypełnić potrzeby osoby kochanej.

     3. Miłość przebacza błędy i zapomina niepowodzenia osoby kochanej.

     Jeżeli nam się nakazuje, abyśmy "kochali bliźniego swego jak siebie samego", to najprostszą implikacją tego przykazania jest następujący wniosek: cokolwiek chcielibyśmy uczynić dla naszego bliźniego, to w pierwszej kolejności powinniśmy uczynić to sobie. Innymi słowy - musisz obie osoby traktować jednakowo. Musisz kochać siebie i swego bliźniego. Nie możesz kochać tylko jednego z nich, a więc ani tylko siebie, bo to egoizm i narcyzm, albo tylko drugiego – bo to brak miłości siebie.

     Chcąc zrozumieć, jak to wygląda w praktyce, albo nauczyć się tego; wyobraź sobie, że to ty jesteś tą drugą osobą, którą pragniesz naprawdę kochać. Spróbuj popatrzyć na siebie z dystansu, jakbyś był/a drugim człowiekiem, jakby to nie dotyczyło ciebie, tylko kogoś innego i zapytaj siebie: czy rzeczywiście próbowałeś dostrzec i utwierdzić jego (twoją) bezwarunkową i niepowtarzalną wartość? Czy naprawdę liczysz się z jego (twoimi) potrzebami i czy starasz się je zaspokoić? Czy naprawdę temu drugiemu (czyli sobie) przebaczyłeś słabości i błędy? Rozważ to! Czy myślisz o nim (o sobie) równie dobrze i życzliwie, jak o tych ludziach w twoim życiu, których kochasz najbardziej? Czy dajesz jemu (czyli drugiemu, którym naprawdę ty jesteś) tyle samo ciepła i zrozumienia, co dajesz na co dzień swoim dzieciom, współmałżonkowi i innym?

      I jeszcze - przykłady. Przyjaciel prosi cię o przysługę. Miłość przyjacielska bezwzględnie nakazuje ci, abyś spełnił potrzebę przyjaciela, ale jest jeszcze ktoś inny, kogo musisz wysłuchać z uwagą: to ty sam! Popatrz więc na twoje potrzeby. Czy to, o co cię prosi ta osoba, czy nawet przyjaciel, nie jest ponad twoje siły, czy nie zrobisz to kosztem samego siebie, swojego snu, zdrowia, a może odpoczynku? Wiem co ci przychodzi do głowy – myślisz, że to egoizm, ale to nie egoizm, to tylko dobrze pojęta miłość własna. Tylko taki człowiek, który kocha siebie jest w stanie kochać drugiego. Jeśli nie dasz sobie miłości ty sam, nie oczekuj miłości od innych. Jeśli nie okażesz sam sobie zrozumienia, jeśli sobie nie przebaczysz, to nie oczekuj tego od innych. Nie mów o sobie źle, ani nie pomniejszaj swoich zasług, jak np. w sytuacji, gdy ktoś chwali przygotowaną przez ciebie sałatkę czy inne danie, które mu smakuje, albo zachwyca się szarlotką, która upiekłaś dla innych nawet kosztem własnego odpoczynku. Co wtedy mówisz, jak reagujesz? O, to nic takiego, sałatka wyszła jakoś sama: posprzątałam lodówkę, pozbierałam stare produkty wymieszałam razem, dodałam majonezu i tyle, a szarlotka – chyba nawet jest z zakalcem… Proszę cię, nie pomniejszaj sam nigdy swojej wartości, ani rzeczywistego swojego wkładu pracy w najprostsze dzieło, które robisz, uwierz mi, że ludzie i tak sami pomniejszą twój wkład, więc nie rób sobie tego sam.

Bądź dobra/dobry dla siebie i nie myl właściwie pojętej miłości do siebie, ani z egoizmem, ani z narcyzmem. Masz prawo odpocząć kiedy pragniesz odpocząć, albo czytać, kiedy masz na to ochotę, albo marzyć lub zastanawiać się nad sobą, realizować swoje potrzeby i rozwijać swoje talenty, które dał ci Pan Bóg. Musisz zainwestować w siebie, żeby być dla drugich i żeby naprawdę kochać męża, dzieci i innych ludzi.    

Trzeci rodzaj miłości, to miłość do Boga, która jest zawsze związana z wiarą. Serce to duchowa przestrzeń spotkania i przebywania z Bogiem. Każdy człowiek został obdarzony przez Boga darem serca, czyli zdolnością przyjęcia Boga i życia w Jego obecności. Jezus okazał nam największą miłość poprzez swoją mękę i śmierć na krzyżu za nas, za nasze grzechy. Największym więc dramatem człowieka jest zamknięcie swojego serca dla Boga. Najlepiej uczyć się wiary i miłości od Maryi i od św. Józefa. W wierze Maryi i św. Józefa zauważamy trzy postawy: Słuchać, Rozważać, Działać.

Słuchać – jak i co to znaczy?

Wiara rodzi się ze słuchania. Człowiek został obdarowany zdolnością słuchania Boga. W ten sposób może docierać do naszego serca Jego Słowo, które ożywia, oświeca, umacnia i kieruje nami na drogach codzienności. Jeżeli staramy się słuchać Boga, wtedy jesteśmy bezpieczni wobec podszeptów świata, złego ducha. Wierząc, że Bóg jest naszym pasterzem i nas prowadzi, łatwiej odkrywać własną drogę, którą mamy iść, aby dotrzeć do celu, czyli do nieba i realizować plany Boże wobec nas. Maryja przez całe życie słuchała Boga: w czasie Zwiastowania usłyszała i przyjęła Słowo, które w Niej stało się Ciałem – czyli Dzieckiem (nie planowanym), a przecież przyjętym w wierze, którą wyraziła w słowach „oto ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według Twego słowa.”

A dziś, ile kobiet nie chce przyjąć daru macierzyństwa, w imię własnej egoistycznej wygody i tzw. samorealizacji zastanawia się, czy w ogóle mieć dziecko, czy urodzić dziecko, czy też dokonać aborcji, albo stosować wczesnoporonne środki antykoncepcyjne zapobiegające rozwój dziecka, bo poczęte to ono już zostało? A św. Józef też słuchał Boga i dzięki temu usłyszał Głos Anioła we śnie, który powiedział Mu: „nie bój się wziąć Maryi swojej małżonki, bo to co się w Niej poczęło jest z Ducha Św.” Józef uwierzył w niemożliwą sytuację: Jego ukochana jest w ciąży – przecież wie, że nie z Nim, a jednak uwierzył, bo posłuchał Boga. Który mężczyzna, by w to uwierzył, jeśli by nie miał w sobie prawdziwej wiary.

Trwajmy więc w takim zasłuchaniu. Przyjmujmy w ciszy serca Boże słowa, aby potem owocowało w nas miłością.

Rozważać

Kobieta o otwartym sercu nie tylko przyjmuje słowo, ale je rozważa. Oznacza to, że pragnie według tego słowa kształtować swoje życie. Wymaga to nie tylko wysiłku, ale i odwagi i zawierzenia Temu, który przemawia. Boże słowo jest niewyczerpanym źródłem siły i światła. Maryja w przekazie Ewangelistów „rozważała” w swoim sercu słowo. Często Jego nie rozumiała, ale zachowywała je i rozważała, usiłując pojąć, co Bóg Jej pragnie przekazać. W ten sposób pielgrzymowała przez swoje życie. Wszakże wierzyć, to nie oznacza wszystko wiedzieć, a wiara przecież nie opiera się na wiedzy, lecz na zaufaniu Bogu. Dzięki cierpliwemu rozważaniu słowa wzrasta w nas zdolność miłości do siebie i do drugiego człowieka, wzrasta zdolność wybaczania, przyjmowania trudności i cierpień, których nie rozumiemy i tak to wpływa na nasze życie.

Działać

Jest powiedzenie, że wiara bez uczynków jest martwa. Maryja, która słucha i rozważa Boże słowo, działa, tzn. realizuje swoje życiowe powołanie. Jeśli będziemy słuchać słowa Bożego, które kieruje do nas Bóg poprzez Pismo św., osobistą modlitwę oraz będziemy je rozważać, to będziemy działać na wzór Maryi, która z pośpiechem pobiegła do św. Elżbiety, żeby jej usłużyć, nie bacząc na własną sytuację, ciążę, niewygodę. Mogła przecież tak poczuć się wywyższona jako wybrana przez Boga i Matka Boga, że mogła już nikogo nie widzieć wokół siebie, a raczej powinna się spodziewać, że to inni powinni Jej usługiwać jako Matce Boga. A Ona zupełnie inaczej niż by to można się było oczekiwać, tym bardziej, z pośpiechem biegnie pomagać. Bo słuchanie, rozważanie Słowa Bożego, nauczyło Jej prawdziwej i oddanej drugiemu miłości. Św. Józef także słuchał i rozważał wszystko, co dotyczyło Jego samego, Jego związku z Maryją i sytuacji samej Maryi i Jej dziewiczego macierzyństwa i dlatego usłyszał głos Anioła, rozważył w sercu i zadziałał, czyli wziął Maryję i Jej nienarodzone Dziecię do siebie.

Można zatem powiedzieć, że kto ma otwarte serce na Boga, ten zawsze zostawia otwarte drzwi swojego serca dla innych, by iść z pośpiechem do ludzi i tą miłość im okazać. Wiara i miłość pozwalają otworzyć się na każde poczęte życie i pomóc tam, gdzie jest ono zagrożone. Wiara i miłość pozwalają przygarnąć do siebie każdego człowieka, by dać im odrobinę ludzkiego ciepła, by przywrócić nadzieję tam gdzie panuje zwątpienie, by otrzeć łzy, by potrzymać za rękę cierpiącego,  by podać  spragnionemu przysłowiowy kubek wody i rozdawać wokół siebie zwyczajny serdeczny uśmiech, który sprawia, że drugi człowiek dostaje skrzydeł i zostają mu przywrócone siły do tego, by słuchać, by rozważać, by wierzyć i kochać.

Wiara i miłość pozwalają przeciwstawić się współczesnym zgubnym ideologiom przeciwko człowiekowi, pozwalają zachować zdrowy rozsądek wobec np. ideologii gender wywodzącej się od Marksa, ale bardziej niebezpiecznej od komunizmu, a stwierdzającej, że człowiek nie ma płci i że może sobie wybrać, czy chce być mężczyzną czy kobietą. Najważniejszym założeniem gender jest minimalizacja płci biologicznej, która staje się czymś drugorzędnym, wręcz przypadkowym i nic nie znaczącym dla człowieka, dlatego nie powinna determinować świadomego, psychicznego przeżywania tożsamości płciowej. Jest ona wynikiem przypisanej przez społeczeństwo roli, a nie wynikiem aktu Stwórczego Boga. Nauka wyraźnie wskazuje na bezsensowność tego poglądu, gdyż już w okresie prenatalnym od momentu poczęcia jest określona płeć człowieka i inaczej już w łonie matki rozwija się dziewczynka, a inaczej chłopiec. Natomiast już prawidłowo rozwinięte 3-4-letnie dziecko utożsamia się z własną płcią i dokładnie wie czym się różni chłopczyk od dziewczynki oraz poprzez obserwacje rodziców, wie że mamusia nie może być tatusiem i na odwrót. I jeszcze jedna sprawa, której trzeba być świadomym i temu się bacznie przyglądać. Rządowy projekt ustawy ułatwiający korektę płci ma za zadanie ułatwić wszelkie procedury przy zmianie płci. Ruch Palikota proponuje, „że zmiana płci byłaby możliwa od 16. roku życia. Wystarczyłoby złożyć wniosek z opiniami od dwóch specjalistów. W projekcie rządowym mowa jest też o rezygnacji z wymogu pozywania rodziców za błędne ustalenie płci dziecka. Obowiązywać ma tzw. tryb pozaprocesowy. Tak więc ustalenie płci niewiele różniłoby się od np. stwierdzenia nabycia spadku”. Nie dajmy się zatem omamić współczesnym ideologiom i bądźmy bardzo czujni, bo chodzi o każdego człowieka, o naszą przyszłość oraz o zachowanie prawa Bożego. Musimy tu też słuchać i patrzeć, co robi rząd i rozważać, czy jest to zgodne z prawem Bożym, a następnie działać. Zachowajmy wiarę i nieśmy wokół nas miłość, bo jako kobieta lub mężczyzna zostaliśmy stworzeni na obraz i podobieństwo Boże.

Papież Jan Paweł II wielokrotnie podkreślał znaczenie i godność osobową obu płci, a w sposób szczególny dowartościował kobietę pisząc wiele listów do kobiet i wypowiadając się o znaczeniu kobiet.

Papież Franciszek idzie w swoim nauczaniu po tej samej linii i na ostatniej audiencji ogólnej powiedział: wbrew zwyczajom ówczesnej epoki pierwszymi świadkami zmartwychwstania stały się kobiety. One bowiem łatwiej otwierają się na wiarę. Tę rolę zachowały do dziś.  „To właśnie jest piękne. Na tym polega też misja, jaką mają do spełnienia kobiety, mamy i babcie. Dawać świadectwo swym dzieciom i wnukom, że Jezus żyje, zmartwychwstał. A zatem mamy, kobiety, zabierajcie się do dawania świadectwa!”.

To jest polecenie papieża Franciszka dla nas kobiet, ale i dla każdego mężczyzny i to czyńmy z wiarą i miłością w naszych domach, w naszych parafiach, w naszych środowiskach i wszędzie tam, gdzie nas Bóg pośle.

Pielgrzymka do Kalisza 17 marca 2012

KOŚCIÓŁ NASZYM DOMEM

11.00 POWITANIE PRZYBYŁYCH PIELGRZYMÓW - ks. Prałat

Adam Modliński- Duszpasterz Kobiet Diecezji Kaliskiej.

11.10 KULT ŚW. JÓZEFA W KALISKIM SANKTUARIUM - Ks. Prałat Jacek Plota

11.20 KONFERENCJA FORMACYJNA pt.:

Czy Święty Józef może być wzorem mężczyzny XXI wieku ?”

dr Maria Jankowska – prezes PZKK

               12.00 MSZA ŚWIĘTA w Bazylice, MSZA ŚWIĘTA koncelebrowana w Bazylice pod przewodnictwem Ks. Prałata Adama Modlińskiego - Diecezjalnego Duszpasterza Kobiet. Homilię wygłosi Ks. Prałat Tomasz Król - Krajowy Duszpasterz Polskiego Związku Kobiet Katolickich.

Akt Zawierzenia Kobiet św. Józefowi – dr Maria Jankowska

13.15 Przerwa na posiłek

14.15 Nabożeństwo różańcowe

 Zakończenie pielgrzymki

15.00 Spotkanie wszystkich członkiń Polskiego Związku Kobiet Katolickich

Wystąpienia:


Czy Św. Józef może być wzorem mężczyzny XXI wieku ?

 

Prawie każdy dorosły człowiek ma 3 domy. Pierwszy to dom rodzinny, w którym mieszkali mama, tata, siostry, bracia dziadkowie. Zazwyczaj, gdy przychodzi na myśl „dom” to sięgamy wspomnieniami do domu rodzinnego. To wyjątkowe i magiczne miejsce, do którego zazwyczaj chętnie wracamy i które zajmuje w naszych wspomnieniach szczególną pozycję. Dobrze, jeśli kojarzy się nam z rodzinnym szczęściem, dzieciństwem i miłością. To, czego człowiek nauczył się w domu zawsze  jakoś będzie oddziaływało na nasze dorosłe życie i nawet, gdy sami zaczniemy budować następny dom swoim dzieciom, będziemy mieli w pamięci to, czego tam się nauczyliśmy. Jako ludzie dorośli mamy więc drugi dom – dom naszego powołania. Najczęściej jest to dom rodziny własnej, a więc tworzymy dom swoim współmałżonkom, dzieciom, starzejącym się rodzicom, albo sami jako jednostki tworzymy dom dla siebie czy innych ludzi realizując powołanie inne niż rodzina. Aktualne wskazania roku duszpasterskiego wskazują  nam jeszcze na inny, trzeci DOM – Kościół, który zawiera wszystkie elementy prawdziwego DOMU. Świątynia, kościół to nie tylko budynek, do którego zawsze możemy przyjść i do którego zawsze jesteśmy zaproszeni i w którym zawsze jesteśmy mile widziani. W tym Domu czeka na nas Ojciec i Stwórca Świata, nasza kochająca Matka i Jezus – nasz Brat. W tym domu czeka na nas Święta Rodzina, a w niej także Św. Józef.

Święty Józef, mąż Maryi i przybrany ojciec Jezusa, pozostaje dla nas postacią nieco tajemniczą i ukrytą, bo Pismo Święte wspomina o nim zaledwie kilka razy - w ewangeliach Mateusza i Łukasza. Dowiadujemy się z nich, że Józef należał do rodu Dawida i że życie wielokrotnie go zaskakiwało. Warto przeanalizować Jego przeżycia, by uświadomić sobie, że Jego życiowe sytuacje to wcale nie jakiś anachronizm sprzed wielu wieków, ale właśnie ponadczasowy wzór i przykład zmagań mężczyzny z wymogami codziennego życia w sytuacjach niezwykle dramatycznych i trudnych. Dziś w dobie przemian cywilizacyjnych i zmian w stereotypach ról kobiecych i męskich, właśnie my kobiety odczuwamy w sposób szczególny, że mężczyźni przeżywają kryzys męskości oraz kryzys ojcostwa i w sytuacji, gdy coraz więcej kobiet pracuje i przyczynia się do utrzymania domu, oni – mężczyźni, nie potrafią znaleźć swojego miejsca w świecie, w domach, w rodzinach, w małżeństwach. Nie radząc sobie uciekają w różnego rodzaju uzależnienia, w alkoholizm, jałowy pracoholizm, lub zarabianie pieniędzy, myśląc, że w ten sposób odnajdą swoją, ich zdaniem „utraconą” pozycję w rodzinie i stworzą dom.

Gdzie zatem czerpać wzór mężczyzny i ojca? Właśnie Święty Józef stanowi wzór postawy wobec wsłuchiwania się w wolę Bożą i realizacji jej w życiu, wzór wobec kobiety i małżonki i wzór wobec dziecka.

1. Św. Józef: wzór postawy wobec Boga

Pierwsza i najważniejsza cecha św. Józefa to fakt, iż jest on wyjątkowo Bożym człowiekiem. Jego świętość, szlachetność i niezwykłość jest udokumentowana i potwierdzona Przez Boga i przez Maryję w sposób niepodważalny i niepowtarzalny.

Czytamy w Ewangelii, iż Józef „był człowiekiem sprawiedliwym” oddanym Bogu i rodzinie. Musiał Józe być niezwykły skoro Maryja wybrała go na swego małżonka Musiał być człowiekiem sumienia, któremu można było zupełnie zaufać. A On przede wszystkim ufał Bogu i bez dyskusji z Bogiem wypełniał Bożą wole i podane mu polecenia, nie dyskutował z Bogiem, że Panie Boże ucieknę do tego Egiptu, ale nie teraz,

Postawa Józefa potwierdza, że jest on człowiekiem wiary i modlitwy.

 2. Św. Józef: wzór postawy wobec kobiety

Od początku swego małżeństwa z Maryją Józef staje w obliczu sytuacji, która przeraziłaby chyba każdego mężczyznę i która również jego wystawia na najwyższą próbę zaufania do Boga i do człowieka. Oto zanim zamieszkał ze swoją Małżonką, młody i zakochany Józef odkrywa, że wybranka jego serca oczekuje narodzin dziecka. Ponieważ był to początek ciąży, to Józef nie mógł tego faktu dostrzec z zewnątrz. Z pewnością o wszystkim powiedziała mu wprost Maryja i pewnie też opisała mu niezwykłe okoliczności zwiastowania anielskiego i poczęcia Dziecka, które nosiła w swoim łonie. Dla każdego z nas jest oczywiste, że to, co Józef usłyszał od swojej Małżonki, brzmiało zupełnie nieprawdopodobnie. Pierwszą jego reakcją musiało być zdziwienie, zaskoczenie, niepokój i bolesne powątpiewanie

Jestem przekonana, że ci młodzi małżonkowie rozmawiali ze sobą wiele razy. Zachowanie Józefa świadczy o tym, że uwierzył on w to, co niewiarygodne, że jego Żona oczekuje dziecka, którego Ojcem nie jest żaden człowiek. Takie zawierzenie wyjaśnieniom Maryi mogło być możliwe tylko pod jednym warunkiem: dla Józefa było zupełnie oczywiste, że Maryja to Ktoś absolutnie wyjątkowy i niezwykły, kto zasługuje na nieograniczone i bezwarunkowe zaufanie.

Można by jednak mieć wątpliwości, bo jeśli Józef miał aż takie zaufanie do Maryi, to skąd wziął się jego zamysł, by Ją opuścić? Otóż ten zamiar nie był wynikiem powątpiewania Józefa w niewinność swojej Małżonki, ale był wyrazem niepewności, co do roli, jaka mu przypada w zaistniałej sytuacji. Czy może jeszcze traktować jako swoją Żonę kogoś, kogo Bóg wybrał na Matkę Swojego Syna? Czy nie jest to znak, że Maryja nieskończenie przewyższa Jego marzenia i że stoi ponad wszelkimi więziami międzyludzkimi? Czy Józef ma prawo udawać w obliczu otoczenia, że jest prawdziwym ojcem Jej niezwykłego Dziecka? To właśnie pod wpływem tego typu pytań i wątpliwości Józef chce zostawić Maryi wolną rękę.

Pytania te były dla Józefa tym bardziej zasadne i aktualne, że jego Żona nie została jeszcze przyprowadzona do jego domu. W tej sytuacji pozostawienie Jej wolnej ręki byłoby tym łatwiejsze. Z drugiej strony według ówczesnych obyczajów współżycie seksualne w okresie między zawarciem małżeństwa a przyprowadzeniem małżonki do własnego domu nie było uznawane za poważny problem moralny. Poczęte w tym okresie dziecko było uznawane za prawowite. W oczach zewnętrznego środowiska zaistniała sytuacja stanowiła zatem problem wyłącznie dla Józefa, bo społeczność uznałaby fakt ciąży Maryi za oczywisty, a tylko on sam wiedział i Maryja, że nie jest rzeczywistym ojcem Dziecka, które się w Niej poczęło. Józef był bliski decyzji o dyskretnym opuszczeniu swojej Żony, by nie narzucać jej własnej osoby i był gotów wziąć całą winę na siebie w opinii środowiska, że opuścił i porzucił brzemienną Maryję. Proszę zobaczyć tą cechę Józefa, który pragnie usunąć się w cień, jeśli Bóg ma inne plany

Właśnie wtedy interweniuje Bóg. „Gdy powziął tę myśl, oto anioł Pański ukazał mu się we śnie i rzekł: Józefie, synu Dawida, nie bój się wziąć do siebie Maryi, twej Małżonki; albowiem z Ducha Świętego jest to, co się w Niej poczęło. Porodzi Syna, któremu nadasz imię Jezus, On bowiem zbawi swój lud od jego grzechów. Zbudziwszy się ze snu, Józef uczynił tak, jak mu polecił anioł Pański: wziął swoją Małżonkę do siebie, lecz nie zbliżał się do Niej, aż porodziła Syna, któremu nadał imię Jezus” (Mt 1, 18-25).

Józef otrzymuje wyraźną odpowiedź z góry. Oto Bóg osobiście rozstrzyga jego wątpliwość i poleca, by pozostał przy Maryi jako Jej Mąż oraz by nie bał się przyjąć Jej Syna jak własnego dziecka. Odpowiedź ze strony Boga jest konkretna i jednoznaczna. Józef ma nadal być mężem Maryi i uchodzić oficjalnie za ojca Jej Syna. Temu właśnie Synowi ma nadać imię, a był to właśnie przywilej ojca, znak władzy ojcowskiej i oficjalny wobec środowiska zewnętrznego znak uznania dziecka za swoje. Odtąd Józef zawsze jest przy swojej Żonie, gotów wspierać Ją swym męskim ramieniem, chronić Ją i Dziecko. Nie ucieka przed nowym zadaniem lecz jest obecny i stara się wypełniać właściwie nowe zadanie opiekuna dla Matki Zbawiciela.

3. Św. Józef: wzór postawy wobec dziecka

Święty Józef jest wzorem postawy mężczyzny wobec dziecka. Przyjmując Maryję za małżonkę, przyjmuje z największą miłością i troską również Jej Dziecko, które nie jest jego Dzieckiem, a które Ona kocha nad życie. W tym kontekście warto podać zasadę, o której często próbują zapomnieć współcześni ojcowie w obliczu zabijania dzieci w fazie rozwoju prenatalnego. Niestety wielu chrześcijan powtarza bardzo szkodliwy i błędny slogan, że aborcji dokonuje jedynie matka dziecka. Tymczasem za aborcję zawsze odpowiedzialni są obydwoje rodzice. Co więcej, doświadczenie potwierdza, że najczęściej głównym odpowiedzialnym za zabicie dziecka jest właśnie jego ojciec, a nie matka. To on w takiej sytuacji wycofuje zwykle zarówno miłość do kobiety, jak i do dziecka, któremu przekazał życie. Natomiast św. Józef poprzez swoje niezwykłe duchowe ojcostwo pokazuje, jak bardzo można kochać i chronić także te dzieci, dla których mężczyźni nie są fizycznymi ojcami.

Od początku historia Jezusa na tej ziemi oraz okoliczności Jego narodzin, wystawiają Józefa na próbę męstwa i wytrzymałości. Jezus rodzi się bowiem w okresie powszechnego spisu ludności. W tej sytuacji „Udał się także Józef z Galilei, z miasta Nazaret, do Judei, do miasta Dawidowego, zwanego Betlejem, ponieważ pochodził z domu i rodu Dawida, żeby się dać zapisać z poślubioną sobie Maryją, która była brzemienna” (Łk 2, 4-5).

Tam właśnie w Betlejem, w stajni rodzi się Syn Maryi. Nie wiemy z Pisma św. jak zachowywał się Józef, jednak można się domyśleć, że używał całej swej męskiej umiejętności, dbałości o wszystko co może być potrzebne rodzącej kobiecie i miłości, by także w tych ekstremalnych warunkach otoczyć ochroną swoją Żonę i zapewnić Jej oraz Dziecięciu opiekę i poczucie bezpieczeństwa. W ten sposób Józef uświadamia wszystkim mężom i ojcom wszystkich czasów, że tego, czego najbardziej potrzebują ich bliscy, to ich miłości i obecności, a nie stworzenie jakichś zewnętrznych warunków wygody czy materialnego dobrobytu. To podstawowe rozróżnienie jest jakże obecnie potrzebne, bo tak często zapominane w naszych czasach, gdy mężczyźni uważają, że pieniądze i dobrobyt jest najważniejszy.

Zgodnie z prawem żydowskim osiem dni po porodzie Józef wraz z Maryją udają się do świątyni, by tam ofiarować Bogu nowonarodzonego Jezusa (por. Łk, 22-24). Nie musieli tego czynić, gdyż obydwoje rozumieli, że Jezus i tak jest w wyjątkowej relacji do Boga Ojca. Mimo to postanowili zachować ten zwyczaj, żeby wobec samych siebie potwierdzić, iż zawierzają Jezusa opiece Kogoś, kto jest większy od nich.

Ofiarowanie Jezusa w świątyni jest gestem głębokiego zawierzenia Józefa wobec Boga. W tym geście Józef przypomina wszystkim, że każdy rodzic, który dojrzale kocha swoje dziecko, przynosi je do Boga i jego osobę i losy życia powierza Bogu. Powierzenie dziecka opiece Bożej, przyprowadzanie dziecka do Boga, pragnienie, by Bóg to dziecko uczynił swoim, to szczyt miłości i mądrości rodziców w każdych czasach, a w naszych szczególnie.

Spotkanie z Symeonem w świątyni to kolejne doświadczenie Józefa. Ewangelia stwierdza, że „Jego ojciec i Matka dziwili się temu, co o Nim mówiono” (Łk 2, 33). Wraz ze swoją Żoną Józef wie już tak wiele o tym niezwykłym Dziecięciu, ale nadal zdumiewa się Jego tajemnicą. To kolejne zadanie mężczyzny i ojca: zdumiewać się tajemnicą dziecka.  Dziecko rodzi się z rodziców, ale jest kimś niepowtarzalnym i stawia swoich rodziców w obliczu tajemnicy. Święty Józef doskonale to rozumie.

Ale jego rola na tym się nie kończy. Oto bowiem Synowi Maryi grozi śmiertelne niebezpieczeństwo. Król Herod dowiaduje się o narodzeniu Zbawiciela w Betlejem i chce zabić Dziecię. Wtedy to „...anioł Pański ukazał się Józefowi we śnie i rzekł: Wstań, weź Dziecię i Jego Matkę i uchodź do Egiptu; pozostań tam, aż ci powiem; bo Herod będzie szukał Dziecięcia, aby Je zgładzić. On wstał, wziął w nocy Dziecię i Jego Matkę i udał się do Egiptu; tam pozostał aż do śmierci Heroda” (Mt 1, 18-25).

W tej sytuacji Józef nie waha się ani chwili. Jest posłuszny głosowi Anioła, czyli woli Bożej. Natychmiast bierze ze sobą Żonę i Jej Syna i ucieka do Egiptu. Z pewnością nie ma pieniędzy, ani miejsca, w którym mógłby się schronić w obcym kraju. Ucieka, nie wiedząc, jak długo pozostanie na wygnaniu. Po ludzku rzecz biorąc jest w sytuacji rozpaczliwej. Jednak Józef nie rozpacza, gdyż wie, że znajduje się pod opieką Boga i jest pewien swojej miłości do tych, których chroni.

Należy być świadomym, że Józef może uratować Jezusa tylko dlatego, że posłuchał głosu Bożego i że nieustannie współpracuje z Bogiem. W obliczu jego postawy można postawić pytanie: ileż dzieci, iluż nastolatków zostałoby uratowanych, gdyby ich rodzice polecili swe dzieci Bogu i Jego opiece, a nie próbowali wychowywać swoich dzieci i troszczyć się o nie, jedynie własną mocą,

Józef nie musiał pozostawać długo na wygnaniu, gdyż okazuje się, że Herod wkrótce umiera i Święta Rodzina może powrócić do swojej ojczyzny.

Ewangelia nie opisuje szczegółowo dzieciństwa Jezusa, ale zakłada, że Józef był nie tylko dobrym opiekunem, lecz również dobrym wychowawcą dla Jezusa. Z pewnością miał dla Niego czas, bawił się z Nim, rozmawiał, okazywał czułość, uczył podstawowych codziennych czynności i wprowadzał w głębię tajemnicy człowieka. To właśnie dzięki takiej postawie Józefa „Dziecię rosło i nabierało mocy, napełniając się mądrością, a łaska Boża spoczywała na Nim” (Łk 2, 40).

Kolejny epizod, który ilustruje postawę Józefa wobec Jezusa to wspólna pielgrzymka na święto do Jerozolimy. Właśnie wtedy dwunastoletni Jezus znika z oczu Maryi i Józefowi. Obydwoje są oczywiście ogromnie zaniepokojeni. „Przypuszczając, że jest w towarzystwie pątników, uszli dzień drogi i szukali Go wśród krewnych i znajomych. Gdy Go nie znaleźli, wrócili do Jerozolimy, szukając Go. Dopiero po trzech dniach odnaleźli Go w świątyni, gdzie siedział między nauczycielami... Na ten widok zdziwili się bardzo, a Jego Matka rzekła do Niego: Synu, czemuś nam to uczynił? Oto ojciec Twój i ja z bólem serca szukaliśmy Ciebie?” (Łk 2, 44-48).

Jezus odpowiada w sposób, który mógł po ludzku zaboleć i zaniepokoić Józefa i Maryję: „Czemuście mnie szukali? Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do mego Ojca? Oni jednak nie zrozumieli tego, co im powiedział” (Łk 2, 49-50).

Ewangelia po raz kolejny potwierdza, że Józef ma świadomość, iż Dziecko, którym się opiekuje, jest większe od niego. Dotyczy to także dzieci, które rodzą się z ziemskich rodziców. Również te dzieci nie są własnością rodziców i często ich przewyższają mądrością. Postawa św. Józefa przypomina nam podstawowy fakt, że żadne dziecko nie zostało stworzone na obraz i podobieństwo swoich rodziców, ani zwłaszcza na obraz i podobieństwo ich najpiękniejszych aspiracji i marzeń na temat dziecka. Józef opiekuje się Kimś, kogo ogromnie kocha, ale wie, że Jezusa nie zrozumie do końca i że nie może zatrzymać Go przy sobie, ani dla siebie. Również w tym aspekcie jest wzorem dla mężczyzn - ojców wszystkich czasów. Dojrzały ojciec wie, że wychowuje dziecko dla Boga i dla innych, a nie po to, by ono było do jego dyspozycji i wybrało zawód taki jak chce ojciec i ma wykonywać wszystko jak sobie tego życzy ojciec. Dorosłe dziecko ma prawo, a nawet powinno wybrać swoja drogę życia, czyli opuścić ojca i matkę i związać się ze współmałżonkiem, albo w szczególny sposób pójść za Chrystusem na drodze kapłaństwa czy życia zakonnego. Zadaniem rodziców jest pomagać dziecku w dorastaniu do takiej dojrzałości i decyzji, a nie utrudnianie mu tego, czy posługiwać się dzieckiem do zaspokojenia własnych celów albo aspiracji.

Dorastające dziecka nadal potrzebuje mądrości rodziców i wsparcia z ich strony. Również wtedy, gdy rozumie bardzo dużo z tajemnicy życia i szlachetnego postępowania. Potrzebuje przykładu, rady, wsparcia, potrzebuje, słów prawdy, a zwłaszcza słów miłości. Musi usłyszeć je od tych, którzy je najbardziej kochają. Wtedy dopiero też dziecko otrzymując miłość od innych może potem obdarowywać miłością i budować własny szczęśliwy dom.

Józef to wszystko rozumiał i musiał w niezwykle dojrzały sposób kochać i towarzyszyć Jezusowi skoro Ten „potem poszedł z nimi i wrócił do Nazaretu; i był im poddany” (Łk 2, 51).

Nie wiemy, jak długo żył św. Józef. Wszystko wskazuje na to, że nie doczekał publicznej działalności Jezusa, ani Jego śmierci na krzyżu. Gdyby jeszcze wtedy żył, to z pewnością nadal dyskretnie towarzyszyłby do końca Jezusowi oraz Jego Matce. Jednak nie ważne jest, jakiego wieku doczekał, bo przecież sensem ludzkiego życia nie jest wielość lat, lecz intensywność miłości, do jakiej zdolny jest dany człowiek. Św. Józef streszcza w sobie to wszystko, co charakteryzuje prawdziwego mężczyznę, także a może przede wszystkim XXI wieku: potrafił dobrze wypełnić swoją rolę w życiu.

Dlaczego ten stojący w cieniu człowiek może nam być dziś bliski? Dlatego, że święty Józef doświadczył wszystkiego tego, czego doświadcza współczesny człowiek. Józef doświadczył goryczy, zwątpienia i rozczarowania, strachu, lęku i niepewności - ale wyszedł z tego zwycięsko.

4. Czego Święty Józef może nauczyć nas – współczesne kobiety o mężczyznach?

Po pierwsze: że mężczyzna ma być wzorem wiary i zaufania Bogu nawet w sytuacjach, po ludzku sądząc, bez wyjścia; może być przykładem wierności Bogu, którego drogi nie zawsze są zrozumiałe. Wiara mężczyzny – ojca, jest bardzo ważna dla rodziny, bo dzieci patrząc na swojego tatę, wyrabiają sobie obraz Boga, do którego modlą się: Ojcze nasz.

Po drugie: uczy nas relacji kobiety i mężczyzny.  Święty Józef daje przykład dyskrecji, wrażliwości, delikatności i szacunku okazywanego kobiecie. Józef naprawdę kocha Maryję i gotów był poświecić dla Niej i dla jej dziecka samego siebie, własne szczęście. Pokazuje, że prawdziwa męskość nie polega na tym, że odgrywa się rolę "pana i władcy" czy "macho", ale że wynika ona z wewnętrznej, duchowej prawości, z odwagi postępowania na przekór przyjętym powszechnie zwyczajom, jeśli wymaga tego jakieś dobro (czyż Józef nie okazałby się "prawdziwym mężczyzną", odprawiając z pogardą ciężarną Maryję?).

Po trzecie: przybrany ojciec Jezusa uczy nas mężnego stawiania czoła przeciwnościom życiowym, uczy cierpliwości, wytrwałości, jest przykładem tego, jak mężczyzna powinien pełnić swoją rolę głowy rodziny, jej przewodnika i opiekuna.

Po czwarte: Święty Józef, który w ewangeliach pozostaje milczący, bo Ewangeliści nie notują one ani jednego wypowiedzianego przez niego słowa, wskazuje nam, kobietom i mężczyznom, że ważniejsza od pouczeń, kar i nakazów jest mądra obecność, że autorytet macierzyński i ojcowski oraz szacunek dzieci zdobywa się raczej prawością życia i dobrym przykładem niż uczonymi naukami i wielością wypowiadanych „kazań”.

Po piąte: w świecie, który wymaga od mężczyzny, by był "człowiekiem sukcesu" - to znaczy by realizował w pełni swoje plany i ambicje, by robił karierę i budował życiową pozycję, święty Józef przypomina o wartości posłuszeństwa woli Bożej i pokory - choć na samym początku pewnie inaczej wyobrażał sobie swoje życie, to jednak dzięki ufnej pokorze dostąpił zaszczytu i godności, o jakich żaden mężczyzna na świecie nie może nawet marzyć.

***

Święty Józef to wierny i posłuszny przyjaciel Boga, to człowiek sumienia i modlitwy, to ktoś zatopiony w ciszy, zdolny do głębokiej refleksji i wielkiej wrażliwości moralnej. Ma odwagę prowadzenia trudnych rozmów i wsłuchiwania się w słowa oraz w ciszę drugiego człowieka. Nie podejmuje pochopnych decyzji. Nie kieruje się spontanicznymi odruchami. Nie ucieka od trudnych pytań i od twardej rzeczywistości jak ci, którzy sięgają po alkohol czy narkotyk, albo jak ci, którzy w obliczu trudności wycofują się z podjętych zobowiązań i się rozwodzą. Józef ma odwagę mierzyć się z prawdą o sobie, szukać swego powołania i realizować je w sposób heroiczny. Potrafi zawierzyć Bogu i zaufać człowiekowi.

Św. Józef nie żyje dla siebie, lecz staje się bezinteresownym, Bożym darem dla innych. Jest o nich zatroskany w sposób heroiczny, wierny i odpowiedzialny. Potrafi kochać w sytuacji zupełnie wyjątkowej i niepowtarzalnej w całej historii ludzkości.

Święty Józef przeszedł wspaniale swoją trudną drogę życia i dlatego dobrze rozumie nasze różne trudy życia i oręduje za nami. Wystarczy tylko wejść do naszego domu modlitwy, do świątyni lub swojej izdebki i przedstawić Mu swe prośby. Tu w tym Jego Sanktuarium szczególnie czeka, ponieważ tu jest jego Dom i tu do tego Domu przybyliśmy, by powierzać i zawierzać nasze i nie tylko nasze drogi życia i prosić, by był naszym przewodnikiem.

Maria Jankowska

Prezes PZKK

Pielgrzymka do Częstochowy 15 pażdziernika 2011

TRWAJMY W KOMUNII Z BOGIEM I KOŚCIOŁEM

11.00   
POWITANIE PRZYBYŁYCH PIELGRZYMÓW

            MSZA ŚWIĘTA w Bazylice, którą wraz z duszpasterzami odprawi i homilię wygłosi 
J.E.Ks. Bp dr Ireneusz Pękalski - Bp pomocniczy diecezji łódzkiej i Delegat Konferencji Episkopatu Polski ds. Duszpasterstwa Kobiet

12.00  ANIOŁ PAŃSKI

           KONFERENCJA FORMACYJNA  pt.  „Maryja - wzorem komunii z Bogiem, człowiekiem i samym sobą”, którą wygłosi dr Maria Jankowska, Prezes Polskiego Związku Kobiet Katolickich

13.15   Kaplica Cudownego Obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej:         

            - Akt Zawierzenia Maryi Polskiego Związku Kobiet Katolickich

            - Modlitwa wierszami Maryjnymi

            - Modlitwa cicha

14.00   Przerwa obiadowa 

15.00   DROGA KRZYŻOWA na wałach, którą poprowadzi ks. prałat Tomasz Król  -                duszpasterz Polskiego Związku Kobiet Katolickich 

15.45   Zakończenie pielgrzymki

Wystąpienia:

 

Przy każdej okazji życzymy sobie szczęścia, szczęścia pragniemy, szczęścia szukamy. Często szukamy w świecie zewnętrznym, w kimś, w dobrych relacjach z innymi. Nieraz przeżywamy rozczarowanie, zwątpienie, czy  w ogóle jest tutaj szczęście, tu na ziemi.

Czy może ono będzie dopiero tam, kiedyś... A przecież zostaliśmy stworzeni do szczęścia. Ludzkie życie nie spełnia się samoistnie. Nasze życie to sprawa otwarta, niedokończony projekt, który trzeba dopiero uzupełnić i urzeczywistnić. Podstawowe pytanie każdego człowieka brzmi: jak tego dokonać — jak stać się człowiekiem? Jak nauczyć się sztuki życia? Jaka droga prowadzi do szczęścia?  Mojego szczęścia. Jak odkrywać siebie, rozumieć siebie, jak poznawać swoje prawdziwe tęsknoty, pragnienia, zdolności, skąd mamy wiedzieć, co powinienem robić w życiu, jak odkrywać swoją drogę życia, w czym, a może w Kim szukać sensu i drogi swojego powołania. Kościół w obecnym roku liturgicznym odpowiada na to pytanie: w Komunii z Bogiem, czyli w ciszy modlitwy usłyszymy odpowiedzi, które podaje Bóg. Jezus, gdy żył na Ziemi nie pozostawił żadnego człowieka bez odpowiedzi. Każdy, kto Go zapytał – nie odszedł bez odpowiedzi. Ale nie tylko odpowiadał: Jezus także pytał: np. niewidomego, co chcesz, żebym ci uczynił? Tak więc w Piśmie Świętym możemy znaleźć wszystkie odpowiedzi na nasze pytania.

 

Czytamy np. w Piśmie Świętym:

Utkałem cię w łonie twojej matki. Psalm 139:13

 I wspierałem w dniu kiedy się narodziłeś. Psalm 71:6

 Nie jestem odległy i srogi, ale jestem miłością. 1J 4:16

 I jest to moje pragnienie zesłać na ciebie mą miłość. 1J 3:1

 Bo jesteś po prostu moim dzieckiem a jestem twoim ojcem. 1J 3:1

 

Niby to wiemy i jest oczywiste, a jednak nie do końca...

Jak zrozumieć słowa Jezusa – Królestwo Boże w was jest!?

Jeśli w nas jest Królestwo Boże tzn. jest szczęście..., ale .. powątpiewamy i pytamy wciąż czy jest?

 

Zacznijmy od podstawowego przykazania: Miłuj bliźniego swego jak siebie samego. Jak siebie samego .... Tak wyraźnie powiedział Jezus i na kartach Ewangelii jest to wyraźnie napisane. A więc miłość do samego siebie, ale czym ona jest?

Akceptacja, zaaprobowanie, afirmowanie czegokolwiek jest procesem, który najczęściej jest wynikiem dobrego poznania i stwierdzenia – tak, to warto popierać, akceptować, promować. Miłość do samego siebie, to odkrywanie w sobie talentów i zdolności i wykorzystywanie ich, to krótko mówiąc odkrywanie swojego powołania i realizowanie go. No właśnie znajomość siebie, swojego powołania wyraża się w miłości do samego siebie.

 

Zapytałam kiedyś jedną z matek – jakie są jej marzenia. Myślała dosyć długo, a potem odpowiedziała: aby dzieci pokończyły dobre szkoły i wyrosły na porządnych ludzi, aby mąż był dobry,... No tak, ale chodzi mi o te marzenia, które dotyczą jej, jej samej? Długo myślała i w końcu odpowiedziała: tak na prawdę to ja nie wiem...

Zapytałam więc  gdyby miała trochę czasu tylko dla siebie, dla samej siebie i mogła ją wykorzystać tak, jakby się jej marzyło, co by wtedy robiła?  Znów zamyśliła się głęboko ... bo ja wiem, pewnie umyłabym okna, bo po zimie nie były myte, albo pościerała kurze na półce z naczyniami w kredensie  ...

Ta rozmowa, której towarzyszył zakłopotany uśmiech, zwraca uwagę na dwie kwestie,   -  na świadomość własnych potrzeb i na odpowiedzialność za własny rozwój. I trzeba tu dodać, że Pan Bóg oczekuje od nas pomnożenia talentów, które otrzymaliśmy.

Częstym problemem zabieganych, zatroskanych o jutro i zapracowanych osób, najczęściej matek, żon, usiłujących godzić domowe i zawodowe obowiązki, jest brak znajomości, a nawet brak świadomości swoich własnych potrzeb. A nieznajomość potrzeb prowadzi do ich niezaspokojenia; brak zaspokojenia – do niskiej samoakceptacji lub braku akceptacji, a stąd prosta droga do załamania, depresji, rozgoryczenia ....A przecież Pan Bóg zostawił nam przykazanie kochaj bliźniego swego jak siebie samego.

Aby siebie pokochać, zaakceptować trzeba najpierw siebie znać. Także swoje potrzeby, bo ich znajomość dopiero prowadzi do odkrywania własnych talentów i zdolności, a dalej w konsekwencji da nam to odpowiedź co ma czynić w życiu?

Jedną z najgłębszych potrzeb człowieka (a kobiety szczególnie silnie to odczuwają) jest pragnienie bycia kochanym. Zaspokojenie tej potrzeby jest konieczne do tego, aby człowiek czuł się szczęśliwym, radosnym, miał zapał do pracy, do życia i entuzjazm do tworzenia. Potrzebne jest to przede wszystkim także do tego, by kochał swojego bliźniego. Tymczasem (najczęściej podświadomie) potrzeba miłości jest łączona z poczuciem „bycia potrzebnym”. Jest to zjawisko na tyle częste, że człowiek, który czuje, że jest „niepotrzebny” nie czuje się kochanym. I tak rozpoczyna się błędne koło zaspokajania potrzeby „bycia potrzebnym”, aby czuć choć namiastkę „bycia kochanym”.

Najczęściej więc kobiety zaczynają się „poświęcać”, biorąc na siebie o wiele więcej obowiązków niż mogą udźwignąć, pracując ponad siły, aby ci najbliżsi doświadczyli, jak bardzo matka, żona jest im potrzebna, wręcz konieczna. Najbliżsi szybko przyzwyczajają się do tego, że żona, czy mama ugotuje, wyprasuje, posprząta, zrobi zakupy ... i chętnie zwalniają się z jakiejkolwiek pracy i pomocy.

A ona - zapracowana, przemęczona, zdenerwowana, wyczerpana – czuje się potrzebna – i to bardzo – ale wcale nie czuje się wystarczająco kochana. Narasta rozgoryczenie, często padają wymówki – ja wam jestem potrzebna tylko jako sprzątaczka, służąca, kucharka. A czasem nawet groźby – zobaczycie jak mnie zabraknie.

Bardzo trudno wyjść z tego kołowrotu, choć tak by się pragnęło, aby coś się zmieniło.

 

Poszukiwanie szczęścia poprzez zaspokajanie poczucia, że się jest bardzo potrzebnym prowadzi na manowce. I u wielu ludzi prowadzi w prostej logice do wytworzenia się postaw – przeciw człowiekowi. No bo człowiek stary, niedołężny, kaleki, bezdomny, dziecko upośledzone – czyż może być potrzebne? A leżący, sparaliżowany człowiek – czy może być potrzebny? W powszechnym odczuciu może być „niepotrzebny”, ale przecież... może i powinien być kochany. Przypominam sobie wakacje, które spędzałam jako dziecko w maleńkiej wiosce, niedaleko Krakowa w Beskidzie Niskim. W rodzinie tej, w której było dość dużo pola, a teren górzysty, więc trudno było je uprawiać,  przeszedł na świat zdrowy, mocny, rumiany chłopiec. Radość w rodzinie była wielka, bo przecież wiadomo, kiedyś jako dorastający chłopiec będzie pomagał w gospodarstwie, a taka para rąk do pomocy na wsi w polu, przy obrządku zwierząt jest niezbędna, a potem jako dorosły mężczyzna przejmie  całe gospodarstwo. Nie minęło dużo czasu, może pół roku i chłopczyk ten przeziębił się, co w górach nie jest niczym nadzwyczajnym. Stan zdrowia jego pogarszał się, więc rodzice postanowili jednak pójść z nim mimo mrozu i zimy kilka kilometrów po terenie górskim do drugiej wsi do lekarza. Lekarz stwierdził zapalenie płuc i zapisał lekarstwa. Rodzice dali synkowi dawkę lekarstw zalecaną przez lekarza i coś się zaczęło dziwnego dziać z dzieckiem: chłopczykiem trzęsło jak w febrze, zrobił się siny na buzi i trwało to jakiś czas aż buzia zbladła i dziecko zamknęło oczka, wyglądało jakby zmęczone zasnęło. Po obudzeniu się rodzice podali mu następna dawkę lekarstwa i sytuacja się powtórzyła. Więc znów udali się do lekarza, który stwierdził, że może lekarstwo za mocne, wiec polecił zmniejszyć podawaną dawkę. Rzeczywiście zapalenie płuc minęło, tylko dziecku nie wrócił rumieniec na twarzy, stało się jakieś słabe, jakby mniej ruchliwe, przed chorobą już dziecko zaczynało siadać, teraz tylko chłopiec leżał i nawet nie przewracał się z brzuszka na plecki co zdrowe dzieci robią z wielką radością. Rodzice pomyśleli, jest po chorobie nie ma na razie sił, ale z czasem ich nabierze, przyjdzie wiosna, zaświeci słońce, buzia się zarumieni i wróci zdrowy wygląd, wszystko minie i dziecku powróci energia, zdrowie i siły. Ale tak się nie stało: dziecko co prawda rosło fizycznie, ale już nigdy nie nauczyło się siedzieć, chodzić, wypowiadać słów, a jego ruchy rąk i nóżek i sposoby zachowań bez względu na wiek były te sprzed choroby. Dziecko zdiagnozowano: pod względem fizycznym - zdrowe, upośledzenie umysłowe w stopniu ciężkim – stan nieodwracalny, nic się nie da zrobić pod względem medycznym i rehabilitacyjnym. Wymaga stałej 24-godzinnej opieki do końca życia. Nigdy nie będzie mówił, chodził, trzeba go karmić, chronić, żeby sobie krzywdy nie zrobił, bo tak jak niemowlę, będzie swoje ręce brać do ust i może się dotkliwie gryźć, czyli trzeba wiązać te ręce i odwiązywać wtedy tylko kiedy się z nim będzie. Może mieć też humory dziecięce, może płakać- czyli wydawać głosy z siebie nieadekwatne do wieku, a jak będzie w okresie dorastania, a może nawet wcześniej może być niebezpiecznym dla innych, a przede wszystkim dla osób z najbliższego otoczenia. Bo będzie chciał tak jak niemowlę złapać przedmioty, nimi rzucić, albo uścisnąć innych tak, że nawet dorosły sobie może z nim nie poradzić. Rodzice, a zwłaszcza matka była przepełniona smutkiem, goryczą, żalem do lekarza, że dał za dużą dawkę i stało się to z dzieckiem, jej ukochanym dzieckiem, z którym wiązała tyle nadziei, miała tyle planów. Jakiś czas trwał ten stan smutku, buntu i żalu do Pana Boga, ale przyszła refleksja. Tak opowiada mi ta matka: było święto Matko Bożej Gromnicznej. Zaniosła Maryja swego Jezusa do świątyni w Jerozolimie i usłyszała od Symeona, że Jej dusze przeniknie miecz boleści. Pomyślałam, moją dusze tez przeniknął miecz boleści, oddam swe dziecko pod opiekę Maryi, niech Ona się nim zajmuje, niech Ona mi pomaga. Przez wiele lat co roku przebywając tam na wakacjach widziałam i słyszałam jak żyje to dziecko, które z czasem urosło i stało się dorosłym, rzeczywiście tak jak lekarze przewidywali, niezwykle silnym mężczyzną. Słyszałam „płacz” tego mężczyzny rozlegający się po całej wsi, widziałam jak rodzice wynoszą go naprzód z małym łóżeczkiem, potem z coraz większym, aż w końcu zbudowali dla niego na powietrzu jakby łóżko-klatkę otoczone grubymi prętami, żeby nie spadł, a między prętami umieścili puchowe poduszki, żeby się nie uderzył, nie zrobił sobie krzywdy jak mówili. Wielokrotnie pomoc społeczna proponowała oddanie chłopca do domu specjalnej opieki widząc jak utrudzeni rodzice, a zwłaszcza matka zmęczona, wycieńczona dźwiganiem, myciem, przewijaniem (przecież nie było pampersów). Matka mówiła tak jeszcze nie teraz, jeszcze daje rady, jak już nie starczy sił, to może skorzystam. Brała różaniec do ręki i wypowiadała słowa niezwykłej modlitwy: ...bądź wola Twoja jako w niebie tak i na ziemi”, a także Zdrowaśki „ święta Maryjo Matko Boża módl się za nami grzesznymi teraz i w godzinie śmierci naszej”, Dodawała świadomie i z prośbą: Matko Boża teraz módl się za mnie do swego Syna, gdy mi tak ciężko. Gdy po latach przyjeżdżałam tam mówiła mi: pani Marysiu, jakby pani widziała ten uśmiech mojego Zenusia, gdy go karmię, jak ja nieraz spojrzę w jego oczy, gdy jestem przy nim, to widzę w nich całą wdzięczność za mój trud, poświęcenie i podziękowanie za to wszystko. To daje mi sił, a Matka Boża się nim zajmuje, bo trwa to już prawie 40 lat i nic nigdy Zenusiowi się nic  nie stało, a przecież nieraz było tyle roboty, że trzeba go było zostawić. Szlam do pola i tam słyszałam jego płacz, lub krzyk, więc przyleciałam do niego, zrobiłam co trzeba i znów szlam do pola. Mówiła: Będę przy nim tak długo jak tylko sił mi starczy, lekarze powiedzieli mi, że nie dam rady, ale ja sama to wiem, że dam, jeszcze trochę dam. Tak  swoje powołanie odczytała ta matka i nie było w niej żalu ani do lekarza, ani do Boga, że jej taki los zgotował. Mówiła mi także, a wie pani, ja nawet jestem szczęśliwa w tym moim macierzyństwie, bo wiem, ze moje dziecko po śmierci na pewno będzie Aniołkiem, bo to taki Aniołek jest, on przecież nie grzeszy.

 

Teraz w miesiącu październiku modlimy się na różańcu i rozważamy tajemnice różańca św. związane z Panem Jezusem i Jego Matką.

 

Przyjrzyjmy się jaką Maryja miała postawę w stosunku do siebie, czy kochała siebie, bliźniego i Boga?  Nie ma nigdzie w Piśmie św. wzmianki o tym czy i jak Maryja pracowała, prała, gotowała. Pewnie chodziła po wodę jak Samarytanka i nieraz odpoczywała przy studni. Ale czytamy w Piśmie Świętym jak zareagowała, gdy przyszedł do Niej Anioł Gabriel, Maryja miała swoje priorytety, Ona wiedziała co jest najważniejsze, jako młoda dziewczyna już to wiedziała, że miłość Boga jest podstawą wszelkiej miłości,  Kiedy czytamy opis Zwiastowania niewątpliwie mamy przeświadczenie, że Maryja była wtedy sama. W ciszy będąc może myślała o swoim życiu z Józefem, którego pragnęła poślubić, może modliła się o wskazanie jej powołania, w ciszy zatrzymania słuchała swego serca, głosu swej duszy, rozważała i wtedy przyszedł do Niej Anioł. W krótkim dialogu z Aniołem, kiedy rozsądnie zapytała jak może zostać Matką, skoro nie zna męża i w tym zaznacza się jej znajomość samej siebie i własnych planów, pragnień i priorytetów. Ona wiedziała, czego pragnie w życiu i to realizowała. Chciała być Służebnicą Pańską i dlatego z wielką godnością, ale i odpowiedzialnością kończy rozmowę Otom ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według słowa twego, dlatego nie ma wątpliwości co ma uczynić i co odpowiedzieć Aniołowi. Plany Boga, Jego zamierzenia, jakże przecież trudne i zaskakujące są dla niej priorytetem, są jej powołaniem. Potem jeszcze raz pod krzyżem usłyszy od swego Syna polecenie, które wypowiedział Pan Jezus do św. Jana:  Oto Matka Twoja. Otrzymała nową misję w swoim życiu i bez słowa ją przyjmuje i realizuje.

 

Pozwólcie, że jeszcze podzielę się tak krótko swymi przemyśleniami z tajemnicy różańca św.  Wesele w Kanie Galilejskiej, bo w tej tajemnicy zawarta jest miłość Maryi do każdego z nas, miłość która wynikała, ze świadomości kim Ona sama jest jako człowiek i świadomości swego powołania.

Cóż dzieje się na tym najsławniejszym weselu i jak zachowuje się Matka Jezusa? Na weselu Maryja jest obecna w sposób bardzo czujny. Nie robi nic nadzwyczajnego, ale dyskretnie czuwa nad potrzebami innych. Czuwa, tzn. odpowiada na potrzeby innych. Kiedy zabrakło wina natychmiast odkrywa tę kłopotliwą sytuację i mówi do Jezusa: Nie mają wina. Wino na weselu może nie jest pierwszą potrzebą, ale wino w Biblii jest symbolem radości, która to radość z kolei jest właśnie ważna na weselu. O czym świadczy taka postawa Maryi i co ta postawa znaczy dla nas kobiet XXI wieku? Maryja wrażliwa jest na potrzeby człowieka i dlatego tak jak wtedy w Kanie, również i obecnie, ukazuje swojemu Synowi to wszystko, co choćby w najmniejszym stopniu człowieka zasmuca, przygnębia, co odbiera mu radość życia, poczucie szczęścia. Maryja nie zabezpiecza sama ludzkich potrzeb, nie zaradza ludzkiej biedzie, ale przedstawia ją Jezusowi. Ona prowadzi zawsze do Jezusa, który z kolei może wyjść naprzeciw naszym potrzebom. Jednak, żeby Maryja mogła „wyjść” naprzeciw naszym potrzebom, konieczna jest modlitwa. To jest celem tegorocznego przesłania pracy duszpasterskiej Kościoła, aby trwać w komunii z Bogiem i tu potrzebna jest ustawiczna modlitwa. Pań Bóg ma „swój” czas w wysłuchiwaniu naszych modlitw. Niekiedy skarżymy się i mówimy: modlę się już drugi dzień, może nawet drugi rok, odprawiłem nowennę, trzy nowenny, a Bóg milczy. Matka świętego Augustyna św. Monika modliła się o jego nawrócenie 30 lat.

Matka Jezusa, tak jak czuwała w sposób dyskretny w życiu Jezusa i swojego otoczenia, tak samo jest obecna w sposób dyskretny w naszym życiu. W tym objawia się jej miłość do nas. Matka Jezusa jest zawsze z nami, jeśli Ją poprosimy o nasze prawdziwe potrzeby, a nie jakieś wydumane, bo mi się zdaje, że gdybym to miał/miała, to byłbym/bałabym szczęśliwa. Na pewno, jeśli Maryję o to poprosimy, żeby była z nami w życiu, to będzie, tylko trzeba w to wierzyć.

Na słowa Maryi, że nie mają wina ponownie Jezus odpowiada trudnymi słowami: Czyż to Twoja lub moja sprawa Niewiasto? Czyż jeszcze nie nadeszła godzina moja? Jednak Maryja pokłada nadzieję w swoim Synu wbrew Jego pozornej odmowie. Tak więc Maryja uczy nas, że Jezusowi należy zaufać, bo nas kocha i dla Niego ważne są nasze prozaiczne życiowe potrzeby, takie jak choćby to: brak wina na weselu. Ona pokazuje nam, że my, nasze zwyczajne sprawy są ważne, tylko zanośmy swoje prośby, tylko trwajmy przy Chrystusie, przy kościele, czytajmy i rozważajmy Pismo Święte.

Pan Bóg wyprowadza człowieka modlącego się na pustynię „przemawia do serca”. I temu sercu – samotnemu, skołatanemu, strwożonemu trudną codziennością mówi – jesteś moim najukochańszym dzieckiem i będę cię kochać zawsze, niezależnie od tego, czy będziesz światu na cokolwiek potrzebnym człowiekiem, czy też świat wyrzuci cię poza margines. Jeśli człowiek uwierzy, a przecie wyraźnie jest to napisane w Piśmie Świętym, że sprawiedliwy z wiary żyć będzie - wtedy przychodzi szczęście. I wtedy chęć służenia innym wypływa z radości. I wtedy potwierdzenia naszej „potrzebności” stają się zupełnie nieważne. Człowiek, który uzyskał świadomość, że jest umiłowanym Dzieckiem Boga zyskuje świadomość swoich potrzeb, swoich zdolności, swojego powołania, a także wolność i zyskuje głębszą  miłość do innych. Umiłowane Dziecko Boga miłuje siebie z radością – bo Pan go umiłował. I wtedy człowiek czuje, że wszystkich najczulej przytuliłby do serca. I wtedy czuje  – Królestwo Boże w nas jest! Bo jest w nas miłość do Stwórcy, do siebie, do innych.

 

Bruno Ferrero tak pięknie pisze:

„Cokolwiek myślisz o sobie, w oczach Boga masz najwyższą wartość.

Niektórzy ludzie nie wiedzą, jak ważne jest to, że istnieją.

Niektórzy ludzie nie wiedzą, jak wiele znaczy sam ich widok.

Niektórzy ludzie nie wiedzą, ile radości sprawia ich przyjazny uśmiech.

Niektórzy ludzie nie wiedzą, jakim dobrem jest ich bliskość.

Niektórzy ludzie nie wiedzą, o ile bylibyśmy biedniejsi bez nich.

Niektórzy ludzie nie wiedzą, że są darem niebios.

Mogliby wiedzieć, gdybyśmy im to powiedzieli.”

 

Jak zachowamy się i co powiemy ludziom i jaka będzie nasza miłość do Boga, do siebie, do innych zależy od nas samych, od naszych wyborów. Maryja jest naszą Nauczycielką, Orędowniczką, Ona przeszła swoją Wyjątkową Drogę Życia. Każdy z nas otrzymał też swoją wyjątkową drogę życia. My wybieramy, czy chcemy kochać siebie i czy dobrze rozumiemy miłość do samych siebie. Jezus nam powiedział, że posiadamy godność dziecka Bożego, czy z tej miłości wypływa miłość do naszego bliźniego, którego Pan Bóg postawił na naszej drodze życia? Miłość pomaga człowiekowi w pełni się realizować oraz wyrazić samego siebie. Miłość pozwala także drugiemu człowiekowi wydobyć z niego, co najlepsze, najpiękniejsze i to w codziennym trudzie życia zrealizować. Każdy człowiek został obdarzony miłością przez Boga. Stwórca przelał całą swoją miłość na człowieka. Człowiek w swoim życiu wciąż otrzymuje miłość jako najwspanialszy dar od Boga. Jednak to, czy z niego skorzysta i rozwinie go we właściwym kierunku zależy wyłącznie od niego samego. Każdy człowiek został powołany do miłości i może w pełni odnaleźć samego siebie i własne szczęście tylko poprzez bezinteresowny dar z siebie samego.

 

Inspirowana poezją Phila Bosmansa tak kiedyś napisałam:

 

Wybieram dziś

Nie mam zbyt wiele czasu, by być szczęśliwą.

Dni przemijają szybko, życie ucieka

i nie wiem ile jeszcze czasu przede mną.

W księdze swojego dziś i potencjalnej przyszłości

zapisuję uczucia, myśli, plany, oczekiwania,

marzenia, pragnienia, tęsknoty,

ale jakieś nieprzewidziane zdarzenia

albo niewidzialna ręka mi je przekreśla.

Nie mam jednak wielkiego wyboru.

Jeżeli nie będę szczęśliwa dziś, to czy mam pewność,

że jutrzejszy dzień przyniesie mi szczęście?

Staram się więc jak najlepiej potrafię

wykorzystać dzień dzisiejszy, by być szczęśliwą,

żyć tak, by się już nic nie zmarnowało.

Dziś wychodzę szczęściu naprzeciw,

bo jutra już tu na ziemi może dla mnie nie być.

 

Pozostając w refleksji nad esencją życia, nad szczęściem i jego poszukiwaniem, nad miłością oraz nad istotą dokonywania mądrego wyboru w życiu tego co w nim najistotniejsze i nie rozpraszania się, co jest właściwe kobietom, na rzeczach mało istotnych i mniej ważnych i niepotrzebnego udowadniania, że jestem potrzebna. Tak, jestem potrzebna, bo Bóg stworzył mnie z miłości i dla miłości, bo już miał plan na mnie zanim stworzył świat, bo cudownie mnie utkał w łonie mojej matki, 

Jak możemy zatem modlić się i jak powierzać Maryi swoje sprawy, swoje obawy, lęki, jak mamy odkrywać swoje powołanie, jak mamy trwać w Komunii z Bogiem i Kościołem , czyli jak kochać Boga, jak kochać bliźniego jak kochać siebie samego.

Tu należy się odnieść do Naszej Matki i Królowej, Ona nas zna i czeka, byśmy otworzyły swoje serce i poprosiły, by zaniosła wszystko do swego Syna

modlitwa – wiersz O Alojzego Henela

 

Serce  Maryi

 Matko pięknej miłości,

cała oddana Bogu,

naucz nas

miłowania nade wszystko Boga,

do którego należymy,

i podobnie miłowania ludzi,

którzy należą do nas.

 

Naucz nas wytrwać

w rozczarowaniach,

w codzienności,

w cierpieniu,

w oczekiwaniu na światło Ducha Świętego,

który rozjaśni nasze miłowanie.

 

Naucz nas oddać serce Temu,

który tworzy serca ludzi

na wielkość swojej miłości.

 

Matko miłości pięknej,

niech się stanie serce nasze

według serca Twego.

 

 

 

Maria Jankowska

Prezes PZKK

Pielgrzymka do Kalisza - 26 marca 2011

PROGRAM OGÓLNOPOLSKIEJ PIELGRZYMKI KOBIET do Sanktuarium św. Józefa w Kaliszu
26 MARCA 2011 r. /sobota/

ORGANIZOWANEJ PRZEZ POLSKI ZWIĄZEK KOBIET KATOLICKICH

KOMUNIA Z BOGIEM W MAŁŻEŃSTWIE I RODZINIE

10.30.   POWITANIE PRZYBYŁYCH PIELGRZYMÓW - ks. Prałat
             Adam Modliński- Duszpasterz Kobiet Diecezji Kaliskiej.

10.45   SPEKTAKL SŁOWNO-MUZYCZNY przygotowany przez młodzież  

11.15   KONFERENCJA FORMACYJNA pt.; Kobieta i żona pomocą odpowiednią dla męża i                    innych ludzi - świadectwo – dr Maria Jankowska – prezes PZKK

12.00.   MSZA ŚWIĘTA w Bazylice, którą wraz z duszpasterzami odprawi i homilię wygłosi                     J.E. Ks. Bp STANISŁAW NAPIERAŁA - Ordynariusz DIECEZJI KALISKIEJ.
                  Akt Zawierzenia Kobiet św. Józefowi – dr Maria Jankowska

13.15   Przerwa na posiłek

14.15   NABOŻEŃSTWO RÓŻAŃCOWE  

            Zakończenie pielgrzymki

15.00   Spotkanie wszystkich członkiń Polskiego Związku Kobiet Katolickich

Wystąpienie Prezes PZKK (kliknij tutaj)

Galeria z pielgrzymki (kliknij tutaj)

Pielgrzymka do Częstochowy - 16 października 2010

Program pielgrzymki

"Bądźmy świadkami miłości"

11.00   POWITANIE PRZYBYŁYCH PIELGRZYMÓW

            MSZA ŚWIĘTA w Bazylice, którą wraz z duszpasterzami odprawi i homilię wygłosi 
J.E.Ks. Bp Jan Wątroba – Delegat Konferencji Episkopatu Polski ds. Duszpasterstwa Kobiet

12.00  ANIOŁ PAŃSKI

           KONFERENCJA FORMACYJNA  pt.  „Czy Maryja może być świadkiem miłości dla współczesnej kobiety?”, którą wygłosi  p. Maria Jankowska, Prezes Polskiego Związku Kobiet Katolickich

13.15   Kaplica Cudownego Obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej:         

            - Akt Zawierzenia Maryi Polskiego Związku Kobiet Katolickich

            - Modlitwa słowami Sługi Bożego kard. Stefana Wyszyńskiego

            - Modlitwa cicha

14.00   Przerwa obiadowa 

15.00   DROGA KRZYŻOWA na wałach, którą poprowadzi ks. prałat Tomasz Król  -                duszpasterz Polskiego Związku Kobiet Katolickich 

15.45   Zakończenie pielgrzymki

Wystąpienia:

M. Jankowska 

Czy Maryja może być świadkiem miłości dla współczesnej kobiety?  


Zostałeś stworzony
na obraz Boga,
który jest Miłością.
Z dłońmi, by rozdawać.
Z sercem, aby kochać.
I z dwojgiem ramion,
które są wystarczająco
długie,
by innych obejmować.
             
Phil Bosmans Człowiek



Kim jest świadek?

Świadek ma przekazać prawdę oraz podać źródło tej prawdy. Świadek ma tą prawdą obdarować innych, czyli nie ma jej zatrzymać dla siebie, ma ją oddać innym.
Czy Maryja może być świadkiem miłości dla współczesnej kobiety? Co Maryja może nam współcześnie żyjącym kobietom powiedzieć o miłości i jak o niej świadczy? Maryja nie mówiła nic o miłości, Maryja ją czyniła poprzez swoje życie, swoją codzienność i dlatego jest najdoskonalszym jej świadkiem.

Czym jest miłość?

I list Św. Pawła do Koryntian
Gdybym mówił językami ludzi i aniołów,
a miłości bym nie miał,
stałbym się jak miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący.
Gdybym też miał dar prorokowania
i znał wszystkie tajemnice,
i posiadał wszelką wiedzę,
i wszelką możliwą wiarę,
tak iżbym góry przenosił,
a miłości bym nie miał, byłbym niczym.
I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją,
a ciało wystawił na spalenie,
lecz miłości bym nie miał, nic bym nie zyskał.

Tak o miłości pisze św. Paweł i dobrze byśmy sobie to przypomnieli. Bowiem w dzisiejszych czasach słowo miłość używane jest w różnych odmianach i sytuacjach, które nie mają nic wspólnego z miłością. Miłość współcześnie jest na ogół utożsamiana z przyjemnością lub czynnością seksualną, niekiedy w lepszym przypadku z uczuciem. Ale przecież wszyscy to czujemy, że tym nie jest, że nie ogranicza się tylko do tych aspektów, które wszakże w miłości także występują.
Czymże jest miłość i jakie ma znaczenie, gdzie znajduje swe źródło? Kiedy człowiek kocha dojrzale i jak dojrzewać do takiej miłości, w której promieniu bledną ludzkie języki, ba, nawet języki aniołów brzmią jak miedź lub cymbał. Na nic człowiekowi się zda dar prorokowania, ani tak potężna wiara, która góry przenosi. Wszelka nauka i wiedza akademicka traci swój sens i istotę bez miłości, a żadne poświęcenie, a nawet śmierć dla kogoś lub czegoś bez miłości, nie da nic człowiekowi.
Miłość jest większa od wszystkiego, ludzie jej pragną, poszukują...
Miłość jest natchnieniem dla pisarzy i poetów,
 inspiruje malarzy,
splata dłonie zakochanych,
tuli dziecko do piersi matki,
przynagla do pomocy potrzebującym,
czuwa przy chorym dłużej, niż nakazuje obowiązek,
nadaje sens życiu,
odmienia człowieka, dodaje sił, uskrzydla,
uszczęśliwia, bez niej nic nie ma znaczenia.
Tak miłość wyraża się w codziennym życiu ludzkim.
A co psychologowie piszą/mówią na temat miłości

Definicja miłości M.S. Pecka
Miłość to wola poszerzania własnego JA w trosce o własny lub cudzy rozwój duchowy
·    Ukierunkowanie miłości na cel, czyli rozwój duchowy;
·    Rozszerzenie granic własnego ja – wyższy poziom funkcjonowania;
·    Miłość samego siebie i miłość bliźniego;
·    Poszerzanie granic własnego ja wymaga pracy nad sobą i wysiłku.

Miłość według E. Fromma
Miłość jest postawą, czyli trwałą dyspozycją angażowania się w innych
1.    Człowiek kieruje się w swojej relacji dobrem drugiej osoby;
2.    Człowiek prawdziwą przyjemność czerpie z dawania, a nie z brania;
3.    Człowiek jest odpowiedzialny za zaspokajanie potrzeb innych ludzi;
4.    Człowiek akceptuje odmienność i indywidualność innych oraz pomaga w tym, by drugi człowiek rozwijał swoją indywidualność
5.    Człowiek pragnie pełnego poznania kochanej osoby.


Miłość jest jedna, ale wyraża się w pełni w trzech wymiarach:

1.Szacunku i uznaniu dla siebie (miłość samego siebie),
2.W trosce o drugiego człowieka (miłość ludzi)
3.W czci i uwielbieniu dla Boga (miłość Boga – bojaźń Boża).

  Pragnienie miłości jest wpisane w ludzkie serce. Człowiek spełnia się w miłości, poszukuje jej i na miłość odpowiada miłością, człowiek dojrzewa w miłości i do miłości.

•Kochać siebie to poznawać samego siebie, realizować własne potrzeby, pragnienia, troszczyć się o samego siebie, rozwijać się i odkrywać swoje życiowe powołanie.

•Kochać drugą osobę, to chcieć ze wszystkich sił jej dobra, i czynić to tak, by ona wzrastała i rozwijała się, stając się z każdym dniem coraz bardziej człowiekiem takim, który kocha siebie, innych ludzi i Boga, takim, który realizuje swoje życiowe powołanie.

•Kochać Boga to starać się być Jego umiłowanym dzieckiem.

Cechy dojrzałej miłości według św. Pawła
Cierpliwość - Miłość cierpliwa jest,
Troska o drugiego człowieka i siebie samego – Łaskawa jest,
Wspaniałomyślność - Miłość nie zazdrości,
Pokora - Nie szuka poklasku, nie unosi się pychą,
Godność, szacunek dla siebie i drugiego człowieka – Nie dopuszcza się bezwstydu,
Oddanie - Nie szuka swego,
Wyrozumiałość - Nie unosi się gniewem,
Przebaczanie - Nie pamięta złego,
Uczciwość - Nie cieszy się z niesprawiedliwości, lecz współweseli się z prawdą.
Ofiarność - Wszystko znosi,
Zaufanie - Wszystkiemu wierzy,
Zaufanie Św. Opatrzności Bożej - We wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma”.

Chcąc wpatrzyć się w Maryję jako świadka miłości należy starać się w skupieniu przemyśleć wydarzenia z Jej życia w perspektywie dziewczyny, kobiety, matki. Maryja to Osoba, która w sposób doskonały rozwinęła w sobie umiejętność tych trzech rodzajów miłości: miłości własnej, miłości do ludzi i miłości Bożej. Maryja wszystkie te rodzaje miłości potrafiła w sobie zintegrować. Nie przyszło to samo z siebie i tak jak to określił Fromm, że miłość jest sztuką i jej należy się uczyć, Maryja w swoim życiu dojrzewała w miłości. Jak to dobrze, że mamy już przetarte szlaki tej nauki. Nie musimy szukać po omacku, na ślepo, mamy wspaniały wzór, choć współcześnie jest wiele ideologii i prądów, które chcą ośmieszyć ten wzór. Mało tego, sam człowiek, mimo, że jego największym pragnieniem jest miłość, chce, by ona „sama” do niego przyszła, tak bez wysiłku i już została. Stąd ażeby mieć świadomość, że miłość to sztuka, której Maryja się też uczyła podam dowody i przykłady na to z życia Maryi. W ten sposób najlepiej odzwierciedlę Jej postawę miłości i przez to Ona sama najlepiej stanie świadkiem, jak dziś możemy tą miłość wskrzesić we własnym sercu, a potem nieść ją innym.
Jak zatem Maryja zachowywała się w sytuacjach swojego życia i o czym nam dziś chce przez to powiedzieć?
 

Zwiastowanie Narodzenia Pana Jezusa.
Proszę sobie wyobrazić tą sytuację. Młoda dziewczyna mająca wspólnie ze swym Oblubieńcem plany dziewictwa, nagle dowiaduje się, że ma zostać matką i to Matką Boga. W krótkim dialogu z aniołem kończy rozmowę Otom ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według słowa twego. Tu spotykamy się z niewyobrażalnie trudną sytuacją dla Maryi. Ona gotowa jest jednak natychmiast zrezygnować ze swoich planów, jeśli Bóg ma inne wobec Niej. Maryja ma swoje priorytety, Ona wie co jest najważniejsze, jako młoda dziewczyna wie, że miłość Boga jest podstawą wszelkiej miłości, dlatego nie ma wątpliwości co ma uczynić i co odpowiedzieć Aniołowi. A czy właśnie Maryja przez tą postawę nie uczy współczesnej kobiety przyjmowania macierzyństwa, nawet tego trudnego, a czy w ten sposób nie uczy współczesnych małżonków, którzy nie mogą mieć swoich własnych dzieci (a jest to u nas w Polsce co 5 małżeństwo) otwarcia na przyjęcie dziecka, które z różnych przyczyn nie może mieszkać ze swoją mamą i tatą.
Można jeszcze iść głębiej w rozważania i zadać sobie pytanie, czy ja jestem gotowa dać taką odpowiedź Bogu w swoim życiu, czy raczej mam pretensje do Boga, że nie układa mi się w nim tak jakbym sobie tego życzyła. Czy w modlitwie raczej nie dążę do tego, by prosić Boga, żeby się stała moja osobista wola w różnych moich życiowych sytuacjach, niż spełniła się wola Boża?
Maryja także po rozmowie z Aniołem i po swoim Fiat nie tłumaczy Józefowi, co się stało, wie, że Pan Bóg znajdzie sposób, żeby mu o tym powiedzieć, jeśli taka będzie Jego wola. Maryja nas uczy, że pełnienie woli Bożej jest naszym priorytetem, jest to ważniejsze od naszych ludzkich planów, projektów i marzeń. Ileż w tym zachowaniu Maryi miłości do człowieka. Będzie Matką Boga, czyli Pan ma jakieś plany względem człowieka i Ona pozwala na to, żeby Bóg posłużył się Jej Osobą.
A więc zastanówmy się, czego Bóg oczekuje od nas, jakie jest nasze powołanie i czy słucham Boga, gdy do mnie mówi. Czy mamy serce na tyle wyciszone, wolne od niepotrzebnych przywiązań do rzeczy materialnych, przywiązań do względów ludzkich?
Aby być świadkiem Miłości trzeba nam przyjąć Boga całym sercem jak Maryja Służebnica, by stać się sługą Jego zbawczych planów. Również od naszej służby zależy wypełnienie się zamysłów Boga dziś. Ale Bóg nie zmusi nas do miłości i do współdziałania z Nim, to ma być nasza wolna, pełna miłości odpowiedź.
Aby być świadkiem Miłości trzeba mieć serce ubogie, proste i wolne od egoistycznej miłości własnej, aby każdy, kto nas spotka, mógł w nas doświadczyć miłości Boga.

Nawiedzenie Św. Elżbiety
Czytamy w Piśmie Św. (Łk.I.39-56) W tym czasie wybrała się Maryja w drogę i udała się spiesznie w okolicę górzystą, do miasta Judy, gdzie pozostała z Elżbietą około trzech miesięcy. Maryja sama nosząca w sobie Syna Bożego, nie tyle troszczy się o siebie, nie tyle rozpamiętuje, co Ją za wyróżnienie spotkało przez fakt Zwiastowania. Nie oczekuje też od nikogo specjalnego traktowania siebie. Nie ma w niej dumy, którą wszakże mogła mieć, przecież Ona wiedziała, że Dziecko poczęło się w Niej z Ducha Św. Jednak nie tyle koncentruje się na sobie lecz idzie pospiesznie przez wysokie góry do swej krewnej Elżbiety, żeby jej służyć w ostatnich dniach przed narodzeniem Jana.
 Jaka jest moja miłość względem innych, potrzebujących? Czy jestem wystarczająco otwarta na pomoc potrzebującym, czy raczej zamykam się w świecie własnych spraw, interesów, problemów? A jeszcze inne pytania, czy zanoszę ludziom Boga, czy dzielę się z innymi radością swojej wiary, czy jestem radosnym dawcą dobra wokół siebie?
Maryja kochając Boga nade wszystko, całkowicie zawierzyła siebie Bogu. Potem razem z Nim, tu i teraz odczytuje potrzeby drugiego człowieka. Angażuje się całym sercem i to nie tylko tam w posłudze św. Elżbiecie. Pomaga ludziom tu i teraz. Znamy przecież różne objawienia Maryi, która troszczy się o narody i każdego indywidualnego człowieka. Kocha swoje dzieci, a otrzymawszy Jezusa nie strzeże Go egoistycznie dla siebie, z radością niesie Go innym.
Tak więc podejmujmy z miłością, z wiarą i ufnością Boże wezwanie. On czyni wielkie rzeczy również w naszym życiu, każdego dnia pragnie być odnajdywany w obliczu wielu współczesnych kobiet, mężczyzn i dzieci, spragnionych tej jedynej prawdziwej i wiernej Miłości. Możemy dać ludziom siebie, możemy poprzez własną wiarę i zaufanie zanieść Boga innym ludziom.

Kiedy słoneczne promienie
Paliły kraj Galilei,
Poszłaś z pośpiechem przez Wzgórza,
By służyć matce Proroka.
Pomóż nam serca otworzyć
Na bliźnich naszych potrzeby;
Uproś nam miłość uczynną,
Wytrwałość w pracy i pokój.

/Ks.  Alojzy  Henel  CM/


Narodzenie Pana Jezusa
Maryja tuż przed rozwiązaniem udaje się z Józefem w drogę (wcale niełatwą, bo jest to kraj górzysty, a wędrowało się wtedy na piechotę, lub na osiołku) z Nazaretu do miasta Dawidowego zwanego Betlejem. Tam szukali gospody i tam też nadszedł czas Jej rozwiązania. I urodziła Syna swego pierworodnego i owinęła Go w pieluszki i złożyła w żłobie, bo nie było dla nich miejsca w gospodzie. Co mogła przeżywać Maryja na krótko przed urodzeniem Syna. Wraz z Józefem opuszcza swój dom, by spełnić rozkaz cesarza Augusta i jak przybyli do Jerozolimy, to szukają gospody. Nigdzie nie ma dla Nich miejsca. Każdy mógł myśleć: po co brać sobie taki kłopot: kobieta brzemienna, widać nie majętna, więc wiele nie zapłaci, a może być z nią problem. Więc potrzebujący i utrudzeni drogą musieli iść dalej, bo nie było dla nich miejsca. Wyszli poza Jerozolimę i doszli aż do Betlejem (9 km drogi). Znaleźli stajnię, gdzie w ubóstwie, chłodzie w towarzystwie zwierząt przyszedł na świat Zbawiciel. Maryja pokornie przyjęła taki plan, choć po ludzku sądząc trudno się zgodzić z takim scenariuszem: ptaki mają gniazda, lisy mają swe nory, a Syn Człowieczy nie ma miejsca, gdzie by głowę skłonił. Ale myśli ludzi nie są myślami Bożymi.
Zmęczenie, odrzucenie przez ludzi i ta uboga stajenka, po ludzku wszystko wydaje się być jakąś pomyłką, niesprawiedliwością, a dla Maryi to czas radości. Porodziła swego Syna i owinęła Go w pieluszki z wielką miłością i pokojem serca. Dzięki temu Jezus stał się jednym z nas i jednocześnie objawił nam tajemnicę wielkiej miłości Boga Ojca. Tu pozostaje jedynie w ciszy skłonić głowę przed Maryją, Józefem, podziękować Im za ich pełne miłości, pokorne i konsekwentne wypełnianie swego powołania, za zmaganie się z trudną sytuacją, a także prosić, by kobiety były odpowiedzialne w przyjmowaniu rodzicielstwa, a także umiały przyjmować każde poczęte dziecko jako Boży dar. Trzeba także rozwagi i odwagi, byśmy nigdy nie odwracali się od kobiety, która nosząc pod sercem dziecko potrzebuje pomocy.
Maryja podarowała Jezusa światu i pozwoliła, aby światło zabłysło w naszych ciemnościach. Nie broniła pasterzom, królom zobaczyć swojego Dziecka. Od początku nie chciała zatrzymać Go dla siebie. Czy to nie jest świadectwo postawy Maryi dla współczesnych kobiet, które uważają, że dzieci są ich własnością? Nie tylko wtedy, gdy są małe, ale i wtedy, gdy dorastają.

Ofiarowanie Pana Jezusa w świątyni
Zgodnie z tradycją żydowską po oczyszczeniu, Maryja udała się z Józefem i Jezusem do Jerozolimy, by pierworodnego poświęcić Panu i złożyć należną ofiarę. Radosne i podniosłe wydarzenie w życiu żydów. Zapewne Maryja i Józef też z radością spełniali ten zwyczaj i wcale nie spodziewali się tego, co ich miało zaraz spotkać. Wchodząc do świątyni dowiadują się od prorokini Anny i starca Symeona, że to Dziecię jest przeznaczone dla powstanie i upadek wielu i będzie znakiem sprzeciwu, a duszę Maryi przeszyje miecz. Symeon powiedział wprawdzie, że może już teraz odejść z tego świata, bo oczy jego widziały Zbawiciela, ale ileż myśli, obaw, niepokoju zostało zaszczepione w sercu Maryi, które miał jeszcze według przepowiedni przeszyć miecz cierpienia. Maryja wiedziała od momentu Zwiastowania, że jest Matką Syna Najwyższego, który będzie miał do zrealizowania swoją misję. Natomiast od Ofiarowania Pana Jezusa już wiedziała także i to, że Ona też będzie miała swoją rolę w tej misji. Czy Maryja nie uczy postawy wiernego trwania w raz podjętej decyzji? Nie mówi przecież Bogu, o Panie Boże tego już za wiele, musiałam zrezygnować z własnych planów na życie, musiałam urodzić Dziecko w stajni, uciekać do Egiptu przed Herodem, a teraz mam jeszcze cierpieć i miecz boleści ma moje serce przebić – czy nie za wiele tego? A może tak jak dziś się niestety często dzieje, w sytuacji trudności, kryzysów, ludzie odchodzą od Boga, od obietnic, odchodzą od swych małżonków, bo trudno, bo trzeba nad związkiem pracować. A Maryja uczy nas konsekwencji i zaufania i milczącej zgody na to, co niesie życie.

Znalezienie Pana Jezusa w świątyni
Maryja i Józef wiedli normalne życie rodzinne zachowując tradycje żydowskie. Co roku udawali się do Jerozolimy na święto Paschy. Dwunastoletni Jezus był także z nimi, ale zamiast wracać do Nazaretu, został w świątyni, by nauczać. Po trzech dniach gorączkowych poszukiwań Maryja z Józefem znaleźli Jezusa w świątyni. I tutaj rozpoczyna się niezwykle ciekawy i trudny dialog Jezusa i Jego Matki. Maryja pyta: Dziecko, czemuś nam to uczynił? Oto Ojciec i ja z bólem serca szukaliśmy ciebie. Jezus odpowiedział ze zdziwieniem, może nawet z wyrzutem Czemu szukaliście mnie, czy nie wiedzieliście, że powinienem być w Domu Ojca mego? Ewangelista Łukasz pisze, że oni nie rozumieli co im tymi słowy miał powiedzieć. Zapewne każda kobieta może sobie wyobrazić, co czuje matka, której 12- letnie dziecko w tłumie zginie, i co przeżywa przez długie trzy dni poszukiwań. Jak więc musiała być niezrozumiała dla Maryi i Józefa odpowiedź Jezusa i jaki miecz boleści przeszył zapewne Jej serce. Ale zamilkła i nie powiedziała już nic, tylko w ciszy rozważała w sercu swoim zachowanie i słowa tego niezwykłego Dziecka, które przecież jest Synem Bożym. Ewangelista pisze, że Jezus wrócił z nimi do Nazaretu i był im poddany. Dziś już rozumiemy bardziej niż wtedy Maryja, co Jezus chciał nam przez to wydarzenie przekazać.
Czy więc wytrwale, tak jak Maryja szukamy w swoim życiu Jezusa dotąd, dopóki Go nie znajdziemy? Czy mamy tego świadomość, że On zawsze czeka na nas w tabernakulum w każdym kościele i pragnie nam wyjaśnić pisma, czyli przekazać najistotniejsze sprawy ludzkiej egzystencji i Swojego Ojca w niebie?
Dobrze byłoby zastanowić się nad tym jak jako rodzice, albo opiekunowie, czy wychowawcy podchodzimy do życia swoich dzieci, podopiecznych czy wychowanków. Czy narzucamy im swoją wolę, czy pozwalamy na to, by w odpowiednim czasie mogły same wybrać swoją drogę życia i realizować własne powołanie, nawet takie, które z różnych przyczyn nie akceptujemy? Czy pomagamy młodym ludziom odkrywać sens ich życia, czy przekazujemy im prawdziwe wartości i uczymy właściwych norm postępowania?
Współcześni rodzice w imię fałszywej miłości wychowują dzieci w sposób nadopiekuńczy, wyręczając ich ze wszystkiego, żeby się nie zmęczyło. Natomiast z drugiej strony mają pomysł na przyszłość swoich dzieci, wyznaczają im kierunek studiów i decydują za nie o wszystkim. Maryja uczy nas bodaj najważniejszej prawdy o prawdziwej miłości matki do dziecka: że każdemu dziecku Pan Bóg wyznaczył zadanie do zrealizowania i to zadanie ono ma odczytać przy pomocy oczywiście rodziców, ale rodzic nie może „stać na drodze” powołania swego dziecka i wyboru własnej drogi życiowej, nawet, gdyby to była droga krzyżowa.
Być świadkiem Miłości, to każdego dnia szukać i odnajdywać Jezusa pamiętając o tym, że On pierwszy nas szuka i odnajduje.
Być świadkiem Miłości, to towarzyszyć innym w odnajdywaniu Chrystusa na drogach zagubionego człowieczeństwa.
Być świadkiem Miłości - to troszczyć się o sprawy Ojca, przez nieustanne poznawanie i wypełnianie Jego Woli.

Wesele w Kanie Galilejskiej
Cóż dzieje się na tym najsławniejszym weselu i jak zachowuje się Matka Jezusa? Na weselu Maryja jest obecna w sposób bardzo czujny. Nie robi nic nadzwyczajnego, ale dyskretnie czuwa nad potrzebami innych. Czuwa, tzn. odpowiada na potrzeby - kocha. Kiedy zabrakło wina natychmiast odkrywa tę kłopotliwą sytuację i mówi do Jezusa: Nie mają wina. Wino na weselu nie jest pierwszą potrzebą, ale wino w Biblii jest symbolem radości, która to radość z kolei jest właśnie ważna na weselu. O czym świadczy taka postawa Maryi i co ta postawa znaczy dla nas kobiet XXI wieku? Maryja wrażliwa jest na potrzeby człowieka i dlatego tak jak wtedy w Kanie, również i obecnie, ukazuje swojemu Synowi to wszystko, co choćby w najmniejszym stopniu człowieka zasmuca, przygnębia, co odbiera mu radość życia. Maryja nie zabezpiecza sama ludzkich potrzeb, nie zaradza ludzkiej biedzie, ale przedstawia je Jezusowi. Ona prowadzi zawsze do Jezusa, który z kolei może wyjść naprzeciw naszym potrzebom. Matka Jezusa, tak jak czuwała w sposób dyskretny w życiu Jezusa i swojego otoczenia, tak samo jest obecna w sposób dyskretny w naszym życiu. W tym objawia się jej miłość do nas. Matka Jezusa jest zawsze z nami, jeśli Ją o to poprosimy, a na pewno jest we wszystkich najważniejszych momentach naszego życia i wszystko zaniesie do swojego Syna.
Na słowa Maryi, że nie mają wina ponownie Jezus odpowiada trudnymi słowami: Czyż to Twoja lub moja sprawa Niewiasto? Czyż jeszcze nie nadeszła godzina moja? Jednak Maryja pokłada nadzieję w swoim Synu wbrew Jego pozornej odmowie. Tak więc Maryja uczy nas cierpliwości w modlitwach, zanoszonych prośbach i prawdziwej miłości do Jezusa. Maryja jest świadkiem, że Jezusowi należy zaufać, bo nas kocha i dla Niego ważne są nasze prozaiczne życiowe potrzeby, takie jak choćby to: brak wina na weselu.

Towarzyszenie Jezusowi w misji i na drodze krzyżowej
Jezus opuszcza Nazaret i rozpoczyna swą działalność. Przemierza miasta i wsie i głosi nauki. Maryja na pewno słyszała o Jego zatargach z Żydami, na pewno znała Jego trudną codzienność, o której mówił lisy mają swe nory, ptaki gniazda, a Syn Człowieczy nie ma miejsca gdzie by głowę skłonił. Jednak kocha Boga tak, że dobrze wie, iż sprawy Ojca w niebie są najważniejsze i temu podlega wszelki lęk i obawy o własne Dziecko. Ona wykonuje swoje czynności życiowe kochając Boga i dając pierwszeństwo woli Bożej. Ona „pozwala” swojemu Synowi iść swoją drogą i na pewno modli się za Niego.
I jeszcze ostatnia droga Maryi ze swoim Synem – droga krzyżowa. Proszę zobaczyć jak zachowuje się cierpiąca, lecz prawdziwie kochająca matka. Towarzyszy swojemu Synowi do końca. Wie, że Syn idzie na straszliwą śmierć, ale nie lamentuje, nie załatwia ułaskawienia dla Syna, nie obrzuca nienawistnym spojrzeniem oprawców i nie chowa w sercu urazy. Ona JEST przy swoim Synu, Ona jest w tym miejscu, w której On Jej najbardziej potrzebuje. Ona też pokazuje nam jak przebaczać i że trzeba przebaczać. A potem już z krzyża otrzymała ostatnie polecenie, które wypowiedział Pan Jezus do swego umiłowanego ucznia Jana: Oto Matka Twoja.
 

Usłyszmy ten głos Jezusa, tu w tym szczególnym miejscu. Tu jest Matka nasza i tu chodźmy posłuchać, co ma nam do powiedzenia i jak realizować miłość w naszym życiu, pamiętając, że to miłość jest najważniejsza i to właśnie z miłości będziemy sądzeni.

    Serce  Maryi    
Matko pięknej miłości,
cała oddana Bogu,
naucz nas
miłowania nade wszystko Boga,
do którego należymy,
i podobnie miłowania ludzi,
którzy należą do nas.

Naucz nas wytrwać
w rozczarowaniach,
w codzienności,
w cierpieniu,
w oczekiwaniu na światło Ducha Świętego,
który rozjaśni nasze miłowanie.

Naucz nas oddać serce Temu,
który tworzy serca ludzi
na wielkość swojej miłości.

Matko miłości pięknej,
niech się stanie serce nasze
według serca Twego.
                                                              

/Ks.  Alojzy  Henel  CM/




AKT ODDANIA SIĘ MATCE BOŻEJ
Jasna Góra 16.X.2010


Matko Boża, Niepokalana Maryjo, Czarna Madonno i Królowo Polski!
Tobie poświęcamy same siebie, wszystkie modlitwy i prace,  radości i cierpienia, wszystko czym jesteśmy i co posiadamy.
Ochotnym sercem oddajemy i powierzamy się Bogu Ojcu, Twojemu Synowi, Duchowi Świętemu i Tobie Królowa nasza.
Pozostawiamy Ci zupełną swobodę posługiwania się nami dla zbawienia ludzi
i ku pomocy Kościołowi świętemu, którego jesteś Matką
Prosimy Cię Matko!
Otocz płaszczem swej opieki nas i nasze rodziny, ale także każdą kobietę i wszystkie polskie rodziny. Wspomagaj nas i broń przed nieprzyjaciółmi Kościoła świętego, zgubnymi ideologiami i fanatyzmem.
Pomnażaj w nas wiarę, nadzieję i miłość.
Pokornie Cię Matko prosimy wybłagaj nam u Twego Syna potrzebne nam łaski i pomóż nam na co dzień odczytywać swoje powołanie oraz szerzyć wokół nas dobro i miłość.
Zawierzamy Ci także Matko Polski Związek Kobiet Katolickich, który w tym roku obchodzi swoje XX-lecie. Zawierzamy wszystkie jego oddziały, inicjatywy, akcje, działania, które staramy się, aby były zgodne z katolicką nauką społeczną i dobrze służyły Bogu i ludziom.
Zawierzamy Ci Matko siebie i każdą członkinię Polskiego Związku Kobiet Katolickich, wszystkie nasze sprawy i działania, które podejmujemy aktualnie, a także te, które podejmiemy w przyszłości. Oddajemy Ci nasze cierpienia, trudności, choroby, smutki, ale także nasze radości i sukcesy.
Powierzamy się Tobie Matko i Królowo nasza.
Prowadź nas i bądź z nami w każdej chwili naszego życia.
 Amen.







Pielgrzymka do Kalisza - 27 marca 2010

Program pielgrzymki

"DZIĘKUJMY BOGU ZA KAPŁANÓW"

10.30   POWITANIE PRZYBYŁYCH PIELGRZYMÓW - ks. Kan. Adam Modliński- Duszpasterz Kobiet Diecezji Kaliskiej.

10.40   SPEKTAKL SŁOWNO-MUZYCZNY przygotowany przez młodzież

11.00   KONFERENCJA FORMACYJNA pt.: WDZIĘCZNE BOGU ZA JEGO KAPŁANÓW 

            Maria Wilczek - Honorowy prezes PZKK

12.00   MSZA ŚWIETA w Bazylice, którą wraz z duszpasterzami odprawi i homilię wygłosi 

            J.E. Ks. Bp TEOFIL WILSKI – biskup pomocniczy Diecezji Kaliskiej.

            Akt Zawierzenia Kobiet św. Józefowi – Maria Jankowska – prezes PZKK. 

13.00   Przerwa na posiłek 

14.15   NABOŻEŃSTWO RÓŻAŃCOWE  

            Zakończenie pielgrzymki

15.00  Spotkanie członkiń Polskiego Związku Kobiet Katolickich

Pielgrzymka do Częstochowy - 17 października 2009

Program pielgrzymki

"DZIĘKUJMY ZA KAPŁANÓW I POWIERZAJMY ICH MARYI"

 11.00   POWITANIE PRZYBYŁYCH PIELGRZYMÓW

            MSZA ŚWIĘTA w Bazylice, którą wraz z duszpasterzami odprawi i homilię wygłosi 
J.E.Ks. Bp Jan Wątroba – Delegat Konferencji Episkopatu Polski ds. Duszpasterstwa Kobiet

12.00  ANIOŁ PAŃSKI

           KONFERENCJA FORMACYJNA  pt.  „Wdzięczni Bogu za jego kapłanów”, którą wygłosi  p. Maria Wilczek – założycielka i Honorowy Prezes Polskiego Związku Kobiet Katolickich

13.20   Modlitwa przed Cudownym Obrazem Matki Boskiej Częstochowskiej         

            Akt Zawierzenia Maryi Polskiego Związku Kobiet Katolickich 

14.00   Przerwa obiadowa 

15.00   DROGA KRZYŻOWA na wałach, którą poprowadzi ks. prałat Tomasz Król  -                duszpasterz Polskiego Związku Kobiet Katolickich 

15.45   Zakończenie pielgrzymki


 

Pielgrzymka do Rajgrodu - 18 lipica 2009

Program pielgrzymki

"Z MARYJĄ NA DRODZE POWOŁANIA"                               

10.00   Przywitanie pielgrzymów przez Kustosza Sanktuarium.

10.10   Różaniec – tajemnice światła.

11.00   Msza Św.

12.30   Konferencja wygłoszona przez Prezesa PZKK – p.dr Marię Jankowską  
             na temat: "Maryja wzorem i nadzieją współczesnej kobiety."

13.00   Agapa.

14.00   Akt zawierzenia Matce Bożej.

14.15   Droga Krzyżowa.

15.00   Koronka do Bożego Miłosierdzia.

15.30   Zakończenie pielgrzymki.




Pielgrzymka do Kalisza - 28 marca 2009

Program pielgrzymki

"OTOCZMY TROSKĄ ŻYCIE"

10.30      POWITANIE PRZYBYŁYCH PIELGRZYMÓW - ks. Kan.
               Adam Modliński- Duszpasterz Kobiet Diecezji Kaliskiej.

10. 45     SPEKTAKL SŁOWNO-MUZYCZNY przygotowany przez młodzież 
               pt. "Otoczmy troską życie"

11.20      KONFERENCJA FORMACYJNA pt. " Rodzina – nadzieją współczesnego człowieka"
               dr Maria Jankowska – prezes PZKK

12.00.     MSZA ŚWIETA w Bazylice, którą wraz z duszpasterzami odprawi i homilię wygłosi                      J.E. Ks. Bp TEOFIL WILSKI– biskup pomocniczy DIECEZJI KALISKIEJ.
               Akt Zawierzenia Kobiet św. Józefowi.

13.00      Przerwa na posiłek

14.15      NABOŻEŃSTWO RÓŻAŃCOWE 
               Zakończenie pielgrzymki

15.00     Spotkanie wszystkich członkiń Polskiego Związku Kobiet Katolickich



Wystąpienia:

M. Jankowska
"Rodzina nadzieją współczesnego człowieka"

Doniosłość rodziny dla społeczeństwa i jednostki dotyczy dwóch podstawowych faktów:

1.    rodzina przysparza społeczeństwu nowych członków,

2.    w rodzinie dokonuje się proces przekazu młodemu pokoleniu podstawowych wartości kulturowych i wprowadzania go w życie społeczne, czyli tzw. proces socjalizacji.

Proces socjalizacji dokonuje się w czterech sferach:

1.    Biologiczno-popędowej. W sferze tej rodzina wyznacza kształt osobowości dziecka poprzez sprawowanie nad nim opieki i stwarzanie mu  takich warunków materialnych, żeby ono mogło rozwijać się aż do momentu, dopóki nie osiągnie samodzielności.

2.    Psychiczno-uczuciowej. W sferze tej rodzina oddziałuje na psychikę dziecka poprzez umacnianie więzi emocjonalno-uczuciowych ze wszystkimi członkami rodziny. W rodzinie dziecko znajduje pierwsze możliwości uzewnętrzniania swych potrzeb uczuciowych, takich jak: zwierzanie się, okazywanie zaufania, szukanie rady i pomocy, wyrażanie swych obaw i niepokojów. Rodzice są pierwszymi ich adresatami, a stopień rozwoju tego rodzaju uczuć wyznacza późniejsze przystosowanie dorosłego już człowieka do uznanych społecznie norm i wzorów zachowań.

3.    Społeczno-kulturowej. W sferze tej rodzina jako najmniejsza komórka społeczna przekazuje młodemu pokoleniu obowiązujące normy i zasady postępowania. Rodzina jest środowiskiem decydującym o tym, w jakiej formie dokona się późniejsze wejście człowieka w społeczeństwo,  z jakich dóbr kulturowych będzie korzystał, jakie rozwijał i propagował potem we własnej rodzinie i środowisku.

4.    Świadomościowo-moralnej. W sferze tej oddziaływania socjalizacyjne rodziny polegają na ukierunkowaniu moralnym wyrażającym się w znajomości i internalizacji norm, reguł i zasad moralnych. Rodzice w okresie dzieciństwa uosabiają dla dzieci jedynie słuszne wzory postępowania, najwyższe wartości i pod ich kątem kształtują się pojęcia etyczne młodego pokolenia stanowiąc zręby tzw. kręgosłupa moralnego. W zależności od tego, w jakim stopniu rodzina pomoże dziecku ukształtować ten kręgosłup, to może on już w okresie dorastania stać się buforem różnych przeciwności i dewiacji społecznych, z którymi młody człowiek się spotka w przyszłości. Dziecko, które wyniosło z rodziny chrześcijańskie wartości moralne nie szybko z nich zrezygnuje, nawet wtedy, gdy poza domem ktoś będzie propagował zupełnie inne normy i zasady. Jeżeli kręgosłup będzie już na tyle mocny i skostniały, to dziecko nie będzie się z nim giąć jak „chorągiewka na wietrze”, tylko zanim sięgnie po narkotyki, alkohol, czy prezerwatywę, zastanowi się i będzie miało odwagę odmówić.

To, jak dokona się proces socjalizacji w rodzinie jest uzależnione od więzi panującej między matką i ojcem. Im mocniejsza więź między rodzicami oraz im bardziej są ludźmi dojrzałymi, tym właściwiej i pełniej będzie zachodził proces socjalizacji u ich dzieci.

Mechanizm oddziaływań socjalizacyjnych rodziny uwarunkowany jest dwoma procesami:

1.    Proces naśladownictwa. Dziecko poprzez naśladowanie swoich rodziców przyjmuje wzorce zachowania i postępowania. Dziecko naśladuje sposób mówienia swoich rodziców, czego oni sami sobie nie uświadamiają i stąd często słyszę jak zachwycają się swoimi dwu- i trzyletnimi pociechami: proszę zobaczyć, jakie moje dziecko jest mądre, jak ono pięknym językiem mówi. Myślę sobie wtedy, że skoro dziecko mówi pięknym językiem, to taki właśnie słyszy w domu i gratuluję rodzicom, ponieważ dziecko po prostu naśladuje ich. Naśladownictwo jest to pierwszy proces identyfikacji z rodziną, na bazie, którego w późniejszym czasie kształtuje się następny-

2.    Proces interioryzacji. Polega na uwewnętrznieniu zasad moralnych, sposobów zachowań zdobytych w domu i uznaniu ich za własne. Te wartości, czy sposoby postępowania, które dotąd dziecko naśladowało, stają się jego własnymi normami, zasadami, regułami, którymi pragnie się w życiu kierować.

Aby proces socjalizacji mógł się dokonać w sposób pełny, potrzebna jest ze strony rodziców świadomość celów wychowania rodzinnego i zadań rodziny w dziedzinie wychowania. Nie ma gotowych recept na to, w jaki sposób wychowywać dziecko, w jaki sposób przekazywać mu najwyższe i najważniejsze wartości, którymi powinno się w życiu posługiwać. Każde z dzieci stanowi indywiduum i do każdego dziecka należy wypracować odmienną strategię postępowania. Jednak u podstaw procesu wychowania mieści się zasada, według której rodzice wychowują dzieci poprzez własny przykład. Jak wspomniano, dziecko w początkowej fazie naśladuje rodziców; więc, jeśli czynią dobrze – dzieci też tak czynić będą, jeśli złe – również znajdą swoje odzwierciedlenie w ich działaniu. Druga zasada prawidłowego wychowania mająca ogromne znaczenie na każdym poziomie wiekowym dziecka, to wymaganie od nich. Należy od dziecka zawsze wymagać stosownie do jego wieku i być w tym konsekwentnym. Papież przemawiając do młodzieży mówił: „Musicie od siebie wymagać, nawet jeśliby od was nikt niczego nie wymagał”. Mówił to w 1991 r., kiedy to społeczeństwo polskie było zachłyśnięte odzyskaną  niedawno wolnością i chętnie naśladowało wzory płynące z zachodu, a między innymi trend tzw. bezstresowego wychowania. Papież wiedział do czego prowadzi ten trend i chciał swoich rodaków przed nim przestrzec.

Podstawowym zadaniem rodziny jest spełnianie potrzeb jej członków. Ludzie mają różne potrzeby i psychologowie w swych pracach badawczych nie wypracowali dotąd żadnej obowiązującej teorii potrzeb. Na uwagę zasługuje jednak hierarchia potrzeb utworzona przez Abrahama Maslowa. Uważał on, że potrzeby układają się w pewną strukturę hierarchiczną, w której przynajmniej częściowe zaspokojenie potrzeby niższego rzędu warunkuje wystąpienie potrzeby wyższej.

 Wyróżnione przez niego grupy potrzeb to:

1.    potrzeby fizjologiczne

2.    potrzeby bezpieczeństwa

3.    potrzeby miłości i przynależności

4.    potrzeby szacunku i uznania

5.    potrzeby poznawcze

6.    potrzeby estetyczne

7.    potrzeby samorealizacji

Potrzeby fizjologiczne warunkują wszystkie pozostałe potrzeby w tym sensie, że np. dziecko zagłodzone umrze, lub jeśli przebywa w zbyt niskiej temperaturze  - zamarznie. Zaspokojenie ich przynajmniej w minimalnym stopniu warunkuje przeżycie dziecka  i pojawienie się następnej grupy potrzeb – bezpieczeństwa. Potrzeby te stają się dominujące w sytuacji zagrożenia: napaści, utraty pracy i zarobków, wydarzeń niespodziewanych, a odczuwanych jako groźne. Człowiek krańcowo głodny naraża się na niebezpieczeństwo, by zdobyć pożywienie.

 Zaspokojenie tych potrzeb warunkuje powstanie potrzeb wyższych w hierarchii; potrzeby miłości i przynależności. Dziecko przynależąc do swojej rodziny: do mamy, do taty, którzy się nim opiekują, rozwija w sobie poczucie przywiązania do nich. Na podstawie owego przywiązania kształtuje się potrzeba miłości. Niemowlę  potrafi objąć swoją uwagą dwie lub trzy osoby i to pod warunkiem częstego z nimi kontaktu. Wówczas to zdolne jest przywiązać się do nich i wytworzyć potrzebę miłości. Dziecko, by mogło rozwinąć w sobie potrzebę miłości i ją zaspokoić, musi mieć osobowy kontakt z tymi, którzy się nim zajmują. Zaspokojenie tej grupy potrzeb warunkuje prawidłowe funkcjonowanie osobowości. Niemożność ich zrealizowania prowadzi do zaburzeń zachowania, nerwic, przestępstw, depresji, albo ukształtowania się nieprawidłowej i niedojrzałej osobowości. Z tego właśnie względu odchodzi się od instytucjonalnych domów dziecka na konto rodzinnych domów dziecka. Okazało się bowiem, że większość wychowanków instytucjonalnych domów dziecka nie potrafi założyć szczęśliwych związków małżeńskich i rodzin, ponieważ we wczesnym dzieciństwie zbyt duża liczba osób zajmowała się nimi i oni nie byli w stanie przywiązać się do żadnej z osób na tyle, by zaspokoić swoją potrzebę miłości i przynależności. Stąd potem już jako osoby dorosłe usilnie szukają osób, do których mogłyby przynależeć i które mogłyby je pokochać,  nic w zamian nie żądając. Pojmują one miłość bardzo infantylnie i układają swe stosunki z innymi ludźmi na zasadzie brania od nich miłości, bez konieczności ofiarowania jej drugiej osobie. Tak rozumiana miłość nie ma szansy na dłuższe przetrwanie i stąd usilna pogoń za jej spełnieniem.

Czwartą grupę potrzeb stanowią potrzeby uznania i szacunku. Potrzeba ta tworzy się  już u dzieci siedmioletnich. Każdy człowiek pragnie, żeby go ceniono i szanowano. Brak tej potrzeby prowadzi do niewiary w swoje możliwości, obniżenia swojej wartości. Jest to potrzeba występująca u dorosłych ludzi. To w rodzinie potrzebujemy nawzajem czuć się dowartościowywani. To mąż poprzez chwalenie żony powoduje, ze ona „kwitnie” i wtedy z większą miłością, energią wykonuje swoje obowiązki rodzinne, ale przede wszystkim tworzy się więź między wszystkimi członkami rodziny

Wymienione grupy potrzeb (fizjologiczne, bezpieczeństwa, przynależności i miłości oraz szacunku i uznania) należą do tzw. potrzeb niższego rzędu, trzy następne piętra stanowią potrzeby wyższe: meta-potrzeby.

 Pierwszą w hierarchii potrzeb wyższego rzędu stanowią potrzeby poznawcze. Są one związane z poznawaniem świata,  zgłębianiem tajemnic przyrody,  zdobywaniem wiedzy, interesowaniem się różnorodnymi zagadnieniami naukowymi i praktycznymi. Przejawem potrzeby poznawczej jest posiadanie dobrej orientacji w otoczeniu, rozumienie siebie samego i świata. Zaspokojenie tej potrzeby wymaga spełnienia określonych warunków, związanych z dostępem i możliwością zdobywania wiedzy i kształcenia się.

Następną grupą potrzeb w hierarchii Maslowa, są potrzeby estetyczne, które tworzą się u człowieka w okresie dorastania. Wiążą się one z przeżyciem zachwytu nad pięknem świata, krajobrazu, pięknym dziełem sztuki: np. rzeźbą, malarstwem, zachwytem nad dobrym filmem, sztuką, książką, czy też pięknem drugiego człowieka. Potrzeba ta wyraża się również w pragnieniu przebywania w środowisku urządzonym w sposób uporządkowany, harmonijny oraz skomponowanym kolorystycznie według własnego poczucia estetycznego.

Potrzeby najwyższe w hierarchii: samorealizacji, są pędem do rozwoju, do samodzielnej aktywności, dążeniem do stawania się coraz lepszym i sprawniejszym, do ponoszenia pełnej odpowiedzialności za dokonane wybory, do wychodzenia z egoistycznej koncentracji na sobie, na rzecz drugiego człowieka, czy idei, którym należy się poświęcić.

Hierarchia potrzeb nie polega na tym, że są one kolejno zaspokajane, ale że wystąpienie potrzeby wyższej wymaga takiego zaspokojenia niższej, żeby przestała ona decydować o całym zachowaniu człowieka. Z chwilą, gdy potrzeby wyższe raz się ujawnią, mogą przez świadomy wybór zdominować potrzeby niższe. Człowiek wprawdzie sam kieruje swoim rozwojem, ale otoczenie może mu w tym pomóc lub w znacznym stopniu przeszkodzić.

W dawnej, wielkiej rodzinie powiązanej uczuciowo – zwykle były zaspokajane wszystkie potrzeby: jedzenia, bezpieczeństwa, szacunku, miłości i przynależności. Z czasem, w miarę rozwoju rozmaitych instytucji społecznych, zaspokajanie części potrzeb, zostało przejęte przez te instytucje. Rzeczywiście, jeśli instytucje sprawnie działają, mogą zaspokoić potrzeby fizjologiczne i częściowo bezpieczeństwa. Jednakże na tle działalności licznych instytucji zaspokajających różne potrzeby społeczeństwa, okazało się tym wyraźniej, że nie wszystkie potrzeby dadzą się instytucjonalnie zaspokoić. Chodzi tu o potrzeby miłości, przynależności, szacunku, uznania, samorealizacji. Dla zaspokojenia tego rodzaju potrzeb konieczne są więzy bezpośrednie, indywidualne, osobowe, jakich nie w sposób dostarczyć instytucjonalnie. Instytucja może zapewnić pożywienie, zaopatrzenie emerytalne na starość, czy pielęgnację fizyczną dzieci, ale nie może dać miłości, która jest relacją międzyosobową.

Dziecko pozbawione bezpośrednich więzów osobowych, czyli po prostu wzrastania w atmosferze miłości rodzinnej, ma później trudności w nawiązywaniu przyjacielskich kontaktów, założenia szczęśliwej rodziny. Nie umie się przywiązać, wciąż oczekuje czegoś dla siebie, nic w zamian nie dając.

Są więc potrzeby, na które odpowiedzieć może tylko rodzina. W rodzinie człowiek znajduje bezpośrednią tylko dla siebie przeznaczoną akceptację i miłość. Jest to konieczne dla prawidłowego rozwoju dziecka, ale również ważne dla zdrowia psychicznego człowieka dorosłego, któremu także potrzebne jest miejsce, gdzie nie czuje się stale sprawdzany i oceniany, gdzie ma osoby, które go potrzebują i sam czuje się niezbędny. To wszystko znajduje człowiek  tylko w rodzinie, ponieważ w niej może zaspokoić swoje potrzeby, których spełnienie warunkuje z kolei rozwój psychiczno-duchowy jednostki, kształtując osobę coraz bardziej dojrzałą.

 W prawidłowo funkcjonującej rodzinie jednostka ma szanse w swoim rozwoju zmierzać do ideału człowieczeństwa i stać się dojrzałą i odpowiedzialną osobą, autentycznie realizującą się w życiu.

Jednym z najważniejszych zadań rodziny jest kształtowanie obrazu siebie u dziecka, ale też u każdej osoby w rodzinie. Znajomość swoich zalet, wad, możliwości, zdolności warunkuje nie tylko dobre samopoczucie psychiczne, ale przede wszystkim wyznacza  kierunek działania człowieka. W oparciu o niego jednostka formułuje swój system wartości, cele działania, kontakty interpersonalne. Obraz samego siebie człowiek buduje sobie w domu rodzinnym. To przede wszystkim od postawy rodziców i pozostałych członków rodziny zależy, czy dziecko będzie miało właściwy obraz siebie, czy też może  zawyżony, albo też z licznymi kompleksami, nie mającymi nic wspólnego z obiektywną rzeczywistością. 

W budowaniu właściwego obrazu siebie chodzi o to, by widzieć siebie tak, jak widzi mnie Bóg – nie lepiej i nie gorzej. Zdrowy obraz samego siebie nie zawiera ani pychy, ani fałszywej pokory.

 Każdy człowiek:

-    został powołany do życia przez Boga,

-    Bóg każdemu dał talenty i dary,

-    za każdego także poniósł śmierć na krzyżu.

Zatem budowanie u dziecka właściwego obrazu siebie obejmuje te trzy elementy. Można je porównać do stołu o trzech nogach. Gdyby usunąć lub skrócić jedną z nich, w najlepszym razie stół nie stałby prosto, a z pewnością mógłby się przewrócić. W oparciu o wymienione zasady, w kształtowaniu adekwatnego obrazu swojego dziecka należy umacniać jego „stół” poprzez tworzenie mocnych i równych nóg.

Pierwsza noga to poczucie przynależności, czyli poczucie bycia kochanym.  

·    Miłość taka musi być bezwarunkowa, tzn. nie kocha się dziecka za coś,  za dobre stopnie, grzeczność, kocha się je takim, jakie jest.

·    Miłość powinna być ujawniana przez często stosowane pochwały. Rodzice w procesie wychowania częściej stosują kary niż nagrody, tymczasem to właśnie nagrody mają lepsze efekty w kształtowaniu właściwych zachowań dziecka, a także tylko dziecko chwalone jest w stanie zbudować adekwatny obraz samego siebie.

·    Prawdziwa miłość wymaga poświęcenia czasu dziecku. Nawet nie chodzi tu o ilość czasu jemu poświęconego, ale o jego jakość.

·    Konieczność okazywania dzieciom uczuć i pozwolenia, by dziecko okazywało uczucia.

Druga noga to poczucie własnej wartości. 

Warunkiem poczucia własnej wartości dziecka jest spostrzeganie go jako wartościowej jednostki.

Trzecia noga to poczucie własnych możliwości.

Gdy dziecko rośnie i wchodzi w życie, powinno wiedzieć, że może sprostać nowym zadaniom i wyzwaniom. Powinno patrzeć z optymizmem na swe zadania, które ma wykonać i w których może wykorzystać swoje możliwości. Dzieciom, którym brakuje wiary we własne siły i możliwości, boją się swojej przyszłości, z lękiem podchodzą do wszelkich napotkanych problemów.

    Chcąc wzmocnić w dziecku, ale także w osobie dorosłej poczucie wiary we własne możliwości należy zwrócić uwagę na następujące problemy:

-    Należy pomóc znaleźć przynajmniej jedną dziedzinę, w której może być dobre i ją rozwijać. Wytwarza się w człowieku wówczas poczucie, że może coś w życiu osiągnąć.

-    Pomóc dziecku – osobie dorosłej w dążeniu do postawionych sobie celów.

-    Kształtowanie postaw prospołecznych i dążenia do wielkich rzeczy, zwłaszcza związanych z pomaganiem innym ludziom.

-    Pomoc w realizowaniu marzeń.

Rodzina jest pierwszą grupą, której człowiek staje się członkiem zaraz po urodzeniu się, stąd ma ona szczególny wpływ na kształtowanie się jego osobowości. W efekcie procesu wychowawczego jednostka zostaje przysposobiona do pełnienia ról społecznych, związanych z płcią, stanem życiowym, ról zawodowych, ról związanych z członkostwem w określonych grupach i instytucjach, ról związanych z przynależnością do kręgów towarzyskich, koleżeńskich i przyjacielskich.  Wszystko to dokonuje się w rodzinie i dzięki rodzinie

Zmiany we współczesnej rodzinie

Rodzina należąca do najmniejszych struktur społecznych czyli do mikrostruktury, w dużym stopniu znajduje się pod wpływem zmian zachodzących w strukturach społecznie największych czyli makrostrukturach. Jednak rodzina dzięki wewnętrznym relacjom między jej członkami posiada znaczne zasoby autonomiczności w stosunku do działania i transformacji dokonujących się nawet w  największych strukturach społecznych. Zatem rodzina jest zarówno podmiotem jak i przedmiotem dokonujących się w świecie zmian społeczno-kulturowych. Jako przedmiot zmian, z jednej strony adoptuje się  do zmieniających się makrostruktur, a z drugiej strony jako podmiot potrafi zachować swoją autonomiczność i tożsamość wobec transformacji społeczno-kulturowych, a nawet oddziaływać na otoczenie oraz inicjować i ukierunkowywać zmiany zachodzące w makrostrukturach (Majkowski, 1997 s.70).

    Zmiany w życiu społecznym określane pojęciem modernizacji wskazują na proces, który obejmuje nowe wydarzenia o charakterze strukturalnym, kulturowym i psychologicznym (Kwak 2005, s. 21). Mają one niewątpliwie wpływ na funkcjonowanie całego systemu rodzinnego powodując konieczność reorganizacji dotychczasowych sposobów funkcjonowania. Zmiany strukturalne są związane z obecnymi warunkami życia i dotyczą przede wszystkim wzrostu dobrobytu ludności, dokonującej się specjalizacji zawodowej, aktywnego i coraz powszechniejszego uczestnictwa kobiet w pracy zawodowej oraz rozwoju wiedzy i technologii kontrolowanej przez człowieka. Natomiast kulturowa i psychologiczna modernizacja wskazuje na zmiany w sposobie myślenia, odczuwania oraz przeżywania przez człowieka własnego życia, dając podstawy do rozwoju procesu indywidualizacji i modnego aktualnie kierunku posmodernizmu.

    Indywidualizacja jest długofalowym nieplanowanym procesem związanym ze wzrostem samoświadomości jednostki dające jej poczucie niezależności i odrębności osobistej. Skrajny indywidualizm odrzuca tradycyjne normy i wartości oraz kreuje postępowanie  odbiegające od ogólnie przyjętych wzorów i norm społecznych, co zawsze jest niekorzystne dla samej jednostki, rodziny i społeczeństwa. Natomiast indywidualizm w umiarkowanej formie tworzy nowe normy i wartości polegające na samoświadomości własnej wartości, możliwości, autonomii i aktywności, które wyznaczają specyficzne sposoby funkcjonowania, w której jednostka potrafi zachować równowagę pomiędzy jej osobistymi aspiracjami a dobrem społecznym rodziny i innych ludzi. Procesy modernizacji mają prowadzić do tego, żeby ludzie nauczyli się tak układać swoje wzajemne stosunki w rodzinie i poza nią, by zachowując własną autonomię, indywidualizm i samorealizację kierowali się dobrem wspólnym oraz przyczyniali się do indywidualnego rozwoju i i innych ludzi. Ważne jest, by jednostka potrafiła czerpać z bogactwa sieci społecznych jako terenu twórczej ekspansji wzajemnie się warunkujących i rozwijających.

     Proces modernizacji dotyka rodzinę zarówno w wymiarze jej struktury i relacji między  członkami. Wiąże się on z rodziną nuklearną, w której postulowany indywidualizm, samorealizacja i autonomia wpływają na coraz częstsze przemieszczania się rodziny, mniejszą liczebność rodziny, poprawę warunków życia, dążenie do zachowania równości między  kobietą i mężczyzną, a także zwiększoną liczbą interakcji z osobami spoza kręgu rodzinnego.

Proces indywidualizacji w odniesieniu do rodziny posiada dwa podstawowe wymiary: zewnętrzny i wewnętrzny (Kwak, 2005, s.24-25). W zewnętrznym wymiarze prowadzi do izolacji rodziny od szerszych społeczności, w tym także osób ze sobą spokrewnionych (np. ciotek, kuzynostwa), a w wymiarze wewnętrznym wiąże się a autonomizacją członków rodziny.   

W wyniku industrializacji nastąpiło stopniowe oddzielenie miejsca pracy od rodziny. Doprowadziło to do podjęcia pracy naprzód przez męża i ojca, a następnie przez kobietę – żonę i matkę. W uwagi na wydłużający się proces kształcenia rozszerzyło się uczestnictwo dzieci w środowisku pozarodzinnym, które zaczęło w sposób decydujący wpływać na ich społeczne funkcjonowanie. Poza tym rodzina stała się bazą przygotowującą młode pokolenie do samodzielnego życia poprzez pomoc w zdobyciu wykształcenia, a także wspieranie rozwoju indywidualnego jednostki. Zadania i funkcje rodziców poprzez to stały się jeszcze bardziej skomplikowane. Nastąpiła zmiana relacji wewnętrznych w rodzinie, a zwłaszcza stosunków między rodzicami i dziećmi, które stały się mniej formalne, bardziej osobiste, oparte na komunikacji i wymianie informacji Rodzice z konieczności muszą podjąć się nowej roli przygotowania swoich dzieci do aktywnego uczestnictwa w życiu osobistym i społeczno-zawodowym.

    Proces indywidualizacji jakkolwiek zapoczątkował wiele pozytywnych zmian w rodzinie, to jednak na skutek złożonego, dynamicznego i wielowymiarowego aspektu jej funkcjonowania wpłynął negatywnie przede wszystkim na traktowanie rodziny jako instytucji oraz na trwałość małżeństwa i rodziny. W wyniku postępującego  procesu indywidualizacji zaczęła bardzo dynamicznie kształtować się nowa hierarchia dóbr rodzinnych. Ważnym zjawiskiem życia rodzinnego stało się wymaganie co do jakości związku małżeńskiego. Wcześniej kładło się większy nacisk na instytucjonalny aspekt rodziny. Uważano, że rodzina jest instytucją powoływaną do wykonywania funkcji prokreacyjnej oraz opieki nad dziećmi i ich wychowania. Ponadto rodzina była  traktowana jako instytucja organizująca i zapewniająca materialne warunki życia jej członkom. Obecnie na randze znacznie zyskała satysfakcja z życia małżeńskiego – stała się ona wysoce cenionym dobrem obwarowanym wymaganiami wobec członków rodziny. Wśród przeważającej liczby małżeństw panuje obecnie przekonanie, że życie małżeńskie ma wtedy sens, jeśli daje pełną satysfakcję współmałżonkom. Indywidualizacja wewnątrzrodzinna oraz dążność do wysokiej jakości rodzinnego życia uzupełniają się i wzmacniają nawzajem. Naczelnym dobrem w oczach ludzi stała się nie tyle trwałość rodziny, ile jakość życia w jej ramach. W razie trudności powstałych w życiu rodzinnym te  dwie tendencje wspomagają się w nasileniu odczuwania złej jakości życia rodzinnego, co sprzyja konfliktom, dezorganizacji rodziny i rozwodom. Za podstawowy warunek satysfakcji małżeńskiej uznano długotrwałą miłość. Jeśli miłość wygaśnie, małżonkowie mogą bez większych konsekwencji poszukać własnego szczęścia w następnych związkach, a dobro dzieci uznając za rzecz drugorzędną.

Niektóre negatywne aspekty postępującego procesu  indywidualizacji w połączeniu ze zdominowaną współcześnie kulturą postmodernizmu może stanowić poważne zagrożenie dla psychicznego i społecznego funkcjonowania jednostki, co niewątpliwie jest niekorzystne dla małżeństwa i rodziny. Główne założenia postmodermizmu propagujące relatywizm wartości, poglądów, stanowisk, skrajny nihilizm, irracjonalizm, subiektywizm, hedonizm, laicyzm, indyferentyzm religijny nie sprzyjają ukształtowaniu się systemu wartości, dojrzałej osobowości jednostki, właściwej postawy miłości i życzliwości w relacjach z ludźmi, tworzeniu się więzi w małżeństwach i w rodzinach.  Ks. Marek Dziewiecki słusznie przestrzega, że podporządkowanie się zasadom ponowoczesności prowadzi do takiej sytuacji, w której egzystencja poszczególnych ludzi a w rezultacie także małżeństw, rodzin i całych społeczności oparta na naiwnych iluzjach i ideologiach wewnętrznie sprzecznych prowadzą do dramatycznego kryzysu (Ryś, Jankowska 2007, s. 245n). Ponowoczesność z jednej strony bowiem absolutyzuje wolność człowieka, jego indywidualizm i równe prawa dla wszystkich ludzi, a z drugiej strony prowadzi do coraz bardziej zauważalnych form dyskryminacji i nierówności społecznych. Pojawia się coraz większa rozbieżność między sloganami dotyczącymi osiągania łatwego szczęścia, przyjemnego życia, a rzeczywistością, w której panuje bezwzględna rywalizacja i zasady ekonomiczne rynku. Ponowoczesność z jednej strony absolutyzuje możliwości człowieka, ludzki umysł, naukę i postęp techniczny, a z drugiej strony sam człowiek coraz boleśniej przeżywa własną niemoc, bezradność, zagubienie, samotność. Ludzie coraz częściej doświadczają negatywnych skutków rozwoju materialnego odbywającego się kosztem ich psychicznej  i duchowej dojrzałości. W rezultacie w nowoczesnych społeczeństwach pojawiają się nowe choroby, zaburzenia psychiczne, rośnie przemoc i przestępczość, ujawnia się coraz więcej różnego rodzaju uzależnień zamiast propagowanej wolności, a znaczna część społeczeństwa ubożeje i pozbawiona jest dostępu do podstawowych dóbr i usług.

Ideologia ponowoczesności opierająca się na skrajnie zawężonej wizji człowieka, proponująca utopijne i nierealistyczne recepty na szczęśliwe życie łatwo znajduje swych zwolenników. Natomiast jest nader szkodliwa dla współczesnego człowieka i prowadzi do ucieczki od rzeczywistości, co w konsekwencji przyczynia się powstania kryzysów, z których naprawdę trudno jest wyjść.

W tych wszystkich problemach współczesnego człowieka, braku pracy lub jej nadmiaru, w tym ogłupiającym wyścigu szczurów, dążeniu do hedonizmu, propagowaniu łatwego szczęścia, wzorców życia, idealizacji seksu, mocna i zdrowa rodzina jest jedyną ostoją dla dzieci, kobiet, mężczyzn w każdym wieku. W rodzinie człowiek może znaleźć miejsce, gdzie schroni się przed wszystkimi zgubnymi skutkami postępu i cywilizacji. Pamiętajmy, że Jezus zanim zaczął swoją działalność nauczania przebywał w rodzinie, gdzie uczył się zawodu (fachu stolarskiego), gdzie przypatrywał się obyczajom ludzkim, gdzie obserwował życie rybaków, rolników. Dopiero potem tą wiedzę i doświadczenie mógł przekazywać apostołom i uczniom w przypowieściach. Gdyby nie potrzeba było rodziny (matki Maryi i wzoru Józefa – mężczyzny), by Jezus – człowiek mógł nabrać mocy do spełnienia swego posłannictwa, na pewno Bóg – Ojciec wymyślił by inną „opcję” dla swojego Syna. Jeśli rodzina była potrzebna Jezusowi – Bogu i Człowiekowi , to cóż dopiero nam ludziom żyjącym w tych trudnych czasach. Dbajmy o nasze rodziny, o ich trwałość, trzeźwość, doceniajmy rolę matki, a także ojca – mężczyzny. Bez ojca dziecko nie potrafi odnosić się do świata, sytuacji, zjawisk, nie wie, co jest ważne a co nie, nie zna zasad postępowania. Beż mężczyzny w rodzinie kobieta – żona nie czuje się bezpiecznie, nawet gdy jest zaradna zawodowo i życiowo, to nie ma oparcia, wsparcia na męskim ramieniu. Gdyby Maryja nie potrzebowała Józefa, Bóg zaplanowałby inaczej zbawienie ludzi. Świety Józef – cień Ojca jak o Nim pisał J. Dobraczyński niezwykle ważny „Element” w Rodzinie Nazaretańskiej. Jego postawa stanowi bardzo ważne przesłanie dla współczesnego świata – nie spłodził dziecka, był opiekunem Jezusa i wsparciem dla Jego Matki. Bo nie tylko ten ojciec, który spłodził dziecko, ale ten, który wychowuje, uczy wartości. Tak jak nie tylko ta matka, która jest matką biologiczną, ale ta kobieta jest MATKĄ, która potrafi nieść miłość i Boga ludziom, która rozsiewa wokół siebie dobroć, delikatność, czułość, wrażliwość serca, zrozumienie, pomoc potrzebującym, wiarę, nadzieję. Przykładem niech będzie Matka Teresa z Kalkuty, którą wszyscy nazywają MATKĄ, a przecież nigdy nie urodziła swojego dziecka. To w dzisiejszych czasach propagandy zapłodnień in vitro parom, które nie mogą mieć dzieci należy przypomnieć. Ile jest dziś sierot, głównie społecznych, które czekają na miłość kobiety i mężczyzny, którzy zechcieliby być dla niego rodziną. Taka rodzina byłaby dla tych tysięcy dzieci nadzieją, takie rozumienie macierzyństwo lub ojcostwo sprawiłoby parom bezpłodnym właściwe przeżywanie swego rodzicielstwa.

Mówi się tak dużo o kryzysie ekonomicznym. W takim kryzysie więzi międzyludzkie, wsparcie rodziny jest jednym z najważniejszych czynników pozwalającym na przetrwanie, poradzenie sobie w każdej trudnej sytuacji w szkole, w zakładzie pracy

Na koniec przytoczę słowa Prymasa Tysiąclecia: rodzina Bogiem silna. Starajmy się zachować wiarę, która góry przenosi, nadzieję, która uskrzydla człowieka i dodaje mu sił i miłość, której potrzebuje każdy człowiek i każde stworzenie. A szczęśliwe jest to dziecko, które czuje się kochane przez rodziców dojrzale kochających samych siebie.


Pielgrzymka do Częstochowy - 18 października 2008

Program pielgrzymki

"BĄDŹMY UCZNIAMI CHRYSTUSA"

10.45    Powitanie zebranych w Bazylice przez Ojca Przeora Jasnej Góry

11.00    Msza święta w Bazylice, którą wraz z duszpasterzami odprawi i homilię wygłosi
             J.E. Ks. Bp Jan Wątroba – Delegat Konferencji Episkopatu Polski ds. Duszpasterstwa              Kobiet

12.00    Anioł Pański i konferencja formacyjna nt. "Maryja wzorem i nadzieją uczennicy                        Chrystusa", którą wygłosi p. Maria Jankowska, Prezes Polskiego Związku Kobiet                      Katolickich

13.15    Przerwa obiadowa

14.00    Odsłonięcie Cudownego Obrazu Matki Bożej
             Akt zawierzenia kobiet Matce Bożej
             Modlitwa strofami poezji maryjnej
             Modlitwa cicha

15.00    Droga Krzyżowa na wałach – zakończenie pielgrzymki




Powitanie, homilia oraz konferencja w formacie mp3  (kliknij tutaj)



Akt zawierzenia kobiet Matce Bożej:

Matko Boża, Niepokalana Maryjo, Czarna Madonno i Królowo Polski!
Tobie poświęcamy same siebie, wszystkie modlitwy i prace,
 radości i cierpienia, wszystko czym jesteśmy i co posiadamy.
Ochotnym sercem oddajemy i powierzamy się Twojemu Synowi
i Tobie Królowa nasza.
Pozostawiamy Ci zupełną swobodę posługiwania się nami dla zbawienia ludzi
i ku pomocy Kościołowi świętemu, którego jesteś Matką
Prosimy Cię Matko!
Otocz płaszczem swej opieki nas i nasze rodziny, ale także każdą kobietę i wszystkie polskie rodziny. Wspomagaj nas i broń przed nieprzyjaciółmi Kościoła świętego, zgubnymi ideologiami i fanatyzmem. Pomóż nam bronić każdego poczętego życia!
Pomnażaj w nas wiarę, nadzieję i miłość.
Pokornie Cię Matko prosimy pomóż nam na co dzień odczytywać swoje powołanie i szerzyć wokół nas dobro i miłość.
Zawierzamy Ci także Matko Polski Związek Kobiet Katolickich, wszystkie jego oddziały, jego inicjatywy, akcje, działania, które staramy się, aby były zgodne z katolicką nauką społeczną i dobrze służyły Bogu i ludziom.
Zawierzamy Ci Matko siebie i każdą członkinię Polskiego Związku Kobiet Katolickich, wszystkie nasze sprawy i działania, które podejmujemy aktualnie, a także te, które podejmiemy w przyszłości. Oddajemy Ci nasze cierpienia, trudności, choroby, smutki, ale także nasze radości i sukcesy.
Powierzamy się Tobie Matko i Królowo nasza.
Prowadź nas i bądź z nami w każdej chwili naszego życia.
 Amen.

Relacja z pielgrzymki:

o. Stanisław Tomoń
2008-10-18, sobota, godz. 15.35

Ogólnopolska Pielgrzymka Kobiet trwa w sobotę, 18 października na Jasnej Górze. W spotkaniu uczestniczy kilkaset kobiet reprezentujących 18 oddziałów w kraju. Pielgrzymkę organizuje Duszpasterstwo Kobiet wraz z Polskim Związkiem Kobiet Katolickich.

Pielgrzymka przebiega pod hasłem: „Bądźmy świadkami Chrystusa na wzór Maryi”. „Ważne jest, aby zebrane kobiety przekazały stąd przesłanie nadziei do swoich domów i środowisk. Może dzięki temu będzie więcej nieba na ziemi” – mówi Maria Jankowska, prezes Polskiego Związku Kobiet Katolickich.

Przybyłe kobiety uczestniczyły we Mszy św. w bazylice jasnogórskiej o godz. 11.00. Eucharystii przewodniczył bp Jan Wątroba, biskup pomocniczy arch. częstochowskiej, delegat Episkopatu ds. Duszpasterstwa Kobiet. Obecny był m.in. ks. Tomasz Król, duszpasterz PZKK o. Warszawa.

W imieniu ojców i braci paulinów słowa powitania do zebranych skierował o. Mieczysław Polak, podprzeor Jasnej Góry. „Przybywacie na Jasną Górę, by oddać cześć Bogu za wielkie rzeczy, jakie wam uczynił. Tutaj chcecie spotkać się z Maryją, która prowadzi nas do Jezusa. Pragniecie wpatrywać się w doskonały wzór Maryi, kobiety spełnionej – mówił o. Mieczysław Polak  - Ona pozwala każdej kobiecie zrozumieć geniusz niewiasty nie tylko po to, aby mógł być zrealizowany konkretny zamysł Boży, ale także, by współczesna kobieta mogła odgrywać jeszcze większą rolę w różnych środowiskach życia”.

„Kolejny raz na swojej dorocznej pielgrzymce do jasnogórskiego sanktuarium, do domu Matki, gromadzą się polskie kobiety – rozpoczął homilię bp Jan Wątroba – Przybywają, wiele z nich, ze swymi bliskimi, z rodzinami, i w tej gościnnej, modlitewnej przestrzeni czują, że nie są same. Razem z tysiącami przybywających tu pątników na modlitwie podejmują wezwanie, z którym Kościół w Polsce zwraca się do swoich dzieci w tym roku liturgicznym (...) które próbuje pogłębić i przełożyć na praktykę życia codziennego: ‘Bądźmy uczniami Chrystusa’”.

„'Być uczniem Jezusa' oznacza iść drogą wytyczoną przez życie Mistrza – tłumaczył kaznodzieja – Nie wystarczy powiedzieć, że jest się katolikiem, nie wystarczy pokazać metrykę chrztu. To co jest istotne, to życie według wzoru, który nam pozostawił Jezus. Jedyne co gwarantuje, że jesteśmy autentycznymi uczniami to fakt, że naśladujemy Mistrza odtwarzając wszystkie rysy Jego życia”.

„Przychodząc dzisiaj do Maryi z tak wieloma prośbami nie zapomnijmy pomodlić się o to, aby każdego dnia Maryja pomagała nam stawać się coraz doskonalszymi uczniami Pana – mówił na zakończenie bp Jan Wątroba – Niech nam pomoże trwać w tej ufnej postawie dziecka przed Bogiem jako naszym Ojcem, niech nam stale przypomina to wszystko, czego nas uczy Jej Syn, a nasz Mistrz, niech nas uczy posłuszeństwa natchnieniom Ducha Świętego (...) Swoją modlitwą niech nam pomaga patrzeć na innych jako na naszych braci, a wobec rzeczy i dóbr materialnych niech nam pomaga zachować wolność i roztropny dystans”.

Do odprawiania Mszy św. został użyty Kielich Życia i Przemiany, złożony na Jasnej Górze 25 lat temu przez polskie kobiety jako wotum dla Jasnogórskiej Matki.

Po Eucharystii uczestniczki pielgrzymki wysłuchały konferencji formacyjnej nt. „Maryja wzorem i nadzieją uczennicy Chrystusa”, którą prowadziła Maria Jankowska, prezes Polskiego Związku Kobiet Katolickich. „Życie bez nadziei jest beznadziejne – mówi Maria Jankowska - Nadzieja nie tylko obejmuje rzeczy doczesne, ale także życie wieczne – mamy nadzieję, że zmartwychwstaniemy”.

O godz. 13.30 kobiety odmówiły modlitwę zawierzenia w Kaplicy Matki Bożej. W czasie pielgrzymki można było nabyć czasopismo: ‘List do Pani’, wydawane przez Polski Związek Kobiet Katolickich.

Panie zrzeszone w poszczególnych oddziałach Polskiego Związku Kobiet Katolickich zajmują się różnymi obowiązkami. Np. w parafii w Skarżysku Kamiennej opiekują się Sanktuarium Matki Bożej Ostrobramskiej, oprowadzają pielgrzymów, gotują dla nich, przygotowują katechezy, pracują nad własną formacją.

„Ogólnie Polski Związek Kobiet Katolickich ma za cel zgłębić ‘geniusz kobiety’, jak to mówił Jan Paweł II – mówi Maria Jankowska – Organizujemy różne konferencje, np. 8 grudnia na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim odbędzie się konferencja dotycząca sytuacji kobiet. Bardzo to odnosimy do życia, nie tyle chcemy tworzyć teorię, ale staramy się przekazać te wspaniałe wartości, które ma do spełnienia kobieta w życiu codziennym. Zastanawiamy się nad wyzwaniami kobiet w XXI wieku. Dziś współczesna kobieta pragnie być wykształcona, awansować, ale równocześnie chce być matką, żoną, chce się temu poświęcić. Tu staramy się pomóc, nauczyć – w oparciu o wartości – dokonywać wyboru, może nie między czymś a czymś, ale chodzi o odczytywanie swoich zdolności i realizację ich w życiu codziennym na różne sposoby”.


Wystąpienia:

M. Jankowska
"
Maryja wzorem i nadzieją uczennicy Chrystusa"

Słowo „nadzieja” jest przez człowieka często używanym terminem w codziennym języku. Obecnie psychologowie i terapeuci coraz częściej twierdzą, że posiadanie nadziei jest podstawą zdrowia psychicznego. Nadzieja bowiem jest wyznacznikiem jakości życia człowieka, a także wpływa na sposób jego funkcjonowania w codziennych czynnościach, realizowaniu planów i podejmowaniu mniej lub bardziej ważnych dla niego i jego najbliższych życiowych decyzji. Kiedy zaczynałam interesować się nadzieją przed kilku laty spytałam ludzi, czy i jakie znaczenie w ich życiu ma nadzieja. I wtedy otrzymałam odpowiedzi, że nadzieja jest czymś najważniejszym w życiu, że pozwala wierzyć, że to, co sobie zaplanujemy zrealizuje się, że osiągniemy coś dla nas ważnego, co uważamy, że jest dla nas dobre i korzystne. Człowiek stwierdza: „mam nadzieję na coś pozytywnego, że...coś się wydarzy, że coś dostanie, uzyska, zdobędzie, że wyzdrowieje ktoś, że się doczeka wreszcie czegoś”. Natomiast dla człowieka, który nie ma nadziei, wszystko jest właśnie beznadziejne. Wtedy formułuje takie stwierdzenia: ”uważam, że to nie uda się nigdy, że mnie się to nie przydarzy, że to jest beznadziejne; to nie ma zupełnie sensu; nie ma nadziei na to, że się coś dobrego wydarzy; nie mam już żadnej nadziei na coś lepszego; straciłem nadzieję i wszystko się zawaliło”.

Ludzie na ogół mają świadomość, że w realizacji każdego celu oraz w formułowaniu planów i zamierzeń, nadzieja jest bardzo istotna i dlatego starają się ją podtrzymać, a także aktywnie poszukiwać źródeł skąd mogliby ją czerpać. To pragnienie i zarazem podstawowa potrzeba człowieka wyraża się m. in. w takich stwierdzeniach, jak „odzyskałem nadzieję; nadzieja wróciła; zrobię wszystko, aby przywrócić komuś nadzieję; trzeba mieć nadzieję; ja nigdy nie tracę nadziei”. Jest też wiele sposobów odzyskiwania nadziei, a także źródeł z czego można czerpać nadzieję i w czym lub w Kim pokładać nadzieję i wówczas ludzie mówią: „oni są moją nadzieją; moim źródłem nadziei jest...; gdyby nie ... już dawno straciłbym nadzieję; Bóg jest moją największą nadzieją; „jestem człowiekiem zawierzenia i ufam Opatrzności Bożej”.

Zastanówmy się bardziej nad istotą nadziei. Człowiek, który ma nadzieję spodziewa się zaistnienia sprzyjających okoliczności umożliwiających osiągnięcie jakiegoś dobra. Zatem ma nadzieję np., że ukończy z powodzeniem szkołę, że zdobędzie dobrze płatną pracę, że operacja chorego w rodzinie zakończy się sukcesem, że jego małżeństwo będzie szczęśliwe że nowo wybrana izba do parlamentu będzie bronić interesów najbiedniejszych. Człowiek mający nadzieję na osiągnięcie jakiegoś dobra podejmuje działanie, a więc trudzi się nad tym, ażeby zrealizować swe zamierzenia, osiągnąć ważny dla siebie cel. Nadzieja więc jest ważnym motywatorem jego działania ukierunkowując go na zdobycie określonego celu, który ma dopiero osiągnąć. Cel, ku któremu zmierza człowiek, zawsze stanowi dla niego jakąś wartość lub dobro, jednakże jego zdobycie jest obwarowane pewną dozą niepewności. Człowiek nigdy nie jest pewny osiągnięcia celu, jednak ma nadzieję, i ona właśnie jest siłą popychającą go do podejmowania różnorodnych czynności. Człowiek mający nadzieję jest nastawiony na to, co ma się wydarzyć w przyszłości i w związku z tym przeżywa określone emocje i uczucia, np.  radości, oczekiwania, ale także niepewności. Przeżywane uczucia dostarczają człowiekowi energii do działania i nadają kierunek temu działaniu. Dzięki nadziei człowiek odnajduje sens swego działania, a także swego życia Jednakże zdarza się także tak, że ludzie tracą nadzieję i wtedy nie wierzą, że uda im się zrealizować zamierzone cele, że osiągną upragnione dobro. Wówczas wpadają w stan bez nadziei, tracąc zupełnie nadzieję na realizację jakiegokolwiek przedsięwzięcia wpadając w stan przygnębienia, depresji, apatii, rozpaczy. Brak nadziei prowadzi więc do różnych czynów przeciwko sobie samemu, przeciwko zdrowiu i życiu. Nadzieja chroni człowieka przed egoizmem, zniechęceniem i rozpaczą oraz uzdalnia do ufnego mierzenia się z codziennością. Bez nadziei nie da się żyć.

Nadzieja jako naturalny stan egzystencji pozwala człowiekowi nadać swojemu życiu sens. Jest ona czynnikiem aktywizującym i ukierunkowującym ludzkie działanie. Dzięki niej człowiek może podejmować skutecznie różne cele, ale także czuć się w życiu bezpiecznie. Nadzieja pozwala oczekiwać spełnienia ludzkich dążeń, realizacji planów oraz posiadać przeświadczenie, że cały trud życia, a także życiowe sukcesy i porażki, a przede wszystkim cierpienie, choroba i śmierć mają głęboki sens i znaczenie. Zazwyczaj ludzie nie zdają sobie sprawy z tego, jak głęboko przenika i rządzi nimi ich nadzieja. Dopiero, gdy ją tracą, odkrywają, czym dla nich była i wzrasta w nich przekonanie, że nie w sposób bez niej żyć. Nadzieja także nie występuje u ludzi zawsze w takim samym stopniu. Sytuacje życiowe wpływają na to, że człowiek może mieć różny poziom nadziei, który implikuje podjęcie określonych decyzji i działań o charakterze egzystencjalnym często mający wymiar ostateczny. Człowiekowi jako istocie psychiczno-duchowej nie wystarcza nadzieja dotycząca jego życiowych czynności. Człowiek pragnie nadać sens swojemu i cudzemu cierpieniu, a także porażkom życiowym, chce mieć nadzieję, że wszelki trud życia, ból, choroba też ma sens. W ten sposób przechodzimy do rozumienia nadziei w sensie głębszym, który zawarty jest w nadziei chrześcijańskiej. Katechizm Kościoła Katolickiego podaje, iż nadzieja, obok wiary i miłości, należy do jednej z trzech cnót teologalnych, w których wyraża się stosunek człowieka do Boga. Nadzieja ta pozwala człowiekowi oczekiwać, że osiągnie on „szczęście Królestwa niebieskiego i życie wieczne, pokładając ufność w obietnicach Chrystusa i opierając się nie na własnych siłach, ale na mocy łaski Ducha Świętego . Nadzieja zatem upatruje w Bogu najwyższe Dobro, którego człowiek całym swym sercem pragnie. Nadzieja jest bowiem cnotą teologalną i jak jest ważna niech świadczy fakt, że słowo nadzieja w Piśmie Świętym pojawia się aż 138 razy.

Nadzieja jako cnota teologalna zawiera się między wiarą i miłością, a więc stanowi pomost między wiarą a miłością. Tak więc nadzieja wypływać musi z wiary, a zmierzać ku dobru, czyli w rezultacie ku Miłości, bo pragnienie serca ludzkiego zaspokoić może tylko taki rodzaj Miłości - transcendującej człowieka, przekraczającej śmierć, dążącej do pełni szczęścia. Jeżeli w sercu ludzkim istnieje na wskutek zaszczepienia przez Boga takie ogromne pragnienie Miłości, to znaczy, że musi być kiedyś spełniona. Nie miałoby to sensu, gdyby to pragnienie szczęścia miało trafić w próżnię, w nicość. Ale, żeby się mogło zrealizować, to jest potrzebna nadzieja. Nadzieja z kolei musi mieć związek z rzeczywistością, z rozumnym działaniem ludzkim, z jego decyzją uwzględniającą wolną wolę. Działanie  to dotyczy każdej dziedziny ludzkiego życia. Człowiek musi coś zrobić, żeby dać możliwość spełnienia się tego dobra, oczekiwania, szczęścia; np. student może mieć nadzieję na zdanie egzaminu wtedy, gdy podejmie trud nauki, chory może mieć nadzieję na wyzdrowienie, jeśli podejmie leczenie, człowiek może mieć nadzieję na życie wieczne, jeśli będzie zachowywał Bożą naukę itd.

Dojrzałość osobowa człowieka jest bardzo ściśle związana z nadzieją. Można to określić w ten sposób, że człowiek dojrzewa osobowo tak, jak dojrzała staje się jego nadzieja. Nadzieja staje się bardziej dojrzała w ten sposób, że w miejsce nadziei płytszej pojawia się nadzieja głębsza, a w miejsce nadziei przemijającej – nadzieja trwała, a w miejsce nadziei, która się spełnić nie może, nadzieja, która się urzeczywistnia. Nadzieja jako wielowymiarowa dyspozycja psychiczna musi odnosić się do nieprzemijającej pewności i wartości. Człowiek z jednej strony formułuje cele, które ma nadzieję osiągnąć, a z drugiej strony poszukuje nieustannie źródła, które będą podtrzymywały jego nadzieję, nadając tym samym sens jego działaniu. Faustyna Kowalska pisze „często żyłam nadzieją  przeciw nadziei i posunęłam swoją nadzieję do zupełnego zaufania Bogu (Dz. 386)” . Jan Twardowski określa nadzieję ...”jako cierpliwość czekania na to, że spełnią się wszystkie Boże obietnice” . Karol Wojtyła, który już w samym tytule poematu „Nadzieja, która sięga poza kres” zawarł najważniejszą cechę nadziei, tak pisze:

„...I tak jestem wpisany w Ciebie nadzieją

poza Tobą istnieć nie mogę ...” .

Nadzieja jest zatem  rzeczywistością niezmiernie bogatą. Odnosi się do codziennych prostych czynności ludzkich jak i bardzo złożonych okoliczności, wymagających od człowieka głębokiego zawierzenia nadziei nawet wbrew nadziei, czyli jakby dokonania transcendencji siebie w kierunku tego prawdziwego i pełnego Dobra, zaszczepionego w jego sercu, a którego rozum ludzki nie jest w stanie ogarnąć. Św. Augustyn stwierdził, że niespokojne jest serce człowieka, dopóki nie spocznie w Panu, a Jan Paweł II powiedział, że człowiek nie jest w stanie zrozumieć samego siebie bez Chrystusa i dlatego „przekracza próg nadziei”.

Papież Benedykt XVI swą pierwszą encyklikę poświęcił miłości a następną właśnie nadziei. Papież przypomina, że skoro w dzisiejszym świecie potrzebna jest pilna odnowa chrześcijańskiej cnoty nadziei, to Maryja, Ta, która zawierzyła i zaufała Bogu w pełni nadziei, winna być dla nas Nauczycielką i Przewodniczką. Maryja poprzez swoje życie jest dla nas kobiet wzorem i to niedościgłym wzorem. Każdy człowiek, który został ochrzczony stał się automatycznie uczniem Chrystusa i od Matki Chrystusa może na podstawie Jej życia uczyć się właściwej postawy względem Boga i ludzi. Naśladowanie Maryi stanowi nadzieję na to, że dojdziemy do Jej Syna i zostaniemy zbawieni, czyli osiągniemy prawdziwe szczęście, którego pragnienie wpisane jest w każde ludzkie serce.

Chcąc naśladować Maryję należy starać się w skupieniu przemyśleć wydarzenia z Jej życia w perspektywie dziewczyny, kobiety, matki. Teraz w październiku jest szczególny czas na rozważania tajemnic różańcowych i jest okazja do tego, by na wzór Maryi wprowadzić konkretne zmiany w swoim życiu, by zdać sobie ważne pytania i spróbować na nie odpowiedzieć nie tylko w swoim umyśle, ale przede wszystkim wprowadzając to w czyn.

Zwiastowanie Narodzenia Pana Jezusa.

Proszę sobie wyobrazić tą sytuację. Młoda dziewczyna mająca wspólnie ze swym Oblubieńcem plany dziewictwa, nagle dowiaduje się, że ma zostać matką i to Matką Boga. W krótkim dialogu z aniołem kończy rozmowę Otom ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według słowa twego. Tu spotykamy się z niewyobrażalnie trudną sytuacją Maryi. Ona gotowa jest jednak natychmiast zrezygnować ze swoich planów, jeśli Bóg ma inne wobec Niej. Można sobie zadać pytanie, czy ja jestem gotowa dać taką odpowiedź Bogu w swoim życiu, czy raczej mam pretensje do Boga, że nie układa mi się w nim tak jakbym sobie tego życzyła. Czy w modlitwie raczej nie dążę do tego, by prosić Boga, żeby się stała moja osobista wola w różnych moich życiowych sytuacjach, niż spełniła się wola Boża.

Maryja także po rozmowie z Aniołem i po swoim Fiat nie tłumaczy Józefowi co się stało, wie, że Pan Bóg znajdzie sposób, żeby mu o tym powiedzieć, jeśli taka będzie Jego wola. Maryja nas uczy, że pełnienie woli Bożej jest naszym priorytetem, jest to ważniejsze od naszych ludzkich planów, projektów i marzeń. Ileż było wspaniałego zawierzenia i zrozumienia postawy służebnicy Pańskiej. Natomiast pełnienie tego, czego Bóg oczekuje od człowieka daje nadzieję na osiągnięcie szczęścia wiekuistego. A więc zastanówmy się czego Bóg oczekuje od nas, jakie jest nasze powołanie i czy słucham Boga, gdy do mnie mówi. Czy nie odklepuje modlitw, żeby mieć czyste sumienie przed sobą, że się modlę, czy pozwalam, żeby o mówił do mnie?

Nawiedzenie Najświętszej Maryi Panny.

Czytamy w Piśmie Św. (Łuk.I.39-56) W tym czasie wybrała się Maryja w drogę i udała się spiesznie w okolicę górzystą, do miasta Judy, gdzie pozostała z Elżbietą około trzech miesięcy. Maryja sama nosząca w sobie Syna Bożego, nie tyle troszczy się o siebie, nie tyle rozpamiętuje co Ją za wyróżnienie spotkało przez fakt Zwiastowania. Nie oczekuje też od nikogo specjalnego traktowania siebie. Nie ma w niej dumy, którą wszakże mogła mieć, przecież Ona wiedziała, że Dziecko poczęło się w Niej z Ducha Św. Jednak nie tyle koncentruje się na sobie lecz idzie przez wysokie góry do swej krewnej Elżbiety, żeby jej służyć w ostatnich dniach przed narodzeniem Jana. Czy ja jestem wystarczająco otwarta na pomoc potrzebującym, czy raczej zamykam się w świecie własnych spraw, interesów, problemów. A jeszcze inne pytania, czy zanoszę ludziom Boga, czy dzielę się z innymi radością swojej wiary, czy jestem radosnym dawcą dobra wokół siebie?

Narodzenie Pana Jezusa

Maryja tuż przed rozwiązaniem udaje się z Józefem w drogę (wcale niełatwą, bo jest to kraj górzysty, a wędrowało się wtedy na piechotę, lub na osiołku) z Nazaretu do miasta Dawidowego zwanego Betlejem. Tam szukali gospody i tam nadszedł czas Jej rozwiązania. I urodziła Syna swego pierworodnego i owinęła Go w pieluszki i złożyła w żłobie, bo nie było dla nich miejsca w gospodzie. Co mogła przeżywać Maryja na krótko przed urodzeniem Dziecka. Wraz z Józefem opuszcza swój dom, by spełnić rozkaz cesarza Augusta i pospiesznie szukają gospody. Nigdzie nie ma dla Nich miejsca. Każdy myślał: po co brać sobie taki kłopot: kobieta brzemienna, widać nie majętna, więc wiele nie zapłaci, a może być z nią problem. Więc potrzebujący i utrudzeni drogą musieli iść dalej, bo nie było dla nich miejsca. Wyszli poza Jerozolimę i doszli aż do Betlejem (9 km drogi). Znaleźli stajnię, gdzie w ubóstwie, chłodzie w towarzystwie zwierząt przyszedł na świat Zbawiciel. Maryja pokornie przyjęła taki plan, choć po ludzku sądząc trudno się zgodzić z takim scenariuszem: ptaki mają gniazda, lisy mają swe nory, a Syn Człowieczy nie ma miejsca, gdzie by głowę skłonił. Ale myśli ludzi nie są myślami Bożymi. Tu pozostaje jedynie w ciszy skłonić głowę przed Maryją, Józefem, podziękować Im za ich pokorne i konsekwentne wypełnianie swego powołania, za zmaganie się z trudną sytuacją, a także prosić, byśmy umiały przyjmować każde poczęte dziecko jako Boży dar i nigdy nie odwracali się od kobiety, która nosząc pod sercem dziecko potrzebuje pomocy.

Ofiarowanie Pana Jezusa w  świątyni

Zgodnie z tradycją żydowską po oczyszczeniu, Maryja udała się z Józefem i Jezusem do Jerozolimy, by pierworodnego poświęcić Panu i złożyć należną ofiarę. Radosne i podniosłe wydarzenie w życiu żydów. Zapewne Maryja i Józef też z radością spełniali  ten zwyczaj i wcale nie spodziewali się tego, co ich miało zaraz spotkać. Wchodząc do świątyni dowiadują się od prorokini Anny i starca Semeona, że to Dziecię jest przeznaczone dla powstanie i upadek wielu i będzie znakiem sprzeciwu, a duszę Maryi przeszyje miecz. Symeon powiedział wprawdzie, że może już teraz odejść z tego świata, bo oczy jego widziały Zbawiciela, ale ileż myśli, obaw, niepokoju zostało zaszczepione w sercu Maryi, które miał jeszcze według przepowiedni przeszyć miecz cierpienia. Maryja wiedziała od momentu Zwiastowania, że jest Matką Syna Najwyższego, który będzie miał do zrealizowania swoją misję. Natomiast od Ofiarowania Pana Jezusa już wiedziała także i to, że Ona też będzie miała swoją rolę w tej misji. Pytanie dla nas: jak odczytuję swoje powołanie w życiu jako uczennicy Chrystusa, czy chętnie zgadzam się na trud, cierpienie, chorobę, czy też z obawy rezygnuję i sprzeniewierzam się woli Bożej?

Znalezienie Pana Jezusa w świątyni

Maryja i Józef wiedli normalne życie rodzinne zachowując tradycje żydowskie. Co roku udawali się do Jerozolimy na święto Paschy. Dwunastoletni Jezus był także z nimi, ale zamiast wracać z Nimi, został w świątyni, by nauczać. Po trzech dniach gorączkowych poszukiwań Maryja z Józefem znaleźli Jezusa w świątyni. I tutaj rozpoczyna się niezwykle ciekawy dialog Jezusa i Jego Matki. Maryja pyta: Dziecko, czemuś nam to uczynił? Oto Ojciec i ja z bólem serca szukaliśmy ciebie. Jezus odpowiedział ze zdziwieniem, może nawet z wyrzutem Czemu szukaliście mnie, czy nie wiedzieliście, że powinienem być w Domu Ojca mego? Ewangelista Łukasz pisze, że oni nie rozumieli co im tymi słowy miał powiedzieć. Zapewne każda kobieta może sobie wyobrazić co czuje matka, którego 12- letnie dziecko w tłumie zginie, i co przeżywa  przez długie trzy dni poszukiwań. Jak niezrozumiała była dla Maryi i Józefa odpowiedź Jezusa i jaki miecz boleści przeszył zapewne Jej serce. Ale zamilkła i nie powiedziała już nic tylko pewnie jak każda kochająca matka rozważała w sercu swoim zachowanie i słowa tego niezwykłego Dziecka, które przecież jest Synem Bożym. Ewangelista pisze, że Jezus wrócił z nimi do Nazaretu i był im poddany. Dziś już rozumiemy bardziej niż wtedy Maryja, co Jezus chciał nam przez to wydarzenie przekazać. Czy wytrwale jak Maryja szukamy w swoim życiu Jezusa dotąd dopóki Go nie znajdziemy? Czy mamy tego świadomość, że On zawsze czeka na nas w tabernakulum w każdym kościele i pragnie nam wyjaśnić pisma, czyli przekazać najistotniejsze sprawy ludzkiej egzystencji i Swojego Ojca w niebie.

Dobrze byłoby zastanowić się nad tym jak jako rodzice, albo opiekunowie, czy wychowawcy podchodzimy do życia swoich dzieci, podopiecznych czy wychowanków. Czy narzucamy im swoją wolę, czy pozwalamy na to, by w odpowiednim czasie mogły same wybrać swoją drogę życia i realizować własne powołanie, nawet takie, które z różnych przyczyn nie akceptujemy? Czy pomagamy młodym ludziom odkrywać sens swojego życia, czy przekazujemy im prawdziwe wartości i uczymy właściwych norm postępowania?

Potem już niewiele w Piśmie Świętym napisano o Maryi. Jednak jeszcze jedno wydarzenie, które chciałabym poddać analizie ze względu na bardzo ważny praktyczny wymiar mające odniesienie w codziennych czynnościach każdego człowieka, a zwłaszcza uczennicy Chrystusa. Było to wesele w Kanie Galilejskiej. Zauważmy, że na wesele w Kanie Galilejskiej zaproszono najpierw Maryję, a ponieważ była Ona, to zaproszono także Jej Syna z uczniami. Tak więc Jezus jako syn został zaproszony jako drugi, ważniejsza była tam matka. W ten sposób Jezus ukazuje nam, że celem ludzkiego życia nie jest być pierwszym w hierarchii społecznej i wyprzedzanie innych w dążeniu do ludzkiej chwały, ale być na swoim miejscu. Nie jest ważne czy w życiu osiągamy wysokie stanowisko, awanse, czy ludzie nas chwalą. Ważne jest, by być na swoim miejscu, by wykonywać w życiu to zdanie, które powierzył nam Bóg.

Cóż dzieje się na tym najsławniejszy weselu i jak zachowuje się Matka Jezusa? Na weselu Maryja jest obecna w sposób bardzo czujny. Nie robi nic nadzwyczajnego, ale dyskretnie czuwa nad potrzebami innych. Kiedy zabrakło wina natychmiast odkrywa tę kłopotliwą sytuację i mówi do Jezusa: Nie mają wina. Wino na weselu nie jest pierwszą potrzebą, ale wino w Biblii jest symbolem radości, która to radość z kolei jest właśnie ważna na weselu. O czym świadczy taka postawa Maryi i co ta postawa znaczy dla nas kobiet XXI wieku? Maryja wrażliwa jest na potrzeby człowieka i dlatego tak jak wtedy w Kanie, również i obecnie, ukazuje swojemu Synowi to wszystko, co choćby w najmniejszym stopniu człowieka zasmuca, przygnębia, co odbiera mu radość życia.  Maryja nie zabezpiecza sama ludzkich potrzeb, czy ludzkiej biedzie, ale przedstawia je Jezusowi. Ona prowadzi zawsze do Jezusa, który z kolei może wyjść naprzeciw naszym potrzebom. Matka Jezusa tak jak czuwała w sposób dyskretny w życiu Jezusa i swojego otoczenia, tak samo jest obecna w sposób dyskretny w naszym życiu. W tym przeświadczeniu winna wyrażać się nasza nadzieja. Matka Jezusa jest zawsze z nami, jeśli Ją o to poprosimy, a na pewno jest we wszystkich najważniejszych momentach naszego życia i wszystko zaniesie do swojego Syna.

Na słowa Maryi, że nie mają wina ponownie Jezus odpowiada trudnymi słowami: Czyż to Twoja lub moja sprawa Niewiasto? Czyż jeszcze nie nadeszła godzina moja? Jednak Maryja pokłada nadzieję w swoim Synu wbrew Jego pozornej odmowie. Tak więc Jezusowi należy zaufać i w Nim pokładać nadzieję. Potem padają niezwykle ważne słowa Maryi, o których każda uczennica Chrystusa powinna zawsze pamiętać. Matka Jezusa zwraca się bowiem do sług i mówi im: Zróbcie wszystko cokolwiek wam powie mój Syn. W tym jednym zdaniu zawarta jest najważniejsza prawda i mądrość życia. Wyznacza kryterium rozwiązywania wszystkich naszych trudności, problemów, zranień, uwikłań, konfliktów. Przez Maryję do Jezusa mawiał Wielki Prymas Tysiąclecia. Ona zanosi prośby i potrzeby ludzkie do swojego Syna, tak jak w Kanie Galilejskiej. Tylko, że należy przypomnieć, że słowa Maryi, które powiedziała do sług wypowiada dzisiaj do każdego człowieka osobiście: zróbcie wszystko cokolwiek wam powie. Co każe robić Chrystus sługom na weselu w Kanie Galilejskiej? Chociaż brakowało tam wina, On każe sługom napełnić wodą aż sześć stągwi (jedna stągiew to około 100 litrów wody). Musimy sobie zdać sprawy, że napełnienie tych stągwi wiązało się z wykonaniem przez sługi ogromnie ciężkiej pracy. Tak więc Jezus często nam każe w życiu robić rzeczy dla nas niezrozumiałe wbrew ludzkiej logice, trudne dla nas i wymagające. Należy zastanowić się nad tym jak zachowują się słudzy. Nie dyskutują z Jezusem, że na stołach nie ma wina, a nie wody, więc bez sensu jest Jego polecenie, żeby napełnić stągwie wodą. Słudzy posłusznie wykonują polecenie, a potem otrzymują następne, też trudne i mało zrozumiałe, które również mogło budzić ich sprzeciw Zaczerpnijcie wodę i idźcie zanieść staroście weselnemu. A oni bez dyskusji zanieśli. Mogli się przecież obawiać, że starosta ich wyśmieje, skrzyczy, po co mu przynoszą wodę. Słudzy jednak wiedzieli na czym polega ich rola: słuchać i wykonywać polecenia. Jezus także nie tłumaczy się przed człowiekiem ze swoich planów i zamiarów. Prośmy zatem o pełne wiary, zaufania i uległości posłuszeństwo Jezusowi, które pozwoli nam przezwyciężyć ciekawość intelektualną, niezrozumienie róznych sytuacji, które nam lub naszym bliźnim się przydarzają, niepokój o przyszłość. Z nadzieją jednak zawierzmy Jezusowi swe losy, swój trud, cierpienie, a zwłaszcza wtedy, gdy brak w nim ludzkiej logiki i sensu.

Moglibyśmy się także zapytać, dlaczego Jezus kazał nosić wodę sługom. Przecież mógł zrobić taki „mały cud”, żeby woda sama znalazła się w stągwiach, a jeszcze lepiej bez wody napełnić stągwie winem. W Ewangelii cud przemiany wody w wino symbolizuje wewnętrzną przemianę człowieka, która wymaga dwóch rzeczywistości: ludzkiej i Boskiej. Człowiek chcąc, żeby jego życie mogło posiadać „smak dobrego wina”, musi najpierw wytrwale, cierpliwie i ciężko nad sobą pracować (na wzór stągwi napełnić siebie wodą). Ludzka praca jest tylko jednak samą wodą. Człowiek może jedynie nosić wodę, nie potrafi jej przemienić w wino. Aby ludzka praca stała się winem, potrzebne jest nasze zaufanie Bogu i nadzieja, że Bóg tej cudownej przemiany w nas dokona i staniemy się winem. Tak więc, by nasze życie i czyny przynosiły owoc potrzebne jest nasze zaufanie w moc Jezusa.

Ten kto pokłada nadzieję w swoich umiejętnościach, albo w tym co posiada będzie rozczarowany i odejdzie z niczym i nie dokona się w nim cud przemiany. Nadzieja w Bogu, który przygotował wielkie rzeczy tym, którzy Go kochają, pozwala nam już tu na ziemi żyć pełnią pokoju i radości. Naszą nadzieją jest Chrystus, który cierpiał za nas, umarł na krzyżu i zmartwychwstał. Nadzieja zmartwychwstania pokazuje, że koniec ludzkich możliwości (śmierć człowieka) nie oznacza jednocześnie końca możliwości Boga. Chrześcijańska nadzieja obejmuje zarówno naszą ziemskiej teraźniejszość, ale przede wszystkim sięga poza i ponad ten świat. Wiara chrześcijańska oznacza więcej niż pokładanie nadziei w Jezusie w tym życiu, że nas podniesie w ucisku, uleczy nasze rany. Właściwa nadzieja jest skierowana na Chrystusa, który nas wskrzesi z martwych oraz doprowadzi chwały Królestwa Bożego i w ten sposób osiągniemy wiekuiste szczęście w niebie. Zmartwychwstanie Jezusa jest więc podstawą naszej wszelkiej nadziei, której nic nie może zniszczyć, zwłaszcza to, co rozgrywa się w naszym życiu doczesnym; bo ani choroba, ani niepowodzenie, ani brak sukcesów, ani cierpienie, ani śmierć bliskich, ani nasza własna śmierć nic nam zrobić nie może.

Chrześcijańska nadzieja działa w tym świecie, ale jednocześnie wykracza poza ten świat, ponieważ jest to nadzieja pokładana w Bogu, który nie jest z tego świata. Maryja przez swoje życie stała się dla  nas wzorem nadziei. Ona pokazała i nadal poprzez swoje objawienia pokazuje nam drogę do swego Syna. We wszystkich objawieniach mówi o modlitwie i o zbudowaniu Świątyni, gdzie ludzie mają spotykać się i znajdować tam Jej Syna.

Nadzieja pozwala także tu na ziemi w pokoju i z ufnością pracować nad polepszeniem tego świata. Zatem jednym z najważniejszych zadań naszego życia jest nieść nadzieję ludziom, zwłaszcza tam, gdy jej brak, zwłaszcza tam, gdzie panuje zwątpienie, niepewność, nieufność lub tam gdzie tej nadziei jest coraz mniej. Anonimowy autor tak pięknie opisał to w wierszu

Być siewcą

Rozsiewaj, rozsiewaj...!

Błogosławiony jest zasiew nasienia nadziei.

Rozsiewaj swój uśmiech,

by zajaśniał radością wokół ciebie.

Rozsiewaj swoje siły,

aby stawić czoło trudnościom życiowym.

Rozsiewaj swoje męstwo,

aby dodać odwagi innym.

Rozsiewaj swój zapał,

swą wiarę, swą miłość.

Rozsiewaj sprawy mało ważne i rzeczy bez znaczenia

Rozsiewaj i miej ufność,

ponieważ każde ziarnko wzbogaci maleńki skrawek ziemi.

    Już niedługo za kilka godzin wyjedziemy z Jasnej Góry i może ta pielgrzymka nic nie zmienić w naszym życiu, a może być czasem, w którym zaowocowała wiara, nadzieja i miłość. Na ile więc pozwolę ziarnku nadziei wyrosnąć w sobie, na ile zasieję jej wokół siebie? Prosimy Cię Matko i Czarna Madonno niech zasiane tu ziarnko nadziei rozkwitnie w naszych domach, w naszych rodzinach, w naszych zakładach pracy, w naszych miastach i wioskach i niech rozszerzy się tu na ziemi Królestwo Twego Syna. Amen



CSS Template by Rambling Soul | Valid XHTML 1.0 | CSS 2.0